Olivia Munn odrzuca przeprosiny Shane'a Blacka

    Ostatnimi czasy głośno się zrobiło o aferze na planie nowego "Predatora". Shane Black zatrudnił umieszczonego w policyjnym rejestrze przestępstw seksualnych znajomego do epizodycznej roli w filmie i ukrył ten fakt przed ekipą. Reżyser przeprosił, ale nie wszyscy postanowili mu wybaczyć.

    Afera związana z zatrudnieniem Stevena Wildera Striegela, który okazał się tak naprawdę figurującym w rejestrze przestępcą seksualnym skazanym przed laty za nakłanianie przez internet czternastoletniej dziewczynki do czynności seksualnych szybko nie ucichnie. Shane Black wystosował przeprosiny za zaistniałą sytuację, jednak nie przyjęła ich Olivia Munn, która ze wspomnianym człowiekiem odgrywała wspólną scenę. Ta według nieoficjalnych informacji miała być związana z próbą flirtu ze strony mężczyzny. Aktorka stwierdziła, że nie uznaje przeprosin, które nie są skierowane bezpośrednio do niej, a zostają wygłoszone publicznie aby uspokoić sytuację.

    Nie przyjmuję przeprosin Shane’a. Nie zrobił tego osobiście… prawdziwe przeprosiny muszą odbyć się w prywatnej atmosferze – nie jako coś odczytane dla całego świata.

    Aktorkę zaczęli wpierać także i inni członkowie ekipy. Boyd Holbrook i Sterling Kelby Brown oficjalnie poparli jej wypowiedź i przy okazji przeprosili za tak późną reakcję. Holbrook przyznał, że pierwszy raz spotkał się z tego typu sytuacją i po prostu nie wiedział, jak ma postąpić.

    Wypowiedź aktorki wywołała także falę dyskusji w internecie, która bardzo szybko przekroczyła wszelkie normy. Pojawiły się głosy, że Munn celowo wywołuje teraz sensacje aby zaistnieć przy okazji skandalu, a niektórzy wprost zarzucali jej, że się wyżywa na niewinnym człowieku, który już odpracował swoje winy.

    Czy Shane Black postanowi zareagować i porozmawiać o tym z aktorką? Tego na chwilę obecną nie wiemy.

    "Predator" zadebiutuje w kinach już w tym tygodniu.