Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Pierwszy rozdział "Wsród zdradzonych"

07/02/2012 16:59

Wśród zdradzonych, Wśród notabli - trzecia i czwarta część cyklu Dzieci cienie autorstwa Margaret Peterson Haddix już w tym miesiącu w sprzedaży.

Nina Indi – trzecie dziecko – żyła normalnie pośród legalnych obywateli do dnia, w którym została została zdradzona przez chłopaka, którego kochała. Schwytana przez Policję Populacyjną, osadzona w więzieniu, wie, że niedługo zginie. Ale rząd daje jej wybór. Nina może ocalić siebie w zamian za współpracę. Musi tylko skłonić troje współwięźniów, by przyznali się do winy, wydali swe rodziny... Wściekła i załamana dziewczyna decyduje się na ryzykowny krok – ucieczkę. Ale... Czy Nina ucieka naprawdę? W świecie kamer i stałego nadzoru dziewczyna nie może mieć pewności, czy nie stała się zwierzyną, która doprowadzi prześladowców do innych nielegalnych dzieci.

Luke Garner ukrywał się przez dwanaście lat. Po śmierci Jen dostał fałszywą tożsamość – kartę identyfikacyjną Lee Granta, przepustkę do świata elit... Ale Lee Grant również ma rodzinę. Teraz jego młodszy brat trafia do szkoły. Uwikłany w sieci kłamstw, która zaciska się coraz bardziej, Luke musi zmierzyć się z gniewem i smutkiem kogoś, kto utracił najbliższą mu osobę. Choć chłopak dobrze rozumie uczucia Smitsa, wie również, że znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

My natomiast zapraszamy do zapoznania się z pierwszym rozdziałem powieści, udostępnionym przez wydawnictwo Jaguar.

Fragment
Wśród zdradzonych
Margaret Petterson Haddix

Rozdział 1

Z koszmarnego snu można się prędzej czy później obudzić.
Nina powtarzała to sobie, kuląc się na betonowej podłodze celi. Przez całe życie prześladowały ją okropne sny o tym, że została złapana przez Policję Populacyjną. Czasem trzymali szufle i podnosili ją jak śmieć z ulicy, a czasem mieli karabiny, którymi szturchali ją w plecy albo w głowę.
Zawsze jednak budziła się, zanim któryś z nich pociągnął za spust.
Pewnego razu przyśnił się jej nawet policjant populacyjny, który przyszedł po nią ubrany w marszczoną koszulę nocną i czepek cioci Zenki. Całe miesiące po tym śnie Nina odmawiała dawania cioci Zence całusa na dobranoc i nikt nie wiedział, o co jej chodziło, a ona nie mogła powiedzieć, bo wszyscy by się śmiali, a to nie było zabawne.

Nina wiedziała, że ma prawo bać się śmiertelnie Policji Populacyjnej. Byli Złym Wilkiem, Babą Jagą i wszystkimi potworami i złoczyńcami, o jakich kiedykolwiek słyszała, w jednym.
Ale podobnie jak Zły Wilk, Baba Jaga i inne potwory, Policja Populacyjna stanowiła część świata opowieści i koszmarnych snów, a nie rzeczywistości.
Teraz zaś Nina uderzyła głową o betonową ścianę za plecami.
- Obudź się! – nakazała rozpaczliwie samej sobie. – Obudź się!
Uderzenie sprawiło, że głowa ją zabolała, a to nie mogło się dziać we śnie, prawda? W snach nic nie bolało. Mogli cię wychłostać do krwi, a ty nic nie czułaś, mogli związać ci nogi, żebyś nie uciekła, a sznury nie ocierały.
Nadgarstki i kostki u nóg Niny były otarte do krwi przez kajdanki przykuwające ją do ściany, a skóra na plecach tak pocięta, że każde dotknięcie materiału sukienki wysyłało falę bólu. Jedno oko miała spuchnięte od pobicia i nie mogła go otworzyć.
Wszystko ją bolało.
Nina powtarzała sobie jednak z uporem, że jej aresztowanie to koszmarny sen.
Rozpamiętywała w kółko nierealność swoich wspomnień, zupełnie jakby aresztowanie było czymś dobrym – a nie najgorszym momentem w jej życiu. Nie mogła sobie przypomnieć policjantów populacyjnych wchodzących do jadalni i wywołujących jej nazwisko – czy to nie znaczyło, że cała historia nie wydarzyła się naprawdę? Prawda? Prawda? Siedziała sobie, jedząc śniadanie i ciesząc się z tego, że znalazła całe trzy rodzynki w owsiance, aż nagle w jadalni zapadła głucha cisza i wszyscy wlepili w nią wzrok. Czuła te wszystkie spojrzenia na sobie – upuściła łyżkę, a owsianka ochlapała siedzącą obok dziewczynkę. Jednakże Lisle nie powiedziała ani słowa, tylko gapiła się, tak jak pozostali. Właśnie te spojrzenia, a nie dźwięk jej nazwiska, sprawiły, że Nina wstała i wyszła na środek, pozwalając, żeby zakuto ją w kajdanki.
Jakim imieniem mnie wywołali? – zastanawiała się Nina. – Nina, czy… czy…
Nie, nie mogła nawet myśleć o tym, ponieważ w jej snach Policja Populacyjna potrafiła czasem czytać w myślach.
Nina wróciła do rozpamiętywania tamtej chwili, przypominając sobie inne dziewczynki, które siedziały bez ruchu jak lalki na półce, podczas gdy ją prowadzono niekończącym się przejściem pomiędzy stołami. Znajoma jadalnia zmieniła się jakimś sposobem w dolinę pełną oczu – Nina nie oglądała się na prawo ani na lewo, ale czuła te wszystkie oczy, śledzące ją w milczeniu. Przypominały oczy lalek, puste jak szklane paciorki.
Dlaczego nikt nie stanął w mojej obronie? – zastanawiała się Nina. – Dlaczego nikt się nie odezwał, nie zaczął prosić, błagać, starać się nie dopuścić, żeby mnie zabrano?
Wiedziała. Nawet jeśli to był tylko koszmarny sen – a był, prawda? – wiedziała, że pozostali siedzieli zbyt przerażeni, żeby chociaż pisnąć. Sama byłaby zbyt przerażona, by powiedzieć cokolwiek, gdyby to ktoś inny jak we śnie zmierzał w stronę mężczyzny obwieszonego medalami, gdyby ktoś inny spośród nich miał zostać aresztowany. (Dlaczego to była ona? Jak ją rozpoznali? Dlaczego tylko o niej wiedzieli? Przestań – skarciła się w myślach. – Koszmary nigdy nie mają sensu.)
Pamiętała teraz, jak trudno jej było poruszać nogami: w górę, w dół, prawa, lewa, bliżej, bliżej… Nie mogła także zaprotestować ani bronić się, bo gdyby otworzyła usta choćby po to, żeby jęknąć, dostałaby ataku histerii.
Nie zabijajcie mnie! Jestem tylko dzieckiem, nie chciałam złamać żadnego prawa, to nie moja wina. I proszę, nie zabierajcie Jasona…
Teraz, siedząc w więziennej celi, Nina zacisnęła zęby w obawie, że te słowa zdążą jeszcze się jej wymknąć. Nie mogła sobie na to pozwolić – ktoś mógł podsłuchiwać i usłyszeć jego imię. Niezależnie od tego, co zrobi, musiała chronić Jasona. Jasona, babcię i ciotki, no i oczywiście rodziców. Potrafiła trzymać język za zębami, jeśli chodziło o pozostałych, ale chciała wypłakać imię Jasona, wykrzyczeć je na głos.
Jason, wiesz, gdzie jestem? Czy zaniepokoiłeś się, kiedy nie pojawiłam się na spotkaniu w lesie? Jesteś taki odważny, czy mógłbyś… czy mógłbyś mnie uratować?
Była okropnie głupia – to przecież tylko sen. Za kilka minut zabrzmi poranny dzwonek, a ona otworzy oczy i znajdzie się na chwiejnej górze piętrowego łóżka w Szkole dla Dziewcząt Harlow. Potem umyje zęby, opłucze twarz, ubierze się i może, ale tylko może, znajdzie przy śniadaniu w owsiance cztery rodzynki…
W jej głowie znów pojawił się moment aresztowania. Przypomniała sobie, jak podeszła do drzwi jadalni i stanęła przed policjantem. W ostatniej chwili, tuż przedtem, zanim policjant zatrzasnął stalowe kajdanki na nadgarstkach Niny, zauważyła innego mężczyznę stojącego za nim i wpatrującego się w nią tak samo uważnie, jak jej koleżanki. Ale jej koleżanki miały oczy zeszklone strachem i puste jak oczy lalek, podczas gdy spojrzenie tego mężczyzny mówiło wszystko.
Był wściekły. Nienawidził jej. Pragnął, żeby nie żyła.
Nina wzięła gwałtowny oddech – nie mogła już dłużej udawać. Pamiętała zbyt wiele, nie mogłoby jej się przyśnić takie spojrzenie. Było prawdziwe, podobnie jak wszystko, co ją spotkało. Prawdziwe były kajdanki na jej nadgarstkach i rany na jej plecach, prawdziwe było także ogarniające ją przerażenie.
- Zabiją mnie – wyszeptała Nina właściwie z ulgą, tracąc w końcu – w końcu! – resztki nadziei.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi