Magia w średniowieczu cz. I - magia legalna
Magia jest stara jak świat –
dosłownie. Leży ona bowiem u podstaw myślenia abstrakcyjnego.
Pojawiała się, pojawia i pojawiać będzie w każdej kulturze, bez
względu na jej poziom cywilizacyjny.
W wiekach średnich, nie bez powodu
nazywanych „mrocznymi” znaczenia magii nie da się przecenić. W
takiej czy innej formie przenikała ona życie codzienne każdej
warstwy społecznej i każdego narodu. Występowała jednak w dwóch,
z zasady odmiennych, formach. Pierwszą z nich była, ta która
zdecydowanie bardziej fascynuje nam współczesnych i częściej
nazywana jest po imieniu – magia w tamtych czasach zakazana,
piętnowana i potępiana. Nie o niej jednak chciałabym dzisiaj
opowiedzieć. Tym razem skupię się bowiem, na drugiej formie, tej,
którą niewielu obecnie tak właśnie kategoryzuje – magii
legalnej czyli usankcjonowanej przez kościół katolicki.
Magia legalna? W średniowieczu?
Dozwolona przez kościół? - zapytacie pewnie nie dowierzając.
A jednak.
Kultura średniowieczna powstała
bowiem na skutek przemieszania różnorodnych światów.
W jej kształtowaniu ogromną rolę odegrało nałożenie się na
wierzenia i tradycje różnorodnych ludów, kultury
chrześcijańskiej, wyrosłej z kolei na podstawach tradycji
judaistycznej.
Otrzymanie przez nową religię na
„podbitym” terenie statusu państwowej nie oznaczało jednak, że
nagle wszyscy mieszkańcy całkowicie wyrzekali się zwyczajów
przodków i stawali gorliwymi chrześcijanami. Taka sytuacja
nawet na typowo chłopski rozum wydaje się irracjonalna i nierealna.
Człowiek jest bowiem jednostką. To, iż władca danego terytorium,
najczęściej z przyczyn politycznych, przjmował nową religię i
nowe zwyczaje, nie przekreśla przecież tego, co dzieje się w
świecie jego poddanych – zwykłych ludzi zakorzenionych w swojej
własnej, wyuczonej z dziada pradziada kulturze i tradycji. Nikt nie
trudził się przecież o przekonywanie do nowego i nieznanego,
każdego chłopa i mieszczanina z osobna.
„Pogaństwo i chrystianizm wymieniają
swe czary. (...) Czarnoksieżnicy podają się za spadkobierców
Chrystusa. ” - pisze Charles Lelong w „Życiu codziennym Galii
Morowingów”.
Aby skutecznie zwalczyć praktyki nie
tylko dawnych religii, ale również magiczne, kościół
musiał zasymilować i usankcjonować część magii. Jak wiadomo,
najłatwiej uczynić to, bez szkody dla nowej instytucji rządzącej,
poprzez przyjęcie za swoje pewnych jej elementów i dorobienie
do nich własnej, nowej ideologii.
Jaka jest bowiem definicja magii? Są
to praktyki wpływania na ludzi, przedmioty, zdarzenia czy zjawiska
fizyczne za pomocą środków nie poddających się weryfikacji
racjonalistycznej.
Wychodząc od tej definicji możnaby
uznać za magiczne niemal wszystkie praktyki religijne stosowane w
każdej epoce i każdej kulturze. Skupię się jednak wyłącznie na
typowych ich cechach, charakterystycznych dla średniowiecznej
Europy.
Ponieważ magia praktykowana w tamtych
czasach cechowała się głównie dwoma podstawowymi aspektami,
tzn. Dużym naciskiem na rytuał oraz elitarność, kościół
katolicki zmuszony był pójść właśnie tym torem. Zaklęcia
wypowiadane przez magów wśród bogatej rytualnej
otoczki, w znacznej mierze po łacinie lub innych martwych językach
starożytnych, zastąpiono w formie legalnej formułami recytowanymi
przez kapłanów, łacińskich właśnie ( zupełnie
niezrozumiałych dla ogółu społeczeństwa), podczas obrzędów
i nabożeństw religijnych, które również kładły
ogromny nacisk na rytuał.
Drugą cechą charakterystyczną
średniowiecznego chrześcijaństwa był niezwykle popularny i
odgrywający ogromną rolę w życiu codziennym kult święcych i
kult relikwii. W sposób zalegalizowany i kontrolowany
zezwalano więc na pozyskiwanie ochrony lub dóbr, również
doczesnych za pośrednictwem zmarłych. Co się zaś tyczy relikwii,
ich osławione moce polegały na licznych uzdrowieniach, zapewnieniu
sobie dobrobytu i innych łask za pomocą dotknięcia świętego
przedmiotu lub jego posiadania.
U prostego i nieoświeconego ludu
średniowiecznego świata niewykonalnym byłoby całkowite
wykorzenienie skupienia na sprawach powszednich na rzecz oddania się
duchowości i myśleniu o przyszłym życiu pozagrobowym, naturalnym
było i tym troskom codziennym przyporządkowanie nowego rodzaju
poczucia bezpieczeństwa. W miejsce zakazanej magii ludowej wstawiono
więc błogosławieństwa i proste formuły modlitewne, wezwania,
dostępne dla każdego, mające zapewnić ochronę przed, dla nas
śmiesznymi i błahymi, dla tamtej epoki zaś wyniszczającymi,
plagami doczesności takimi jak choroby, epidemie, bieda, małe
klęski żywiołowe, nieurodzaj, a nawet insekty.
Wszystko to jednoznacznie dowodzi, iż
w miejsce magicznych praktyk zakazanych tworzono dokładnie na ich
obraz i podobieństwo, praktyki legalne, różniące się
jedynie pozornym nadawaniem im nowych znaczeń i rodowodów,
których znaczna część poddających się im lub ich
używających nie znała i nie pojmowała.
Zobacz też: Magia w średniowieczu cz. II - magia nielegalna


















































