Premiera "Hayden War 7: Nowe otwarcie" już wkrótce!

Już 25 stycznia, nakładem wydawnictwa Drageus, ukaże się "Hayden War 7: Nowe otwarcie". Seria Evana Currie cieszy się w naszym kraju coraz większym zainteresowaniem dlatego też fani mogą już zacierać ręce! Poniżej prezentujemy oficjalny opis, a także fragment powieści. 

Wojna oficjalnie się skończyła i Sorilla, czując ciężar lat spędzonych w pierwszej linii, zdecydowała się odejść z armii. Czas odłożyć pancerz bojowy i broń, czas wreszcie zacząć budować coś dla siebie. Jednak prawdziwy koniec wojny to nie decyzja zwykłych ludzi, a tych u władzy, a oni zawsze szukają dziury w całym. Nadchodzący koszmar sprawia, że Sojusz i SOLCOM muszą działać razem. A nikt nie pomoże bardziej niż doświadczona weteranka wojen kosmicznych i planetarnych starć. Służyć innym to powołanie Sorilli i jej życie.

Poniżej prezentujemy fragment powieści:

– Oto, co wiemy – powiedział Mattan, przesyłając plik na implanty Sorilli. – Ze szczegółami proszę zapoznać się w wolnej chwili, ale krótko rzecz ujmując, Sojusz jest tak samo jak my zainteresowany tym, żeby nie przerodziło się to w coś większego. Niewątpliwie zachowaliby to dla sie¬bie, ale wiedzą, że spenetrowaliśmy już nieco ich publiczne media, i nie byli pewni, jak długo udałoby im się utrzymać tajemnicę. Sorilla przeglądała dane na swoich implantach rogów¬kowych.

– Oczywiście włączenie w to nas daje im też informacje o ludziach, zdaje sobie pan sprawę?

– Nie ucz ojca dzieci robić, Siostro. Właśnie dlatego chce¬my wysłać tam panią.

– Bo mnie już znają, a nie kogoś nowego, z kim mogą zmierzyć się kiedyś w polu? Jasne. Jeszcze jakieś powody?

– No cóż, pani specjalizacja, oczywiście. Mamy tu do czynienia z groźnymi terrorystami. A pani wielokrotnie się nimi zajmowała – odparł.

– Muzułmańskimi ekstremistami? Tak. Nigdy nie wal¬czyłam z chrześcijańskimi terrorystami, a przynajmniej nie z białymi suprematystami. Trochę z chrześcijańskimi eks-tremistami z Afryki Środkowej, ale to co innego. Działają bardziej jak muzułmańscy, to kwestia kulturowa. Potrzebu¬ję informacji o wszystkich, którzy byli na tym statku kolo-nizacyjnym.

– Wszystko to już przesłałem – odpowiedział Mattan, rozbawiony na myśl, że Sorilla mówi mu, jak ma wykony¬wać pracę. – Informacje są chyba bardziej dokładne niż te, z którymi zwykle ma pani do czynienia.

– To będzie miła odmiana – stwierdziła, otwierając plik z danymi o amerykańskim statku Diaspory. – Dlaczego?

– Może nie zawsze zwalczano ich tak skutecznie, jak było to możliwe, ale dawne FBI traktowało ich poważnie. Więk¬szość z tych chłopaków nie pierdnęłaby w lesie bez podsłu¬chu. Wiemy wszystko, co oni wiedzieli, gdy opuścili Ziemię.

– Dobra. Spróbuję wyciągnąć z materiału coś pożytecz¬nego, ale zajmie to nieco czasu – odparła Sorilla z wyraź¬nym zmęczeniem w głosie.

– Proszę bardzo, ale my tutaj również nie próżnowali¬śmy. – Uśmiechnął się.

– Tak czy siak, najpierw to zrobię, a potem zapoznam się z waszą wersją. Wolę się nie sugerować. Kiedy będziemy w przestrzeni Sojuszu?

– Za tydzień – odparł Mattan. – Jest jeszcze jeden po¬wód, dlaczego chcieliśmy tu akurat ciebie, Siostro. Sorilla zamknęła pliki w swoich implantach i uważnie przyjrzała się generałowi.

– Tak, sir?

– Sojusz przydzielił już do tej misji lucjańskiego Strażni¬ka, tego, z którym miałaś do czynienia na Haydenie.

– Krissa? – spytała Sorilla, zaintrygowana. – To porząd¬ny człowiek... no, Lucjanin. Ale raczej nie ktoś, kogo spo¬dziewałam się na takiej misji.

– Raporty nie są jasne, ale wygląda na to, że jedna z grup terrorystycznych zaatakowała jego żołnierzy bronią che¬miczną. Niewielu przeżyło, jeśli wierzyć tym informacjom – powiedział Mattan ze zmartwieniem w głosie. – To sprawia, że dla niego stała się to kwestia osobista.

– Mam zamiar na siebie uważać – obiecała Sorilla. – Kim będę dowodzić? Mattan uśmiechnął się i za pomocą gestu wysłał jej ko¬lejny plik.

– Dwa operacyjne zespoły A z Piątej. Stu czterdziestu czterech ludzi, w większości z doświadczeniem na Ziemi. Połowa była na misjach w kosmosie, a jakieś dziesięć pro¬cent to żółtodzioby. Admirał utrzyma „SOL” w gotowości i będziemy mogli korzystać w razie potrzeby z jego mari¬nes. Ale oczywiście wolimy zostać przy naszych. Poza tym jeszcze czterdziestu w zespole C. Większość ma doświad¬czenie, ale nie w operacjach kosmicznych.

– Zespół C? To chyba przesada w takiej akcji? Po co do¬wództwo na poziomie batalionu dla paru oddziałów?

– Zwykle wystarczyłby zespół B na poziomie kompanii. Uznaliśmy jednak, że w tej sytuacji lepiej mieć centrum do¬wodzenia na miejscu. Konsultowanie się z Ziemią niewiele nam pomoże. Doświadczeni dowódcy w pobliżu mogą się przydać, zwłaszcza jeśli wyjdzie z tego otwarta konfronta¬cja, czego boi się centrala.

Sorilla skinęła głową.

– Zrozumiano. Kto nimi dowodzi?

Mattan roześmiał się.

– Ty.

– To nie jest zadanie dla majora – zaprotestowała Sorilla. Ta robota to ostatnie, czego potrzebowała. – Przynajmniej dla podpułkownika.

Mattan wyciągnął z kieszeni parę srebrnych dębowych liści i rzucił je Sorilli.

– Uznaj to za swój ostatni awans. SOLCOM miał to zro¬bić w ramach twojego przejścia na emeryturę – byłoby to dobre PR-owo. Podejrzewam, że teraz mogą tego nie roz¬głaszać, ale jakoś wątpię, aby ci to przeszkadzało.

Sorilla odruchowo złapała blaszki, przyglądając się im, jakby były jakimś wyjątkowo obrzydliwym owadem.

– Ja podpułkownikiem? – spytała ze sceptycyzmem.

– Masz więcej doświadczenia niż większość naszych pułkowników – odparł szczerze. – Na pewno więcej od¬służyłaś w kosmosie, ale tak naprawdę to decydująca była kwestia emerytury. Ktoś uznał, że to będzie miły gest wobec „bohaterki Haydena”.

– Tak naprawdę chciałam być najwyżej sierżantem szta¬bowym – stwierdziła ponuro.

Mattan uśmiechnął się krzywo.

– Nadal uważasz, że oficerowie nie zarabiają uczciwie na życie, podpułkowniku?

Sorilla ledwie powstrzymała się przed obelżywym gestem.