Wędrowiec
Dziewczyna starannie układała zerwane wrzosy w bukiet. Rozsypywał się jej w rękach, ale nie przestawała, nawet wtedy, gdy obok rosy na drobnych kwiatach pojawiły się jej łzy.
- Księżniczko, nie wolno ci tu być! - usłyszała okrzyk. Odruchowo schowała bukiet za plecami. - Jak śmiałaś! Król kazał szukać cię wszędzie... To się nie może powtórzyć! Natychmiast wracaj! Albo sprowadzę straże!
Chcąc nie chcąc, księżniczka wolnym krokiem ruszyła w stronę zamku. Spokojnie pokonywała stopnie schodów, pnąc się na ostatnie piętro wieży. Jej wieży. Wieży bez okien. Tej, z której nie widać wrzosowiska.
- Witaj, księżniczko... - usłyszała kiedyś ciepły, męski głos.
Przeraziła się. Nie znała mężczyzn. Nigdy wcześniej nie spotkała nawet własnego ojca. To, by oczy księżniczki oglądały istotę płci męskiej, było zbyt nieprzyzwoite. Tak naprawdę oczy księżniczki nie powinny oglądać niemal niczego - stąd od wieków obok zamków wznoszono wieże, pnące się do samego nieba. Schody, których nikt nie miał siły pokonać. To dlatego kopano fosy i napełniano je wodą, a najpotężniejsi czarownicy sprowadzali smoki z dzikich pól. By księżniczka mogła pozostać księżniczką.
- Księżniczko, chyba się mnie nie boisz? - zapytał z rozbawieniem.
Bała się, oczywiście, że się bała. Drżała ze strachu tak bardzo, że nie miała odwagi odpowiedzieć, podnieść wzroku. Nie chciała oglądać tajemniczego przybysza, który nie wiadomo jak pojawił się w jej samotni...
Zrobiła to jednak wbrew swojej woli, gdy twarda męska dłoń delikatnie uniosła jej brodę, zmuszając do spojrzenia mężczyźnie prosto w oczy. Był tak inny od nianiek i guwernantek... Pełne energii oczy błyszczały wesoło, smagana słońcem i wiatrem twarz wyglądała tak zdrowo, zupełnie inaczej niż porcelanowa twarz księżniczki. Gęste, falujące włosy związał nad karkiem i uśmiechał się do przerażonej mieszkanki wieży.
- Jak... jak się tu dostałeś? - zapytała cichutko.
- Zwyczajnie. Nie ma miejsca, do którego bym się nie dostał. Jak ty się tu dostałaś?
- Ja tu mieszkam... - wyszeptała. - Odejdź... Nie wolno ci tu być.
- Ciii... - Położył palec na jej ustach. - Nie mów! I nie bój się, dziewczyno! To zbrodnia, że cię tu trzymają... jesteś taka piękna! Powiedz mi, nigdy nie wychodziłaś...
- Nigdy - ledwie słyszalnie wyszeptała księżniczka.
U boku wędrowca po raz pierwszy opuściła wysoką wieżę. Pełna obaw ale i ciekawości. To drugie było uczuciem wcześniej jej nie znanym... ale jeśli na zewnątrz wszystko było tak piękne jak ten tajemniczy mężczyzna? Musiała się dowiedzieć...
Na rękach zniósł ją aż do stóp wieży, tuląc ją także, gdy mijali śpiącego smoka. Nikt nigdy nie dowiedział się, w jaki sposób wędrowiec uśpił bestię. Księżniczka przypuszczała, że po prostu się rozumieli i że nikt inny nie przemknąłby niezauważony. Wędrowca smok chciał wypuścić, wraz z jego bezcenną towarzyszką - w to wierzyła. Nigdy nie zapytała jednak, jak było naprawdę.
Z wszystkich miejsc, które jej pokazał, najbardziej pokochała wrzosowiska. Często po prostu leżeli wśród kwiatów, wdychając świeży zapach rosy, by zerwać się nagle, gdy zbliżał się świt. Księżniczka czuła się bezpiecznie, spokojnie, jak nigdy wcześniej. Choć w wieży nic przecież nie mogło jej grozić, to nie dawała jej poczucia bezpieczeństwa. Zapewniał je wędrowiec, i tylko on, nawet w miejscach, gdzie strachy czaiły się w najbliższych zaroślach. I pewnego dnia księżniczka zbliżyła się do nich za bardzo.
Zdążył, uratował ją. Ale nigdy nie zapomniał wyrazu jej twarzy, przerażenia, zupełnie innego od tego, którym powitała go po raz pierwszy. Nigdy nie przestał sobie wyrzucać, że to on naraził ją na niebezpieczeństwo. Przecież w wieży by się to nie zdarzyło. Gdyby nie on...
Choć przychodził nadal, nie chciał już zabierać księżniczki w nieznane. Zamieniał z nią kilka słów lub czasem tylko patrzył na śpiącą, nie budząc jej. Choć błagała go, by było jak przedtem, powtarzał tylko, że z nim nie jest bezpieczna, że nigdy już nie będzie. Ale zawsze obiecywał, że wróci.
Wiedział, że tą nadzieją pozwoli jej żyć.
Także wtedy, gdy już złamie obietnicę.
Raz jeden wydostała się z wieży sama. Zapłakana dotarła na wrzosowisko, które pamiętało tyle chwil ich wspólnego szczęścia. Nie potrafiła zapomnieć o wędrowcu. O niezwykłym mężczyźnie, który otworzył jej oczy na świat. O tym, który zniknął, choć przysięgał, że zawsze będzie powracał. Słowa, że przy nim nie będzie bezpieczna, dopiero teraz zyskały naprawdę gorzki smak. Zrozumiała, że postanowił ją chronić za wszelką cenę. Nawet przed sobą. Właśnie dlatego uciekła do wrzosów, jedynych przyjaciół, którzy jej pozostali. Cóż z tego jednak, skoro ją złapano?
Król, przemawiając do poddanych, ani na chwilę nie puszczał dłoni swojej pięknej małżonki. Widać było, iż kocha ją całym sercem. Ona zaś, choć milcząco, promiennie uśmiechała się do ludu. Rzadko zdarzało się, by małżeństwo polityczne było aż tak szczęśliwe. Widać było, że tych dwoje naprawdę się kocha. Mądry król i jego piękna młoda żona. Oddana mu aż po kwiaty wrzosów wplecione we włosy.
Gdy audiencja minęła, królewska para jeszcze przez chwilę nie powstała z tronów. Król musnął dłonią twarz kobiety.
- Moja piękna księżniczka - wyszeptał. - Dla mnie zawsze będziesz moją maleńką księżniczką. Najcudowniejszą.
Wędrowiec zatrzymał się na chwilę, by ostatni raz spojrzeć na zamek. Lud opuszczający audiencję rozlewał się po ścieżkach, nie zauważając wysokiej postaci spowitej płaszczem o twarzy skrytej pod kapturem. Wędrowiec także nie widział ludu. Przed oczami miał tylko jej twarz. Nie był już jednak potrzebny. Ktoś inny strzegł jego księżniczki. Była bezpieczna.
Ponieważ kaptur zasłaniał oczy mężczyzny, nikt, kto mijał go tego dnia, nie potrafiłby odpowiedzieć na pytanie, czy w oczach wędrowca zalśniły łzy.


















































Odpowiedzi
Słuchając tego:
Słuchając tego:
Piękne, cudowne, wzruszające,
Piękne, cudowne, wzruszające, po prostu brak mi słów... Popłakałam się ze wzruszenia...
Przeurocza opowieść, jakoś
Przeurocza opowieść, jakoś tak się ciepło robi na serduchu pod koniec.
A czemu to jest tu, a nie w
A czemu to jest tu, a nie w dziale?
O matko, ckliwe cholernie, a jednak mi się podobało. Nie, ja tam się nie rozpłakałam i nie miałam takiej ochoty, ale muszę przyznać, że końcówka zrobiła na mnie wrażenie. Generalnie od romantycznych opowieści odkąd sama przestałam być księżniczką, trzymam się z daleka. Ta jednak ma w sobie coś... ładnego.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Dziękuję Wam :) A jest tutaj,
Dziękuję Wam :)
A jest tutaj, a nie w dziale... bo po prostu włączyłam sobie muzykę i pisałam. Pisałam, pisałam, pisałam i dodałam, a potem nie wiedziałam, czy się nadaje do działu ;) Podkleję w takim razie.
Wieczorkiem postaram się,
Wieczorkiem postaram się, jeśli chcesz, sprawdzić czy nie ma błędów do poprawienia. Na razie "przeleciałam" tylko ten tekst i mnie się wydaje, że spokojnie może się w dziale znaleźć.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Jeśli Ci się chce... ;) Ale
Jeśli Ci się chce... ;) Ale błędów mogę poszukać sama. Mi raczej o treść chodziło ;)
Jeśli chodzi o treść to ja
Jeśli chodzi o treść to ja nie mam zastrzeżeń. Spokojnie mogłoby się to znaleźć w dziale wraz z innymi tekstami o księżniczce. Poziom jest mniej więcej porównywalny, więc nie widzę przeszkód.
Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna
Całkiem ciekawie napisane :)
Całkiem ciekawie napisane :)
________________________________________
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas...
Raz[/,] jeden wydostała się z
Raz[/,] jeden wydostała się z wieży sama.
Nie wiem, czy coś więcej, bo czytałam ten tekst dawno temu i wszystkiego już nie pamiętam, ale to rzuciło mi się w oczy :P
Napisane jest ładnie i poprawnie (jak zwykle zresztą :P), ale dla mnie jednak zbyt ckliwie :D Do charakteru mi nie pasuje taka dziewczęca uległość i takie tam inne, nie poradzę, wyzuta z romantyzmu jestem zupełnie :D Nie zmienia to jednak faktu, że opowiadanko może zyskać całkiem pokaźny wianuszek zwolenników - takich bardziej romantycznych ;)
Pisz, pisz dalej.