Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Warim
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Zaksięgowani (Jakub Małecki)

Wyobrażaliście sobie kiedyś piekło? Ogromne kotły wypełnione po brzegi grzesznikami, gdzie diabły dźgają widłami tłuste zadki przedsiębiorców, złodziei i dziwek. Gdzieś tam w dole słychać krzyki potępionych a największy Czart siedzi na tronie śmiejąc się do rozpuku. Naiwniaczki… Piekło jest tu i teraz. W budynku urzędu skarbowego, w poczekalni biura ubezpieczeń, w karetce pogotowia ratunkowego lub po prostu na ulicy, po której spacerujecie. Piekło jest wszędzie wokół was, podczas gdy wy skaczecie po szachownicy, zgodnie z planami wielkiego demiurga. Więc… zagramy partyjeczkę?

Pierwszy kontakt z ksiązką Małeckiego nie nastraja optymistycznie: okładka zdobiąca Zaksięgowanych jest po prostu odpychająca. Widać, że był koncept, natomiast efekt nie zachwyca – grafika jest brzydka, bura i zdecydowanie nie zachęca do kupna. Całe szczęście pasuje do innych książek wydawnictwa i nie odstaje na półce...

Tekst reklamowy na okładce głosi o siedemnastu opowiadaniach grozy „o piekle świata finansów” i tyluż samo „odcieniach strachu”. Rzeczywistość przedstawia się nieco inaczej, ale nie uprzedzajmy faktów.

Na pierwszy ogień idzie tekst Szach…, tworzący razem z ostatnim opowiadaniem, …mat fabularną ramę dla opowiadań. Autor w interesujący sposób wykorzystuje motyw partii szachów jako gry o życie; gry, od której zależy los poszczególnych osób, za bohatera osadzając człowieka z szachownicą w głowie. Osobiście kupiłem to od razu, głównie ze względu na świetny język, tworzący schizofreniczny klimat i otwierający kilka dróg interpretacyjnych.

Kolejny tekst, Pan Pianista i czarty, również trzyma wysoki poziom. Opowieść o tajemniczym muzyku i jego potyczce z czartami z jednej strony jest chyba najczytelniejszym z tekstów zgromadzonych w zbiorze, z drugiej – ma w sobie coś z Borghesowskiego realizmu magicznego, choć w nieporównywalnie mniejszej skali. Jednocześnie Małecki nie wyjaśnia wszystkiego do końca, pozostawiając szereg pytań, co wychodzi opowiadaniu na dobre.

Inaczej sprawa ma się ze Strachem przed Malarzem. Króciutkie opowiadanie sprawia wrażenie niepełnego, nie „wygranego” do końca. Toczy się zbyt szybko i brakuje w nim suspensu. Zakończenie – w gruncie rzeczy dość przewidywalne – pozostawia niedosyt. Całość przypomina raczej szkic czegoś większego, niż autonomiczny tekst.
Podobny zarzut można postawić Pocałunkowi Białego Chłopca. Interesujące z początku opowiadanie o samotnej matce i jej wrażliwej córce, z czasem przekształca się w przewidywalną opowieść o opętaniu i nie pomaga tutaj kilka ciekawych pomysłów fabularnych (ze Światem Naftaliny na czele) ani sprawny język. W efekcie tekst ginie w schematyzmie i jest jednym ze słabszych pośród siedemnastki.

Jednak złe wrażenie całkowicie zaciera opowiadanie Pisarze i Mordercy, będące moim zdaniem jednym z najlepszych (o ile nie najlepszym) z tekstów w Zaksięgowanych. Doskonały pomysł, świetne opisy, interesujące spojrzenie na kwestie życia i pisarstwa, jako jego substytutu, trzeźwa i celna charakterystyka psychologii tłumu. Opowiadanie bardzo przewrotne, z mocną woltą i wymownym niedopowiedzeniem na koniec. Zdecydowanie jeden z moich faworytów.

Króciutki Wybór nie robi tak dużego wrażenia, jak poprzednik, ale również wart jest uwagi. W niewielkiej objętości tekście Małecki sprawnie pokazuje, że w życiu nie ma nic za darmo, a za błędy zawsze trzeba zapłacić. I choć z początku cena może wydawać się mała w stosunku do sytuacji, wszystko może ulec zmianie, gdy nadejdzie czas spłaty.

Każdy umiera za siebie to kolejny, wyjątkowo jasny punkt w programie. Historia marynarzy, zamkniętych w stalowo – tytanowej puszce „Kurska”, świadomych tego, że nigdy już nie wyjdą na powierzchnię. Tekst przejmujący, naładowany emocjami, starający się harmonijnie złączyć psychologizację z fantastyką i wychodzący obronna ręką z tego mariażu. Autorowi udało się stworzyć wizję niesamowicie interesującą i plastyczną, która znakomicie nadawałaby się na produkcję filmową, ale na to niestety chyba nie ma co liczyć…

Po tak dobrym tekście Warszawa wydaje się dość tradycyjna, eksploatując motyw bestii ujawniającej odrażający obraz ludzkich dusz i doprawiając to szczyptą Edgara Allana Poe. Tekst niezły, operujący sprawnym językiem, ale czytając miało się wrażenie, że jednak nie do końca wykorzystano potencjał tkwiący w pomyśle.

Także Król Ruger na zbutwiałym tronie zdaje się być raczej szkicem do bardziej rozbudowanego opowiadania. Mnie nie przypadł do gustu, pomimo dobrej stylizacji języka dresiarzy i zabawnego w gruncie rzeczy zakończenia. Brakuje w nim ikry i napięcia, które zachęcałoby czytelnika do lektury. Na szczęście, tekst czyta się dość gładko i szybko się kończy.

Ambiwalentne uczucia mam w stosunku do Nic. Z jednej strony może się podobać absurd sytuacji, w jakiej znalazł się bohater, którą zresztą celnie komentuje, z drugiej – protagonista jest cholernie irytujący, a alkoholowa orgia, jaką autor urządza w opowiadaniu u mnie wywołała tylko pewien rodzaj niesmaku i niedowierzania. Tym bardziej szkoda, bo Małecki w interesujący sposób zazębia Nic z ramą fabularną i innymi opowiadaniami zbioru, a finał jest jednocześnie sugestywny i wieloznaczny.

Niezbyt dobre wrażenie wywarło na mnie też kolejne opowiadanie, zatytułowane Oko. Koncept patrzały, jako diabelskiego stygmatu zatonął w – interesujących skądinąd – potwornych i groteskowych obrazach stających przed oczami bohatera, które całkowicie przesłoniły intrygę i koniec końców są jedynym plusem tego tekstu. Zupełnie jakby autor przestraszył się i stanął w pół drogi. Szkoda.

Śmierć szklanego Kazimierza jest natomiast historią, która z początku wydawała mi się zupełnie oderwana od estetyki poprzednich opowiadań, z akcją bliższą sci – fi, niż fantastyce, a która nabiera zupełnie nowego, makabrycznego znaczenia dzięki nieoczekiwanej wolcie w finale. Utwór ciekawy, nieco dziwny, przewrotny, pisany lekko, w pewien sposób nawet zabawny, choć rozkręca się powoli. Warto przeczytać dla samego zakończenia.

Oszronione palce magików to kolejne opowiadanie, którego nie lubię. Ponownie mamy ciekawy koncept, który dusi się w krótkiej formie opowiadania, zupełnie jakby autorowi się spieszyło i chciał skończyć to jak najszybciej. Nie jestem też do końca przekonany do poetyckiego języka, jakiego Małecki używa do opisów. Szkoda, bo w kontekście Nic opowiadanie mogło być naprawdę interesujące.

Po kilku słabszych tekstach Czciciele są powrotem do wysokiej formy. Wyjątkowo absurdalny pomysł stanowi punkt wyjścia do rozważań na temat fanatyzmu i wiary w mocne nadprzyrodzone, która to wiara jest w gruncie rzeczy destrukcyjna. Śmiech i groteska mieszają się tu z wyjątkowo pesymistyczną wizją, bez widoków na happy end. Osobne brawa należą się za wymyślone rymowanki, choć wydaje mi się, że nie każdy kupi to zdystansowane podejście do problemu i otwarty finał.

Zupełna zmiana klimatu następuje w Za godzinę powinna tu być. Tutaj o żadnej zabawie czy humorystycznym potraktowaniu sprawy nie mam mowy. Zamiast tego jest mocny i przejmujący obraz człowieka, którego życie w krótkim czasie ulega całkowitej dezintegracji. Narracja przypomina narkotyczne majaki, zapiski gasnącego umysłu – rwane, rozrzucone, chaotyczne. Jawa miesza się ze snem i halucynacjami tak, że trudno stwierdzić, czy mamy do czynienia jeszcze ze światem realnym, czy już z wytworem oparów marihuany. Jeśli dodać do tego bardzo dobrą stylizację językową i niejednoznaczne zakończenie, otrzymujemy tekst przejmujący i wyjątkowy.

Potem następuje kolejne rozczarowanie. Cena drwiny to opowiadanie sprawnie napisane, z kilkoma ciekawymi uwagami, przy tym jednak mdłe i nijakie. Bohater zupełnie do siebie nie przekonuje, a cała intryga wydaje się tylko pretekstem, żeby autor mógł zakończyć zbiór z odpowiednim wykopem. Opowiadanie zostaje przełamane niemal w połowie, zaś jego zakończenie nierozerwalnie łączy się z ostatnim tekstem …mat. Zamknięcie ramy i całego zbiorku pozostawia czytelnika w dziwnym nastroju niepewności, pewnego rozczarowania i ciekawości. Osobiście jednak uważam, że nie jest to błąd. Wręcz przeciwnie – liczne niedopowiedzenia, elipsy i brak jednoznacznej odpowiedzi pozostawiają szerokie pole dla czytelnika, aby stworzyć własną wersję, własną odpowiedź. Może facet rzeczywiście jest wariatem?

To właśnie jest dla mnie największy plus Zaksięgowanych – ogromne możliwości interpretacyjne. Małecki nie stawia nic wprost, nie wskazuje palcem, mówiąc „to jest tak i tak”. Liczne nie zapełnione luki pozwalają zbudować własny obraz historii zawartych w książce. Można traktować zbiór niejako „po bożemu”, odczytując go jako zapis walki nieznanych sił o duszę człowieka, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby całkowicie odrzucić taką interpretację i postawić tezę, iż bohater ramy jest po prostu schizofrenikiem. Na dodatek Małecki zawiera w opowiadaniach sporo elementów autotematycznych, zazębia ze sobą opowiadania za sprawą cytatów, odniesień lub bohaterów (ciśnie się na usta słowo „postmodernizm” ale to chyba byłoby lekkie nadużycie). Może tak naprawdę wszystkie teksty zawarte w Zaksięgowanych stanowią coś w rodzaju perfidnej kampanii reklamowej, a książka jest tak naprawdę o piszącym? Nie ma problemu, może być i tak…

Wracając natomiast do sprawy zasygnalizowanej na samym początku, do owych „odcieni strachu”… osobiście go nie czułem. A przynajmniej nie tak mocno, jak można by sądzić, czytając slogan reklamowy. Odczuwałem natomiast cały wachlarz innych uczuć: począwszy od irytacji, rozbawienia i ciekawości, skończywszy na rezygnacji i melancholii. Jednak najmocniej dało mi w kość przygnębienie bijące z książki. Niemal wszystkie opowiadania są wyjątkowo pesymistyczne: bohaterowie plasują się na granicy między człowiekiem a kreaturą, żyją w świecie obłudy, kłamstwa i zawiści, przetracając swe życie na jałowe działania. Nie ma szans na happy end, nie ma szans na zmianę. Małecki zdaje się nie mieć żadnych złudzeń, co do kondycji współczesnego świata pieniądza. Opisuje ludzi świadomie przedkładających mamonę nad radość życia (Warszawa, Oko), tłum i kłamstwo, w jakie wchodzą, chcąc ratować siebie (Pisarze i mordercy) lub bezwzględność, jaką zaszczepia w sercach telewizja i mass media (Śmierć szklanego Kazimierza). Ma to w sobie coś z Armagedonu i budzi oczywisty sprzeciw, jednak po chwili człowiek zdaje sobie sprawę, że w gruncie rzeczy wszystkie te obserwacje, choć przesadzone, skontrastowane, są celne, a ludzi opisanych w książce wcale nie trudno spotkać…

Zaksięgowani to książka ciekawa, o interesującej konstrukcji, z kilkoma znakomitymi tekstami, której lektura z pewnością da dużą satysfakcję. Nie polecam jej jednak na prezent pod choinkę – zdecydowanie nie wpływa na poprawę humoru, a szkoda, żeby święta były smutne.

Wydawnictwu Powergraph bardzo dziękuję za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Wydawnictwo: Powergraph
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2009
Seria wydawnicza: Fantastyka z plusem
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-61187-14-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,00 zł

Odpowiedzi

portret użytkownika Lorelay

Eeee, ta okładka wcale nie

Eeee, ta okładka wcale nie wydaje mi się taka ohydna :P

Recenzja zdecydowanie zachęciła mnie do zakupienia książki. Zapowiada się ciekawie i niejednostajnie, a zróżnicowany poziom poszczególnych opowiadań wydaje mi się nawet plusem - mnie ten fakt zachęcił. Dlaczego? Bo chętnie sprawdzę, czy mnie się spodobają/nie spodobają te same teksty, co recenzentowi, czy też zgoła inaczej je ocenię.

Tylko... Viv, litości!

"z akcją bliższą sci – fi, niż fantastyce"

No proszę cię... od kiedy sci-fi i fantastyka to dwie różne rzeczy, a nie pierwsze jest jedną z części drugiego?

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi