Książka dziecięca: Opowieści z Narnii (C. S. Lewis)
Paulinka była grzecznym dzieckiem. Kiedy wychodziła do sklepu z mamą lub babcią nie miała w zwyczaju, jak inne dzieci, żądać zabawek ani słodyczy. Od najmłodszych lat miała tylko jedną słabość . Książki mianowicie. Niedaleko domu znajdowała się księgarnia, do której dziewczynka uwielbiała wchodzić. Z wielkim zainteresowaniem oglądała wszystkie okładki na półkach z literaturą dziecięcą. Mama chętnie kupowała jej czasem którąś z kolorowych, wesołych książeczek.
Pewnego dnia mama zabrała dziewięcioletnią Paulinkę na zakupy. Podstawowym punktem programu była oczywiście księgarnia na rogu. Tym razem jednak dziewczynki nie dało się odciągnąć od jednej z półek. Powodem były dwa ogromne tomiszcza w przepięknych, twardych oprawach, opatrzone tytułem "Opowieści z Narnii". Paulinka nie mogła oderwać wzroku od widniejącego na okładce ogromnego lwa.
- Mamo, kup mi te książki. - Po raz pierwszy dziewczynka zwróciła się do matki niemal rozkazującym tonem.
Matka skrzywiła się słysząc żądanie córki. Spojrzała jednak na cenę, wypisaną czarnym flamastrem na stronie tytułowej.
- Czterdzieści pięć złotych za jedną?! - Wykrzyknęła zdumiona kobieta. - Czy oni powariowali?
- Mamusiu, proszę... - Tym razem Paulinka zmieniła ton, wiedząc, że krzyk i płacz oddaliłyby tylko od niej upragnione książki.
- Jest za droga – odparła krótko matka i wyszła ze sklepu.
Rozczarowana dziewczynka powlokła się niechętnie za nią. Miała pełną świadomość, że nic nie może zrobić. Jeśli mama mówiła "nie", właśnie to miała na myśli i nic nie mogło zmienić jej decyzji.
Tej nocy Paulinka śniła o ogromnym lwie z okładki książki. Był naprawdę wielki i miał lśniące, miłe w dotyku futro. Potrafił też mówić ludzkim głosem.
- Tak bardzo chciałabym mieć książkę o tobie – skarżyła się dziewczynka, tuląc policzek do grzywy zwierzęcia.
- Cierpliwości, dziecko – odpowiedział lakonicznie lew. - Cierpliwością wiele można osiągnąć.
Paulinka pokiwała głową. Wierzyła mu. To przecież był magiczny lew. Z pewnością wiedział wszystko. Tak jak każda magiczna istota.
Za oknem padał śnieg. Nic w tym zresztą dziwnego. Była przecież Wigilia. Choinka wesoło błyskała światełkami lampek. Kolorowe bombki tańczyły na jej gałązkach. Paulinka rozerwała papier, ozdobiony wizerunkami uśmiechających się Mikołajów, w który zapakowane było duże, ciężkie pudło.
- Ojej! - Krzyknęła dziewczynka, gdy tylko zobaczyła, co kryje się w środku. - To "Opowieści z Narnii". Lew miał rację!
- Gdzie jest Paulinka? - Zastanawiała się babcia, chodząc niespokojnie po mieszkaniu i zaglądając w każdy kąt.
- Pewnie znów siedzi w szafie – zawołał z fotela dziadek.
- Nie w szafie, dziadziu, tylko w Narnii! – Odezwała się oburzonym tonem dziewczynka, wystawiając głowę zza uchylonych drzwi, spomiędzy zimowych płaszczy i kożuchów.


















































Odpowiedzi
Świetny tekst! Nie wiem, czy
Świetny tekst! Nie wiem, czy to tylko barwne opowiadanko, czy rzeczywiste wspomnienie, ale ja swego czasu też wchodziłam do szaf ;)
Opowiadanko jest jak
Opowiadanko jest jak najbardziej oparte na faktach :) Ja byłam baaaardzo specyficznym dzieckiem.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Mnie właściwie do sięgnięcia
Mnie właściwie do sięgnięcia po cykl narnijski zachęciło przeczytanie biografii Rowling i to, że zachwalała go jako jeden z ulubionych. Później przeczytałam w gazecie, że są plany ekranizacji, więc tym bardziej chciałam przeczytać, zanim wybiorę się na to do kina. W bibliotece znalazłam najpierw tylko "Księcia Kaspiana", ale to wystarczyło, by mnie wciągnąć. Dodam jeszcze, że mój ulubiony tom to "Podróż >>Wędrowca do świtu<<". Uwielbiam opis morza światła na końcu świata...
Ja sięgnęłam po cykl, bo
Ja sięgnęłam po cykl, bo całkiem niedawno dręczyły mnie konkretne koszmary, a nie chciałam się szpikować lekami uspokajającymi. Potrzebowałam lekkiej lekturki przed snem, bo tylko to mi pomagało. I jak przeczytałam wszystko, co miałam pod ręką, Gotan wręczył mi cykl narnijski i oznajmił, że na pewno mi się spodoba. Cóż, miał rację ;) (Gotan, nie cykl).