Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Warim
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Psalmodia (Michał Krzywicki)

Daj się opętać!

Motyw opętania nie jest w literaturze niczym nowym, a jednak Michał Krzywicki zaryzykował i napisał „Psalmodię”. A w niej pozwolił mówić nie opętanemu, ale diabłu, który w niego wstąpił. Tajemnicza postać zwraca się do czytelnika już od pierwszej strony powieści, komentuje wydarzenia, rozmyśla, dowcipkuje… Zachęceni? Zapraszam więc dalej, do świata „Psalmodii”…

Diabeł Krzywickiego nie jest diabłem rodem z kart Biblii, autor przyznaje zresztą, że inspirował się raczej wierszem „Lucifer” Tadeusza Micińskiego. Choć bohaterowi „Psalmodii” nie brak atrybutów klasycznego mieszkańca Piekieł, wychodzi poza nie – szczególnie intrygują jego rozważania na temat własnej natury. Diabeł czasami też bywa… zaintrygowany.

Aby możliwe było opętanie, potrzebny jest oczywiście człowiek. W tym wypadku – Florencjusz de Vivar, krzyżowiec z zakonu Calatrava. Porzuca on tereny Hiszpanii, by wyruszyć do odległej krainy na polecenie mistrza zakonnego, ale ma też i bardziej osobisty powód. Jaki? Przeczytajcie.

Z początku akcja „Psalmodii” wręcz galopuje – śledzimy Florencjusza i diabła, poznajemy ich charaktery, podejście do życia. Dyskusje toczone przez tę parę są jednym z najmocniejszych punktów powieści. Nie da się nie uśmiechnąć, czytając komentarze diabła przerywającego trzecioosobową narrację.

Florencjusz musi wyruszyć w podróż, ponieważ nad Pomezanią pękło niebo. Rysa na sklepieniu niebieskim zdaje się wieszczyć rychły koniec świata, sączy się z niej pieśń, której znaczenia nikt nie potrafi objaśnić. Rysę ogląda też inny z bohaterów „Psalmodii” – Dorge, mieszkaniec niewielkiego pruskiego lauksu. To narrator pierwszoosobowy dużej części powieści, ukazujący nam wydarzenia pokierowane nie ręką Boga, a wielu bogów i demonów.

Kwestia wiary często pojawia się na kartach powieści – oglądamy napięcia między muzułmanami, chrześcijanami i żydami, w dalszej części powieści dominują spory chrześcijan i pogan. A przecież nic nie gwarantuje, że wiara w tego samego boga będzie wystarczającym spoiwem. Zawsze jest przecież diabeł, jest polityka, są spory między zakonami…

Zakonnikom daleko do współczesnych, rozmodlonych postaci w habitach. To XIII wiek – nawraca się mieczem, nie słowem. A jeden zakon zwalcza drugi – walcząc o wpływy. „Psalmodia” to opowieść pisana ogniem, zdradą i mieczem, pełna intryg i tajemnic. Bohaterowie nie dzielą się na dobrych i złych, lecz na okrutnych i martwych. A jednak czytelnik czuje potrzebę, by kibicować niektórym z nich… lub choć samemu diabłu.

Z początku niezwykle szybka akcja powieści, dająca odetchnąć tylko wtedy, gdy diabeł wchodzi w dialog z bohaterem, później zwalnia, pozwalając rozwinąć się nowym wątkom, nowym tajemnicom. Na ich rozwiązanie przyjdzie nam poczekać aż do ostatnich stron – ale zapewniam, cierpliwość zostanie wynagrodzona.

Dlaczego jeszcze warto sięgnąć po „Psalmodię”? Z pewnością dla opisów. Trzynastowieczne katedry Krzywicki odmalowuje tak, iż czytelnik nabiera przekonania, że właśnie się w nich znajduje – podziwiając rzeźby przy ołtarzu w migotliwym świetle świec. Powieść powinien przeczytać także miłośnik akcji – krew leje się obficie, a trup pada gęsto, jednak autor nie pozwala czytelnikowi na znudzenie, sięgając po wciąż nowe sposoby literackiego odmalowywania rzeczywistości. To także powieść dla miłośnika zakonów rycerskich – choć to nie powieść historyczna, zakonnicy odgrywają w niej ogromną i bardzo barwną rolę. Wciągają także napięcia między rzeczywistością na fantastyką, przeplatanie się postaci fikcyjnych i historycznych, sposób, w jaki Krzywicki wplata bogów i demony do świata, który mogliśmy poznać na lekcjach historii oraz wypełnianie białych plam map i biografii. Wyobraźnia autora rozwija postaci tak, że można nie zorientować się, w którym momencie prawda historyczna płynnie przechodzi w fikcję literacką.

Z czystym sumieniem mogę polecić też „Psalmodię” dla samego jej języka. Opisy bitw i świątyń, mistycznych miejsc nie stanowią dla autora najmniejszego problemu. Język postaci jest żywy, każdy z dialogów można smakować aż do ostatniego zdania – szczególnie w wypadku wspominanych już przeze mnie wypowiedzi diabła. Już choćby dla nich warto sięgnąć po „Psalmodię” więcej niż raz – nie znudzą się. Wreszcie – w narracji nie brakuje dowcipu, nutki rubaszności, przy opisie czynności – wydawałoby się – zupełnie zwyczajnych. Nigdy nie pomyślałabym, że opis pijaka wykonującego pewną czynność fizjologiczną może być tak zabawny. Sprawne operowanie słowem dotyczy oczywiście nie tylko żartów – Krzywicki przyciąga też sposobem pisania o seksie, od miłości z ukochaną kobietą na gwałcie kończąc. Naturalnie przez wszystkie aluzje i wyzwiska rzucane przez bohaterów.

Bogata językowo, intrygująca fabularnie, gdy trzeba – skrząca się dowcipem, kiedy indziej – wstrzymująca oddech „Psalmodia” zaprasza czytelnika okładką autorstwa Magdaleny Bronieckiej. Habit, mroczny jak unoszące się nad mnichem nietoperze, miecz i krew, gra świateł i cieni to dobra wizytówka tego świata. Wystarczy wyciągnąć rękę i wejść. Dać się poprowadzić podszeptom diabła.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękujemy Agencji Wydawniczej RUNA.

autor: Michał Krzywicki
tytuł: Psalmodia
wydawnictwo: Agencja Wydawnicza RUNA
ISBN: 978-83-89595-61-4
liczba stron: 432
wymiary: 125×195 mm
okładka: miękka
ilustracja na okładce: Magdalena Broniecka
data wydania: 13 kwietnia 2010 r.
cena detaliczna: 32,50 zł

Odpowiedzi

portret użytkownika Firewarrior

Muszę przyznać, że brzmi to

Muszę przyznać, że brzmi to intrygująco... :) Chyba mnie zachęciłaś tą recką!

portret użytkownika Gotan

Ciekawie napisana recenzja ;]

Ciekawie napisana recenzja ;] Chyba się skuszę i przeczytam książkę.

________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...

portret użytkownika Vivaldi

Brzmi ciekawie... pomysł

Brzmi ciekawie... pomysł schematyczny, ale przy tym niezwykle płodny, jeśli go dobrze rozegrać. Poniewaz jednak brak mi środków, lektura w najbliższym czasie raczej nie jest mozliwa ;]

--------
Say "Auf Wiedersehen" to your Nazi balls!
/Hugo Stiglitz "Inglourious Basterds"/

portret użytkownika Lorelay

Do przeczytania książki

Do przeczytania książki zachęciłaś mnie do tego stopnia, że mogę iść o zakład, że będę posiadała ją w ciągu tygodnia od dnia dzisiejszego licząc :P

Natomiast do samej recenzji mam kilka zastrzeżeń:

1. znalazła się pierdoła i należy się jej czepić: "między rzeczywistością na fantastyką"

2. denerwują mnie powtórzenia. W każdym akapicie powtarzane są nagminnie i notorycznie po kilka razy te same wyrazy albo chociaż podobnie brzmiące. Zbyt blisko, zbyt dużo, zbyt podobne.

3. Bitw? A nie bitew? Jeśli taka forma istnieje i jest poprawna to wybacz i uświadom.

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika tess

1. Dzięki, wyedytuję, jak

1. Dzięki, wyedytuję, jak tylko Internet pozwoli.
2. Cóż, taka była licentia poetica, najwyraźniej nie wyszło, ale żeby to zmienić, musiałabym napisać recenzję od nowa, więc już zostanie.
3. Wydaje mi się, że obie formy są poprawne, jutro będę miała w rękach "Wielki słownik poprawnej polszczyzny PWN", więc się upewnię i najwyżej poprawię.

portret użytkownika Lorelay

2. licentia poetica nie musi

2. licentia poetica nie musi sugerować się przecież tym, że efekty mnie denerwują ;) Denerwuje mnie wiele rzeczy na tym świecie, a nieliczny ich odsetek ulega zmianie :P

3. Jeśli się mylę będę niezmiernie wdzięczna za uświadomienie :)

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi