Miasto Kości: Dary Anioła (2013) - recenzja

Filmowe adaptacje literackich bestsellerów to dla ich fanów chleb powszedni. Ekranizacje światowych hitów z półek bibliofilów mają jednak to do siebie, że z jednej strony wzbudzają niepohamowany wręcz entuzjazm, a z drugiej – irracjonalny lęk przed tym, że reżyser zepsuje ulubione dzieło miłośników danej książki. Jakiś czas temu w sieci wybuchła wrzawa. Znana i lubiana pisarka powieści młodzieżowych Cassandra Clare, ambitna autorka serii „Dary Anioła”, zapowiedziała początek prac nad filmem na podstawie „Miasta Kości”. Jej fani oszaleli ze szczęścia, strony internetowe prześcigały się w zamieszczaniu informacji prosto z planu, a ja cierpliwie czekałam, zachwycając się kolejnymi zwiastunami oraz newsami. Jednocześnie drżałam na samą myśl o tym, że ulubieniec damskiej części miłośników prozy Clare, boski Jace Wayland, może nie spełnić moich wygórowanych oczekiwań...

Clary Fray (Lily Collins), z pozoru zwyczajna nastolatka, moim zdaniem nieco zbyt ładna jak na przeciętną przedstawicielkę płci pięknej, lecz mimo wszystko przekonująca pod względem zachowania dziewczyna o duszy artystki, w niesamowitych okolicznościach dowiaduje się, że przez całe swoje dotychczasowe życie była okłamywana. Z dnia na dzień wychodzi na jaw, że tak naprawdę należy ona do tajemniczej rasy Nefilimów – w połowie ludzi, a w połowie aniołów – którzy walczą z demonami i nazywają siebie Nocnymi Łowcami. Gdyby jeszcze było tego za mało, matka Clary, Jocelyn (Lena Headey), zostaje porwana przez głównego antagonistę Clave (organizacji zrzeszającej Łowców) – Valentine'a Morgensterna (w tej roli fenomenalny Jonathan Rhys-Meyers). Tymczasem ona sama z braku laku przyłącza się do swoich prawdziwych pobratymców, by wyrwać rodzicielkę z sideł zła. Nudnawe życie nastolatki zmienia się w niesamowitą przygodę przetykaną walkami z okrutnymi kreaturami nie z tego światła, wśród których wymienić można chociażby wampiry i czarownice.

Dla Haralda Zwarta, reżysera obrazu, nie jest to pierwsze wyzwanie filmowe. Twórca ten ma na koncie kilka innych kinowych hitów, ale nigdy nie osiągnęły one takiego rozgłosu przed premierą jak to było w przypadku „Miasta Kości”. Zapewne musiał działać w niemałym stresie, by sprostać wysokim wymaganiom fanów. Czy mu się udało?

Zacznę może od postaci, których obsadzenie wywołało sporo emocji. Wpływ na wybór aktorów miał zarówno Zwart, jak i sama Clare, co jest dla mnie w sumie oczywiste – w końcu przecież seria przyniosła jej niemałą sławę (i pieniądze). Odgrywająca główną rolę córka Phila Collinsa, piękna Lily, wypadła przekonująco jako Clary Fray. Jedno jest pewne: w filmie nie występuje kolejna ciapowata Bella Swan. Świeżo upieczona Nocno Łowczyni to odważna nastolatka, pełna młodzieńczej werwy, momentami zabawna i ogólnie odnoszę wrażenie, że młoda Collins stała się taką Clary, jakiej wszyscy chcieli. Jamie Campbell-Bower w roli Jace'a Waylanda to według mnie po prostu ideał. Od początku nie zgadzałam się z powszechnymi opiniami, że kreacja najseksowniejszego Nocnego Łowcy należy się Alexowi Pettyferowi i w sumie odczuwam dumę, bo gdy wyszło na jaw, kto zagra Jace'a, poczułam, że to jest właśnie "ten ktoś", kto tchnie w tę postać prawdziwego ducha. Miałam rację – Jamie znakomicie odegrał swoją rolę. Może i nie okazał się aż tak zabawny jak literacki pierwowzór i lekko zalatywało od niego subkulturą emo, ale mimo wszystko był dokładnie taki, jakim go sobie wyobrażałam. Opanowany, świetnie wyszkolony, a do tego nieco ekscentryczny z diabelsko seksownym akcentem rasowego Brytyjczyka. Oglądanie Campbella-Bowera na ekranie było dla mnie ucztą dla oczu i żaden Alex Pettyfer tego nie zmieni (choć nie jest to, rzecz jasna, Robert Downey Junior – od samego myślenia o nim przechodzą mi po plecach ciarki). Warto też wziąć pod lupę warsztat aktorski przystojnego Jonathana Rhysa-Meyersa, który zachwycił świat rolą Henry'ego Tudora w serialu historycznym „Dynastia Tudorów” (polecam!). Widząc go odgrywającego postać mrocznego Valentine'a Morgensterna, doszłam do jednego wniosku: bycie czarnym charakterem jest dla niego zupełnie naturalne, również tak jak i wcielanie się w postać mężczyzny wyznającego idee do tego stopnia nierealne, że aż wpędzają go w szaleństwo.

Słabo na tle „wielkiej trójki” wypadają odtwórcy ról Aleca i Isabelle. Każdy, kto czytał książkę lub chociaż trochę orientuje się w fabule, wie, że byli oni przecież wojownikami z krwi i kości. W filmie Zwarta ich postacie zostały zdegradowane do tego stopnia, że jawili mi się jako chowająca się w cieniu Jace'a świta, a nie jego utalentowani przyjaciele. Zmarnował się również Magnus Bane grany przez Godfreya Gao – dwie nijakie sceny sprawiły, że jego wierne fanki nie zdążyły się na dobre nim pozachwycać, gdyż pojawił się na ekranie, a zaraz potem już go na nim nie było – zniknął z fabuły jak kamfora. Trzeba też wspomnieć o Lenie Headey (aktorce, która zasłynęła rolą przebiegłej Cersei Lannister z serialu „Gra o tron”), wcielającej się w Jocelyn Fray. Sceny z jej udziałem były nieliczne, za to przepełnione wartką akcją. W jej przypadku reżyser megaprodukcji okazał się wyjątkowo wierny książce, gdyż większą część obrazu Nocna Łowczyni przespała snem godnym Śpiącej Królewny, a szkoda, bo Headey umie grać i aż żal czekać do premiery kontynuacji „Miasta Kości”, by mogła rozwinąć skrzydła. Tak samo jestem w stanie ocenić pracę Roberta Sheehana (filmowego Simona, przyjaciela Clary), Aidana Turnera w roli Luke'a (dopiero szukając informacji o aktorach, połapałam się, że to Kili z „Hobbita”!), a także Jareda Harrisa (grającego Hodge'a lub też Moriartego w „Grze Cieni”) – są to postacie niezwykle ważne, ale w niebywały sposób okrojone w wielu scenach i wątkach, przez co po skończonym seansie odczuwałam mimo wszystko lekki niesmak.

Jeśli już o fabule mowa... Całkowicie zniszczono w „Mieście Kości” wątek miłosny. Głównie z powodu zignorowania natury relacji Jace'a i Clary. Najważniejszy element historii Zwart sprowadził do mało znaczącej rozmowy z Valentinem, choć w książce było to wprost porażające wyznanie i nieopisana tragedia dla dwójki młodych i zakochanych w sobie ludzi. Cassandra Clare wplotła również do swojej osławionej serii wątek miłości gejowskiej. Tej tutaj właściwie nie pokazano, a jedynie poczyniono pewne aluzje – jednocześnie nie wyjaśniając niezwykłego związku Aleca z Jacem (tego można dowiedzieć się póki co tylko z książek), ani też nie dając szans na zaistnienie relacji homoseksualnej między bratem Izzy a jedną z najważniejszych postaci w całym cyklu, na chwilę obecną liczącym w Polsce pięć tomów. Mnóstwo wątków nie zostało w ekranizacji dokończonych, przez co była ona wyjątkowo chaotyczna, a reżyser starał się to zamaskować efektownymi scenami walk, okraszonymi wyjątkowo kiepską ścieżką dźwiękową. Nie mogę tego powiedzieć o samej muzyce skomponowanej do filmu – jeden utwór (motyw przewodni dla „Jace’a) okazał się naprawdę urzekający, szkoda tylko, że adaptacja mogąca wycisnąć ze mnie parę łez, w ogóle mnie nie wzruszyła, a momentami wręcz śmieszyła (bo jak inaczej skwitować wątek rannego bohatera, który nagle się urywa i nie wiadomo czy ten ktoś przeżył, czy nie?).

Ekranizacja „Miasta Kości” ma swoje plusy oraz minusy i trzeba zwrócić uwagę na to, że każdy będzie inaczej interpretował ten obraz. Osoby niezaznajomione z „Darami Anioła” docenią wartką akcję i zapierające dech w piersi sceny walki, a także doborową wręcz obsadę filmu. Oddani fani oburzą się tymczasem na jawne pogwałcenie głównego wątku historii, ale z drugiej strony docenią starania reżysera, bo jego dzieło wcale nie jest takie złe i ogląda się je z ogromną przyjemnością. Ja osobiście wyszłam z kina totalnie zachwycona, z myślą, że sama muszę w końcu zabrać się za pisanie książki, bo na podstawie życiorysu Cassandry Clare stwierdzam bez wątpienia, że marzenia czasami się spełniają. Adaptacja pierwszego tomu „Darów Anioła” może i nie wypadła idealnie, ale za to dostarczyła mi masy rozrywki – z chęcią wybiorę się na ten seans powtórnie.

Tekst: Angelika „Angie Wu” Wawrzyniak
Korekta: Monika „Katriona” Doerre

Film obejrzeliśmy dzięki
uprzejmości Cinema City.


Oryginalny tytuł: The Mortal Instruments: City of Bones
Gatunek: Dramat | Akcja | Przygodowy
Długość: 129
Język: angielski
Premiera: 16/08/2013
Reżyseria: Harald Zwart
Scenariusz: Jessica Postigo
Muzyka: Atli Örvarsson
Zdjęcia: Geir Hartly Andreassen
Obsada: Jamie Campbell-Bower, Lena Headey, Lily Collins, Jonathan Rhys-Meyers
Produkcja/Rok: USA/Niemcy 2013

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany