Książka dziecięca: Nawiedzony dom (Joanna Chmielewska)
Pierwsza książka, dla której „zarwałem” noc. Po prostu nie mogłem się od niej oderwać i czytałem pod kołdrą, przy latarce. Kiedy wreszcie dotarłem do końca, zegar pokazywał godzinę trzecią w nocy. Na szczęście miałem wakacje… Dodać muszę, że miałem wówczas zaledwie dwanaście lat. Wieki temu, prawda?
Jeśli powiem, że głównymi bohaterami w niej jest pewne przedsiębiorcze rodzeństwo i ich nadludzko mądry pies, z pewnością wielu z Was zidentyfikuje cykl, którego owa powieść pochodzi, bez najmniejszego trudu. I oczywiście będziecie mieć rację. Mam na myśli Janeczkę i Pawełka Chabrowiczów. No i Chabra, rzecz prosta.
Tak się bowiem złożyło, że sięgnąłem po „Nawiedzony dom”. Była to dla mnie pierwsza powieść Joanny Chmielewskiej w ogóle. I wciągnęła mnie „razem z kapciami”. Już sam tytuł mnie zaintrygował. (musiałem jednak mieć już wtedy ciągoty do fantastyki). Jeśli dobrze się zastanowić, to w „Nawiedzonym domu” widać ową zasadę Hitchcocka, wiecie, tę mówiącą o rozpoczynaniu filmu od wybuchu wulkanu, po którym ma następować stopniowy wzrost napięcia. To żart, ale…
Wybuchu wulkanu wprawdzie w książce nie znajdziemy, ale ta bynajmniej na tym nie traci. Zamiast tego, rodzice Janeczki i Pawełka otrzymują spadek. Dom. Pojawia się konieczność przeprowadzki. A przeprowadzka to, zdawałoby się, rzecz trywialna. No, ale w tamtych czasach, zwykła przeprowadzka mogła urosnąć do rozmiarów epopei. I tak jest w tym przypadku. W domu zamieszkują obcy lokatorzy. Żeby się wyprowadzili – z cudzej przecież własności – trzeba im znaleźć mieszkania i nie tylko. Dom wymaga remontu, którego… nie można przeprowadzić, z uwagi na „chwilowe braki w zaopatrzeniu”. Nie ma dostępu na strych. Lokatorzy zaczynają grymasić. Babcia zaczyna podejrzewać, że dom się wali. Dziadek, ekspert filatelistyczny, węszy aferę. Do tego pojawia się dziwny listonosz i ukradkowo doręczane paczki. A pies ostrzega, że przy domu kręci się ktoś obcy i podejrzany. Ktoś niszczy lakier na samochodzie pana Chabrowicza. Pada pytanie: „Czy pozwoli się pan obwąchać?”, a w nocy zaczyna straszyć Morda Upiora… (przy tej scenie można popłakać się ze śmiechu)
Główną siłą sprawczą są w „Nawiedzonym domu”, oczywiście, Janeczka, Pawełek i Chaber. To dzieci, które nie tylko są w stanie doprowadzić do rozpaczy swoich rodziców, ale i kompletnie ogłupić oficera milicji. Trzeba też zaznaczyć, że Sherlockiem Holmesem jest Janeczka, Pawełek zaś ma więcej cech doktora Watsona. Ale postaci są nakreślone przez Autorkę tak znakomicie, że wydają się być realne i młodemu czytelnikowi niezwykle łatwo jest się z nimi identyfikować. Zdarzenia zaś, w których rodzeństwo i ich pies uczestniczy są wprawdzie niecodzienne, lecz nie są nieprawdopodobne. Ponadto są przeplatane mnóstwem sytuacji, w jakich można znaleźć się każdego dnia. A wszystko razem okraszone jest niezrównanym, charakterystycznym humorem, złagodzonym co prawda (co wcale mu nie szkodzi), z którego Autorka słynie. W dodatku wykpiwa także pewne absurdy PRL-u (co zrozumiałem dopiero jakiś czas później, rzecz prosta).
Przyznam się bez bicia, przez pewien czas za najsłabszy pomysł Joanny Chmielewskiej uważałem… Chabra. Wydawało mi się, że tak mądry pies po prostu nie ma prawa istnieć w realnym świecie. Dopóki sam takowego nie spotkałem.
Do tej książki wracałem wielokrotnie i wciąż wracam. Choć teraz spoglądam na wyczyny rodzeństwa raczej z punktu widzenia pana Chabrowicza i coraz częściej myślę, że gdybym to ja był ich ojcem, to chyba bym osiwiał jeszcze przed czterdziestką.
Tak czy siak – polecam „Nawiedzony dom” wszystkim w wieku od lat siedmiu do stu siedmiu.
Aha – byłbym zapomniał. „UPRZEJMIE ZAWIADAMIA SIĘ, ŻE DZISIAJ JEST CZWARTEK”!


















































Odpowiedzi
No ładnie, ładnie. Książkę
No ładnie, ładnie. Książkę czytałam i też miło ją wspominam :) Niewiele wprawdzie pamiętam, bo trochę czasu minęło ;) Niemniej jednak fajnie, że przypomniałeś :)
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Ja też czytałam, ale mnie nie
Ja też czytałam, ale mnie nie zachwyciła. Rozczarowałam się, bo sądząc po tytule, myślałam, że to będzie powieść o duchach, tymczasem tutaj została użyta metafora. Szkoda.
A mi książka się podobała,
A mi książka się podobała, ale nie zachwyciła "jak na Chmielewską"... ;) Z powieści młodzieżowych wolałam te o Teresce i Okrętce, ale i tak najpiękniejsze były te "dorosłe": "Całe zdanie nieboszczyka", "Wszystko czerwone", "Wszyscy jesteśmy podejrzani", "Dzikie białko", "Romans wszechczasów" (pisane zgodnie z ortografią pierwszego wydania)...
Moją ulubioną jest "Wszystko
Moją ulubioną jest "Wszystko czerwone", ale "Nawiedzony dom" traktuję szczególnie - w końcu to był początek mojej przygody z ksiązkami Chmielewskiej.
--------------------------------------------------
Rzucił Vetinariemu spojrzenie, które mówiło: Jeśli posuniesz się dalej, będę musiał kłamać.
Vetinari odpowiedział mu takim, które mówiło: Wiem!
Moim początkiem było "Całe
Moim początkiem było "Całe zdanie..." :)
Ja z kolei "Całe zdanie..."
Ja z kolei "Całe zdanie..." przeczytałem jako moją piątą książkę Chmielewskiej.
--------------------------------------------------
Rzucił Vetinariemu spojrzenie, które mówiło: Jeśli posuniesz się dalej, będę musiał kłamać.
Vetinari odpowiedział mu takim, które mówiło: Wiem!
A ja po "Całym zdaniu..."
A ja po "Całym zdaniu..." czytałam już "po bożemu"... ;)
To znaczy według daty
To znaczy według daty wydania?
--------------------------------------------------
Rzucił Vetinariemu spojrzenie, które mówiło: Jeśli posuniesz się dalej, będę musiał kłamać.
Vetinari odpowiedział mu takim, które mówiło: Wiem!
Jeśli się nie mylę, to była
Jeśli się nie mylę, to była właśnie ta kolejność... ;)
"Klin", "Wszyscy jesteśmy podejrzani" etc.
Czytałam to kiedyś w
Czytałam to kiedyś w szpitalu, kojarzę Mordę Upiora :D
I maszynę do odstraszania
I maszynę do odstraszania wroga, Zmorę, Komórkowca, reduktorki...
--------------------------------------------------
Rzucił Vetinariemu spojrzenie, które mówiło: Jeśli posuniesz się dalej, będę musiał kłamać.
Vetinari odpowiedział mu takim, które mówiło: Wiem!