Morderstwo wron (Anne Bishop) - recenzja

Anne Bishop w swoich powieściach sporo miejsca poświęca pokazaniu czytelnikowi zmian, jakie zachodzą w bohaterach jej dzieł, skupia się na przedstawieniu ich wewnętrznych rozterek, przemyśleń, lęków i obaw. Dzięki przybliżeniu emocji postaci, w pewien sposób wpływa również na uczucia odbiorców – tak zarysowuje charaktery protagonistów i antagonistów, by każdy mógł z łatwością oddzielić ziarno od plew, czyli dobrych od złych, a zarazem odnaleźć w ich gąszczu jednostki, które będzie darzył większą lub mniejszą sympatią. Wprawdzie nie każdy bohater okazuje się jednowymiarowy, czasami posiadają więcej niż jedną twarz i stoją gdzieś na granicy oddzielającej światłość od ciemności, jednak nawet wtedy odbiorca jest w stanie dostrzec, jaka część, dobra czy zła, dominuje w postaci. Jedno trzeba autorce przyznać: potrafi stworzyć silne indywidua. I choć nie są nimi protagonistki, które zazwyczaj zachowują się w podobny sposób, mimo że pojawiają się w różnych powieściach, tak bohaterowie drugoplanowi okazują się przemyślanymi i dobrze naszkicowanymi charakterami. Nie inaczej sprawa przedstawia się w najnowszym cyklu Anne Bishop, „Innych”.

Relacje pomiędzy terra indigena a ludźmi zaczynają być coraz bardziej napięte. Na wielu terytoriach należących do Innych dochodzi do serii ataków na ich przedstawicieli – grupy homo sapiens używają wilczenia i euforki w celu eksterminacji wyższej rasy. Oczywiście ów fakt nie pozostaje bez odzewu ze strony terra indigena, ludzie są wysiedlani i zabijani. Mieszkańcy Dziedzińca w Lakeside również borykają się z atakami, celem stają się także ludzcy pracownicy. Do tego wszystkiego dochodzi odkrycie prawdy o wieszczkach krwi, które całkowicie zmienia pogląd Innych na cassandra sangue.

„Morderstwo wron” to drugi tom serii „Inni”. Właśnie w tej części czytelnik może dostrzec kunszt pióra Anne Bishop, gdyż w drugiej powieści cyklu autorka zaczyna bawić się postaciami i ich emocjami. Wydarzenia oraz akcja zostaną zepchnięte na drugi plan, w tym tomie liczą się uczucia dwójki protagonistów – Simona i Meg. A, jak wiadomo, ich relacja nie należy do najłatwiejszych – ona jest przedstawicielką wieszczek krwi, on włada Dziedzińcem i terra indigena. Prawda jest jednak taka, że o ile Bishop potrafi tworzyć ciekawe światy i historie, umie tchnąć życie w papierowe postaci, o tyle nie do końca udaje się jej połączyć poszczególne elementy fabuły.

Zarówno w serii „Efemera” , jak i „Czarne Kamienie” autorka nieumiejętnie lawirowała pomiędzy akcją a uczuciami głównych bohaterów. Taniec tych dwóch elementów nie okazywał się zwiewnym walcem, tylko ciężkim stąpaniem początkującego. Nie inaczej sprawa przedstawia się w drugiej części „Innych”. O ile wcześniejsza pozycja trzymała w napięciu i nie byłam w stanie oderwać się od niej, tak tutaj za bardzo skupiono się na relacjach Meg i Simona. Gdyby autorka znalazła złoty środek, który pozwoliłby jej na efektywne łączenie akcji i rozterek wewnętrznych bohaterów, wtedy jej dzieła tworzyłyby spójną całość. A tak tomy, gdzie dominują wartkie wydarzenia, okazują się prawdziwymi perełkami, natomiast części poświęcone namiętnościom nie do końca mnie do siebie przekonują. To właśnie z tego powodu nie przekonałam się do serii „Efemera”.

Podobny zarzut (chodzi o powtarzalność) mogę postawić sposobowi kreowania protagonistek. Wielokrotnie podkreślałam to w moich recenzjach dzieł Bishop – każda główna bohaterka jest identyczna. Nie chodzi mi o kolor włosów czy wygląd, tylko o wnętrze i charakter. Do tego dochodzi również podobny sposób rozwoju postaci – z szarej myszki, bojącej się świata zewnętrznego, do silnej kobiety. Wprawdzie Meg nadal tkwi w kokonie nieśmiałości i strachu, ale już na pierwszy rzut oka widać, że to wierna kopia Jaenelle. W pewnym momencie takie literackie reinkarnacje stają się nudne, gdyż czytelnik dokładnie wie, czego się spodziewać po danej postaci.

„Morderstwo wron” nie jest złą pozycją, jednak gdyby autorka więcej czasu poświęciła zarysowaniu problemów ludzi i Innych, pokazaniu ich konfliktu, a mniej rozterkom Meg i Simona, powieść tylko by na tym zyskała. Ostatnie rozdziały książki aż kipią od wydarzeń. Niestety, odniosłam dziwne wrażenie, że autorce skończyło się miejsce. Rozwodzenie się nad sytuacją wieszczki i wilka do tego stopnia zdominowało powieść, że późniejsze wydarzenia zostały potraktowane po macoszemu – za szybko, za wiele rzeczy w jednym momencie.

Pozostaje uczucie niedosytu, gdyż po naprawdę rewelacyjnej pierwszej części pisarka obniżyła poprzeczkę. Oczywiście nie oznacza to, że recenzowana pozycja jest zła, nie. To nadal najlepsza seria w dorobku literackim Bishop. Po prostu, gdyby autorka odeszła od utartych, w pewnym momencie nawet trywialnych, szlaków i zaserwowała jakiś powiew świeżości, na pewno nie okazałoby się to strzałem w stopę. Do tego warto byłoby popracować nad wspomnianymi wyżej proporcjami.

Monika "Katriona" Doerre
Korekta: Matylda Zatorska

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Initium

Tytuł: Morderstwo wron
Autor: Anne Bishop
Tytuł oryginalny: Murder of Crows
Tytuł cyklu: Inni
Tłumaczenia: Monika Wyrwas-Wiśniewska
Wydawca: Initium
Premiera: 2014
Wydanie: I
Gatunek: powieść
Oprawa: miękka
Liczba stron: 432
Wymiary: 146x209 mm
ISBN: 978-83-62577-39-2

YoAnna
Obrazek użytkownika YoAnna
Czeka na mnie na półce. Mam

Czeka na mnie na półce. Mam nadzieję, że jednak nie będę rozczarowana po lekturze, gdyż ta seria podeszła mi bardziej niż cykl o Czarnych Kamieniach.

Veris
Ja z kolei miałam zamiar

Ja z kolei miałam zamiar kupić zaraz po tym, jak dostanę odszkodowanie, ale nie zdążyłam, chłopak mnie uprzedził ;)

YoAnna
Obrazek użytkownika YoAnna
Tylko ja tak się zastanawiam,

Tylko ja tak się zastanawiam, czytać teraz, czy poczekać bliżej premiery 3 tomu.

Veris
Wszystko zależy od tego, jak

Wszystko zależy od tego, jak mocno siedzisz w danym cyklu. U mnie to wyraźnie było widać na przykładzie Gry o Tron. Ja czytałam od samego początku, mój chłopak nie. Ja po każdym tomie ni mogłam się doczekać kolejnego, on zaczął niedawno, wciągnęło go i być moze akurat tak skończy, że niewiele będzie musiał czekać do następnego ;) Oczywiscie, jeśli Martin nie uzna, że jednak trzeba dłużej czekać :P U mnie są książki, które po prostu nie mogą leżeć i czekać, Morderstwo wron akurat takową nie jest, ale dzieła Martina to już co innego ;)

YoAnna
Obrazek użytkownika YoAnna
Jak człowiek musi lata czekać

Jak człowiek musi lata czekać na przeczytanie kolejnej części, to wciągnięcie w cykl trochę przemija. Jeśli jest to książka zagraniczna, od biedy można się jeszcze ratować czytając w oryginale. Na szczęście Initium dość szybko po premierze wydaje tłumaczenie, więc czas oczekiwania w tym przypadku uzależniony jest najbardziej od autorki.

Konkursy

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus