Król Olch
Nad Zalesiem z dawna już zapadła noc. W ponurą mgłę ciszy, która opatuliła miasto, niczym ciepłe powietrze wdzierały się odgłosy muzyki z pobliskiego klubu nocnego. Inny jeszcze dźwięk dołączył do tej nocnej kakofonii, gdy pod drzwi owego lokalu zajechał biały Mustang. Wysiadł z niego mężczyzna. Niemłody już, acz i starości zbytniej po nim nie było znać. Trzasnął drzwiami wozu i ruszył w głąb lokalu, zaś jego umysł zewsząd atakowały psychodeliczne dźwięki. Po kilku krokach wreszcie ujrzał swój cel. Młodzieńca, jakoby jego własne odbicie podobnego, jeno gdyby lat mu ująć. Ruszył w jego stronę, zaś na twarzy mieszały mu się wyrazy troski i bezgranicznego gniewu. Nie przebył jeszcze połowy dystansu, gdy od stolika wstali kompani chłopca. Ręce ich zawędrowały pod drogie marynarki, wcale nie kryjąc swych zamiarów. Starszy mężczyzna uśmiechnął się jeno i wykonał gest tożsamy, acz znacznie szybciej. Po chwili, która dla nich zdała się wiecznością, lecz w rzeczywistości nie trwała więcej niźli trzy serca uderzenia, czterech mężczyzn leżało na podłodze, zaś ich mózgi i krew tworzyły na ścianie kompozycję, która podświetlana jeszcze blaskiem stroboskopów niemal idealnie wpasowywała się w nastrój tego miejsca. Chłopak siedzący przy ich stoliku przez chwilę przyglądał się temu obrazowi, zaś krążąca w jego żyłach amfetamina połączone z pulsującą w mózgu muzyką, sprawiła iż nie mógł pozostać obojętny na swoiste piękno tego dzieła. Podczas gdy śledził rozszerzonymi źrenicami płyny ustrojowe powoli ściekające po ścianie, ojciec chwycił go za ramiona i spluwając na podłogę rzekł jeno:
-Młody, spadamy!
-Ach, to ty cny rycerzu! To o tobie mój wybawicielu wizje mi szeptały.
Starszy pokręcił jeno głową, gdyż cokolwiek by rzekł, na zrozumienie syna liczyć nie mógł. Chwycił go wiec tylko mocniej i zaczął wywlekać z lokalu, dalej od natrętnych dźwięków muzyki, które coraz głębiej świdrowały jego jaźń. Gdy dotarli na parking, wcisnął przycisk na przyczepionym do kluczyków pilocie i w tej samej chwili zamigały światła samochodu, sygnalizując tym samym wyłączenie alarmu.
Ach, cóż za przepiękny rumak! - rzekł młodszy z mężczyzn. - Choć blask jego oczu piekielny, którym ujrzał przed chwilą, lękiem me serce napawa.
- Wsiadaj i nie pierdol, młody - rzekł ojciec, wpychając go na boczne siedzenie i zamykając drzwi. Sam wskoczył na miejsce kierowcy i gdy tylko kluczyk został przekręcony w stacyjce, ruszyli z miejsca. Przez cała drogę ojciec nie odzywał się. Wiedział, że kiedy młody odurzony jest narkotykami. Rozmowa z nim nie ma najmniejszego sensu. Po chwili dłuższej, znaleźli się na drodze wiodącej przez las, do ich rodzinnej miejscowości.
Młodzieniec wpatrywał się w szumiące drzewa, gdy nagle na skraju jego jaźni ozwał się głos.
- Pójdź chłopcze w las, w ten głuchy las!
Wesoło będzie płynąć czas
Przedziwne czary roztoczę w krąg,
Złotolitą chustkę dam ci do rąk.
Gdy tylko głos przebrzmiał w jego umyśle, zakrzyknął do ojca:
- Mój ojcze, mój ojcze! Czy widzisz te dziwa?
Król olszyn do siebie zaprasza i wzywa!
Stary tylko pokręcił głową i przyłożył rękę do rozpalonego narkotyczną gorączką czoła swego syna.
- Chodź do mnie, chłopczyno, poigrasz z rozkoszą,
Mam córki, co ciebie czekają i proszą,
Czekają na ciebie z biesiady nocnymi,
Zaśpiewasz, potańczysz, zabawisz się z nimi.
Po chwilach kilku znów niepokojący głos ozwał się w głowie młodego.
- Mój ojcze, mój ojcze! Ach, patrzaj... gdzie ciemno...
Król olszyn ma córki, chcą bawić się ze mną.
Ojciec obrzucił spojrzeniem miejsce, wskazane mu przez syna i rzekł:
- Ja tam widzę tylko tanie dziwki przy drodze.
Gdy znów czasu odrobina upłynęła, obce słowa jeszcze natrętniej ozwały się, w przeżartym narkotykami, mózgu chłopca.
- Chodź do mnie, mój chłopcze dopóki masz porę.
Gdy chętnie nie przyjdę, toć gwałtem zabiorę.
- Mój ojcze, mój ojcze! Ratujcie dziecinę!
Król olszyn mnie dusi... mnie słabo... ja ginę!.. - to rzekłszy począł walić pięściami w boczna szybę samochodu. Starszy gwałtownie zatrzymał wóz i mocno przytulił syna do siebie. Po chwili ciałem młodego przestały wstrząsać dreszcze i jakoby zwiotczał w ramionach ojca. Z nosa ciekła mu gęsta, lepka krew.
***
Kilka godzin później na pogotowiu lekarz stwierdził iż bezpośrednią przyczyną zgonu było przedawkowanie. Gdy zapłakanej rodzinie wręczono rzeczy zmarłego, z wewnętrznej kieszeni marynarki wypadł na ziemię tomik poezji Goethego.


















































Odpowiedzi
Jestem pod wrażeniem :)
Jestem pod wrażeniem :) Naprawdę świetnie napisane.
________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...
Niesamowite, robi
Niesamowite, robi wrażenie.
Połączenie dawności i współczesności, przeplatanie świata Króla olch z rzeczywistością i sam pomysł, aluzja literacka... Łał!
Mam jedno małe "ale":
Nad Zalesiem z dawna - Nad Zalesiem dawno