Diabelskie maszyny: Mechaniczna księżniczka (Cassandra Clare) - recenzja

    Ostatni tom serii jest niczym wisienka na torcie – stanowi zwieńczenie dzieła oraz służy za swego rodzaju dekorację. Wprawdzie w literackim świecie dochodzi jeszcze ukształtowanie końcowej oceny czytelnika, jednak głównie chodzi o efekt finalny dzieła. Czasami zdarza się tak, że ta przysłowiowa kropka nad „i” nie stanowi godnego zwieńczenia: czegoś brakuje, coś poszło w złym kierunku. Więcej wad niż zalet. Powody? Różne – od braku weny, poprzez nagłą zmianę w prowadzeniu akcji, po minięcie się z oczekiwaniami odbiorców. Czy finalny tom „Diabelskich maszyn” można uznać za satysfakcjonujący? Raczej tak, aczkolwiek nie zabrakło pomysłów, które albo okazały się wtórne, albo zbyt wymuszone.

    Jem umiera. Wprawdzie ta wiadomość nie okazuje się niczym nowym, jednak to, że Mortmain wykupił cały zapas yin fen, proszek, który Nefilim musi zażywać, by przedłużyć sobie życie, doprowadza do gwałtownego pogorszenia się stanu zdrowia bohatera. Will i Tessa nie poddają się – pragną znaleźć sposób na to, by ich przyjaciel nie opuścił świata żywych. Sprawę komplikuje jednak atak Mortmaina na Instytut Londyński i porwanie panny Gray. Will staje bowiem przed trudnym wyborem: ratowaniem parabatai czy kobiety, którą kocha?

    Ostatni tom cyklu przynosi odpowiedzi na wiele pytań: najważniejsza jednak okazuje się historia pochodzenia protagonistki. Wprawdzie, według mnie, wydaje się ona grubymi nićmi szyta, rodem z telenowel, tylko podkreślona nutką fantastyczności, ale cały pomysł pasuje do konceptu Cassandry Clare. W końcu kiedy główną oś fabularną stanowi romans, pewne rozwiązania (choćby właśnie ten o pochodzeniu Tessy) nie wydają się aż tak sztuczne i wtórne. Aczkolwiek sięganie do rozwiązań rodem z seriali brazylijskich nie jest tym, co zyskuje moje uznanie.

    Co w tej części okazało się najlepsze? Rozwinięcie fabuły o poprowadzenie wątków postaci pobocznych, jak choćby Cecily, Gabriela, Sophie i Gideona. Siostra Willa okazała się naprawdę ciekawą, choć może nie specjalnie skomplikowaną psychologicznie, postacią. Sophia dojrzała, przestała jawić się jako służąca, a stała się silną i charakterną osóbką. A bracia Lightwood? Pokazali, że człowieka nie definiuje to, z jakiej rodziny pochodzi, tylko podejmowane decyzje.

    Skoro już o więzach rodzinnych mowa – cały cykl kładzie duży nacisk na ten aspekt życia człowieka. Chodzi dokładniej o to, że dzieci nie odpowiadają za grzechy i błędy rodziców. Czyn, jakiego dopuścił się Benedict Lightwood nie oznacza, że i jego synowie wkroczą na złą ścieżkę. Mają wybór, a krew wcale nie wpływa na przeznaczenia danej osoby. Muszę przyznać, że to najgłębsza myśl, jaką można znaleźć w serii Cassandry Clare, bowiem reszta to powielone z innych dzieł schematy, które pojawiają się w większości książek fantastycznych (i nie tylko).

    Jeżeli chodzi o trójkąt miłosny pomiędzy głównymi bohaterami cyklu – w pewnych momentach autorka idzie w za dużą groteskę. Większość akcji kręci się wokół wyborów Tessy. Romans heroiczno-miłosny kompletnie do mnie nie przemówił – protagonistka jawi się jako cierpiąca istota; kocha dwóch mężczyzn i to stanowi jej największe zmartwienie. Jest dokładnie taka, jak bohaterki wszelkiego rodzaju romansów, i jeżeli chodzi o stylizację na biedną zagubioną istotę, Cassandra Clare świetnie sobie z tym poradziła. I może ktoś polubi taką bohaterkę, ale ja zdecydowanie nie należę do tej grupy.

    Podsumowując całą serię, drugi tom cyklu okazał się tym najlepszym. Trzecia odsłona posiada klimat, akcję i pomysł na zakończenie niektórych historii, jednak ogólnie nie należy do dobrych pozycji. Zabrakło mi zdecydowania i konsekwencji zarówno w kreowaniu postaci, jak i świata przedstawionego . Za dużo romansu, za mało rozbudowywania rysu psychologicznego postaci, gdyby połączyć wszystkich bohaterów w jednego, wtedy wyszłaby ciekawa i godna uwagi persona.

    „Mechaniczna księżniczka” to średnia pozycja i zarazem średnie zakończenie serii. Oczywiście każdy, kto zaczął przygodę z cyklem powinien dowiedzieć się, co czyha za zamkniętymi drzwiami. Czy „Diabelskie maszyny” okazują się lepsze niż „Dary anioła”? Niekoniecznie. Ta druga seria ma w sobie więcej ikry, dlatego to ona zajmuje u mnie wyższą pozycję na liście.

    Monika "Katriona" Doerre
    Korekta: Patrycja "Pattyczak" Wołyńczuk

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu MAG

    Tytuł: Diabelskie maszyny. Mechaniczna księżniczka
    Autor: Cassandra Clare
    Tom serii: II
    Tytuł oryginalny: The Infernal Devices Trilogy. The Clockwork Princes
    Wydawca: MAG
    Premiera: 20 listopada 2013
    Wydanie:II
    Gatunek: powieść
    Oprawa: miękka
    Liczba stron: 560
    Wymiary: 135x205 mm
    ISBN: 978-83-7480-405-9

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany