Hayden War: Na Srebrnych Skrzydłach - fragment

    Z okazji dzisiejszej premiery mamy dla Was fragment powieści.

    Zapraszamy pod wcięcia.

    „Hayden War: Na Srebrnych Skrzydłach” to pierwszy tom nowego cyklu Evana Curriego.

    W przyszłości ludzkość kolonizuje inne światy, eksploatuje pasy asteroid i wysyła swoje statki w ciemną przestrzeń, z której blask ich silników dociera na Ziemię po latach. W prawie każdym odwiedzanym systemie istnieje życie, ale jak dotąd człowiek nie spotkał innego inteligentnego gatunku.

    Aż do dziś.

    Kiedy kolonia na planecie zwanej Światem Haydena przestaje wysyłać informacje za pomocą nadświetlnego systemu komunikacji CASIMIR, Grupa Bojowa Floty Solarnej przybywa na miejsce, by zbadać sprawę. Sytuacja okazuje się na tyle zagadkowa, że zostaje podjęta decyzja o wysłaniu Zespołu Wojsk Specjalnych, by ten skontaktował się z kolonistami i ustalił, co się stało.

    Tylko jeden z operatorów dostaje się żywy na planetę.

    Sierżant Sorilla Aida staje naprzeciw obcych sił o nieznanych możliwościach. Co może im przeciwstawić? Swój pancerz bojowy, karabin, podstawowe wyposażenie i kilkuset haydeńskich cywilów, pragnących odzyskać swój dom.

    Ale do takich misji została przecież wyszkolona.

    Czternaście lat świetlnych od systemu Hayden załoga statku badawczego USV „Socrates” zaalarmowana zosta¬ła przez syreny uruchomione przez komputer. Marynarze otrząsnęli się z codziennej rutyny i przygotowywali do wy¬korzystania rzadko używanych umiejętności.
    – Co się, do cholery, dzieje? – ryknął kapitan Aleksiej Petronow, zsuwając się z bąbla obserwacyjnego na mostek.
    – Nadajnik alarmowy! Sygnatura Stanów Zjednoczonych, sir!
    – Tutaj? – zdziwił się Aleksiej.
    W tym rejonie nie było nic, czym mogłaby interesować się Flota. W promieniu czternastu lat świetlnych nie było żadnej kolonii, a od czasu inwazji na Hayden nic się nie wydarzyło. Aleksiej, używając poręczy, przyciągnął się na środek mostka.
    – Tak, sir... Identyfikuje się jako „Majesty”. To...
    – Niszczyciel klasy Los Angeles. Tak, wiem – powiedział Aleksiej, zapinając pasy w fotelu. – Zlokalizować go i przy¬gotować okręt do przyspieszenia.
    – Tak jest.
    Znalezienie „Majesty” było łatwe. Okręt krzyczał o po¬moc na każdej możliwej częstotliwości. Jednak jego złapa¬nie okazało się dużo trudniejsze. W momencie skoku mu¬siał rozwijać niewiarygodną prędkość. Podczas skoku nieco ją wytracił, ale tylko częściowo i obecnie wynosiła czter¬dzieści procent prędkości światła.
    Złapanie okrętu zajęło „Socratesowi” prawie trzy dni, co całkowicie zrujnowało jego misję badawczą. W końcu jed¬nak udało się uchwycić niszczyciel na hol i wyhamować go. Gdy okręt był już stabilny, Petronow zdecydował się wysłać zespół ratunkowy.
    Okręt był martwy, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ciała załogi nadal przypięte były do foteli, jednak poury¬wane kończyny krążyły w zerowej grawitacji. Aleksiej sam prowadził zespół przez okręt duchów, czując, jak ogarniają go coraz większe mdłości.
    Na mostku zastali to samo. Martwi oficerowie nadal znajdowali się w swoich fotelach z połamanymi kończynami i skręconymi karkami.
    – Boże! – wyszeptał jeden z członków zespołu. – Co tu się wydarzyło?
    – Przyspieszenie – łagodnie powiedział Aleksiej, pod¬pływając do konsoli kapitana i delikatnie odsuwając na bok postać w mundurze. – Przeładowali napęd.
    – Czemu, do cholery, mieliby robić coś takiego?
    Aleksiej przeczytał to, co znajdowało się na ekranach, ledwo rozumiejąc, o co chodzi, ale i to wystarczyło, by po¬bladł jak kreda.
    – Kelly...
    – Taaa, sir?
    – Łącz się z „Soc”, powiedz im, żeby się przygotowali do skoku.
    – Kapitanie?
    Aleksiej wyciągnął z kieszeni przenośny dysk twardy i wsunął go w gniazdo konsoli kapitana.
    – Wracamy do domu, Kelly. Misja jest odwołana.
    Nie padła żadna odpowiedź, tylko westchnienie. „Praw¬dopodobnie ulgi” – pomyślał Aleksiej, ściągając dane z kom¬putera pokładowego na swój dysk. Jeśli to było to, czego się spodziewał, to załoga niszczyciela oddała swoje życie, by to dowieźć tak daleko.
    On zaś musiał tylko dokończyć ich zadanie.

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus