Opowiadania i Poezja

Pamiątka

Miała usta czerwone jak krew, cerę białą jak śnieg i włosy czarne jak jej serce. Pięknie lśniła wśród nich korona z kryształów lodu – przyćmiewał ją tylko blask oczu kobiety, zły i nienawistny. Lubiła wolno przechadzać się po mroźnym pałacu, dostojnie spacerować długimi korytarzami, cichymi, jeśli nie liczyć echa jej kroków.

Czasami, gdy miała na to szczególną ochotę, schodziła aż do lochów, podziwiać owoce swoich dawnych działań. Zamienieni w kryształowe posągi dawni wrogowie, wszyscy ludzie, którzy odważyli się stanąć na Jej drodze. Nie zabrakło tego naiwnego chłopaka, który myślał, że może bezkarnie skraść Jej pocałunek, siódemki tych przebrzydłych karłów i oczywiście staruchy, choć przecież ta ostatnia za życia wyglądała o wiele młodziej. Kobieta nie mogła jednak odebrać sobie słodyczy zemsty – pozbawiła obiekt swej nienawiści nie tylko życia, ale też urody – już na wieki! Zrobiła to, gdy tylko odebrała tamtej zwierciadło. Głupie lustro! Myślało, że jeśli odpowiednio dobierze komplementy, to ocali swoje nędzne istnienie. Roztrzaskała je z niekłamaną satysfakcją. Co z tego, że okruchy rozprysły się po całym świecie? Ważne tylko, że nie istniał już cichy pomocnik jedynej, która ją przejrzała.

Co za wstyd! Starucha (Tak, właśnie starucha! Taka jest naprawdę – stara i brzydka! Lód nie kłamie…) rozgryzła Jej plany tak wcześnie, że niewiele brakowało, by im zaszkodzić. Na szczęście nie zdołała – gdy próbowała wyręczyć się męskimi rękami, wystarczyły piękne i smutne usteczka. Gdy starucha działała sama – cóż, okazała się za słaba. Choć to jabłko… No tak, niewiele brakowało.

Jasne, że obudziłaby się bez niczyjej pomocy. Była zbyt potężna, by mógł jej zaszkodzić byle kawałek zatrutego jabłka. Niemniej trafiła do kryształowej trumny, w której wszyscy mogli podziwiać Jej wdzięki. Z jaką przyjemnością miażdżyła później gardła tej siódemce, która za to odpowiadała… No i ten chłystek, przez którego obudziła się za wcześnie, jeszcze zbyt słaba. Wspaniale prezentował się zamrożony obok staruchy – z resztkami twarzy czerwonymi jak te najpiękniejsze na świecie usta… Jej usta, oczywiście.

Efantastyczny Konkurs Literacki: Kuba Pałyska - Biel szaleństwa

Efantastyczny Konkurs Literacki: Przemysław Pinczak - Maszynopis z opisem końca świata

Efantastyczny Konkurs Literacki: Agnieszka Czerederecka - Wizyty

 

Wizyty

Czuwam przy tobie. Drzemiesz niespokojnie, jakbyś nie chciał tracić czasu na sen, który nie przynosi ukojenia. Za oknem ciepły, wrześniowy wieczór. Jeszcze pozwala łudzić się namiastką przemijającego lata. Jest jak dojrzała, piękna kobieta. Zmysłowa, pewna siebie, pachnąca leniwym seksem i herbatą z malinami. Niczym wieloletnia kochanka: wyrozumiała, pobłażliwa, jeszcze rozpalona ostatnimi promieniami słońca, ale już z pierwszymi śladami srebrnych nitek we włosach, utkanych z trajektorii spadających gwiazd.

Wilkołak

Księżyc w pełni trwogę zwiastuje,
Jego światło mami, czaruje,
Klątwę przedwieczną na ludzi zsyła,
Zdrowe zmysły w niepamięć odsyła.

Księżyc w pełni towarzyszem wilków się staje,
Czerwoną barwę ich żądzom nadaje.
Zew przetacza się przez puszcze dalekie,
Matka wypuszcza rondel z mlekiem.

W lesie się czai bestia straszliwa,
Ni miecz, ni topór jej się nie ima.
Tam ślepia żółte na świat patrzają,
Kły ostre w mroku błyskają.

Jawią się szpony pokryte czerwienią,
Warkot straszliwy co wstrząsa ziemią.
I szczęk kłapnięcie rozrywa wnet ciszę...
...Wilkołak przegryzł ci tętnicę.

Skald wielce oświecony, Tyrsson natchniony

Krótkie piosenki edukacyjne dla najmłodszych

Śpiewać na melodię „Mam chusteczkę haftowaną”

Mam toporek hartowany,
Co ma ostre rogi.
Jak się elfik napatoczy,
Odrąbię mu nogi

Tego walnę,
Tego sieknę,
Tego wykastruję.
Wszystkie elfy dziś oberwą,
Bo to straszne chuje!

Śpiewać na melodię "Myję zęby"

Biję elfy, bo wiem dobrze o tym,
Że kto ich nie bije, tego jebią cioty.

Elfy zarazy

Śpiewać na melodię „Cztery razy po dwa razy”

Cztery razy po dwa razy,
Elfy zawsze mają gazy,
Trzeba zabić te zarazy,
Dałbym radę nawet sam!

Czy normalny krasnal młody
Może elfa jebnąć z brody?
Owszem tak, czemu nie?
Młodym też należy się!

Cztery razy po dwa razy,
Elfy zawsze mają gazy,
Trzeba zabić te zarazy,
Dałbym radę nawet sam!

Czy normalna z brodą baba
Może zbić elfiego draba?
Owszem tak, czemu nie?
Babie też należy się!

Cztery razy po dwa razy,
Elfy zawsze mają gazy,
Trzeba zabić te zarazy,
Dałbym radę nawet sam!

Czy krasnolud nawet stary
Może elfa wziąć za bary?
Owszem tak, czemu nie?
Starym też należy się!

Serenada krasnoludzka

Śpiewać na melodię „Mydełka Fa”

Chciałbym Cię rąbać, mam topór jak dwa!
Byłoby fajnie, szabadabada.
Rąbałbym Ciebie między balony
Byłbym szczęśliwy i zadowolony!

Szabada, szabada, Ty i ja!
...

I tyle zwykle wystarczy...

Wojciech "Woltus" Kłos

Szła elfica, cud dziewica - historia nienawiści między rasami

Śpiewać na melodię „Szła dzieweczka do laseczka”

 

Szła elfica, cud dziewica
Dziewka przepiękna
Ha ha ha!
Dziewka przepiękna
Ha ha ha!
Dziewka przepiękna!

Napotkała krasoluda
Miłości chciała
Ha ha ha!
Miłości chciała
Ha ha ha!
Lecz nie zmieściła...

Dzieci Bogów

Nastał krwawy świt.
Świat drży w posadach.
Ostatni wschód umierającego słońca.
Rzeki spłynęły czerwienią.

Czym jest los?
Gdzie zawiodło nas przeznaczenie?
Jak bardzo wzgardzono naturą.
Najświętszymi prawami Midgardu.

Żyjemy naprzeciw wszystkiemu.
Wepchnięci w ludzkie ciała.
Zrzuceni na ten świat.
Potężne dzieci Bogów.

Jeszcze nastanie nasz czas.
Zadrży świat przed naszym gniewem.
Padną mury.
Klękną miasta.

Zabrzmi okrzyk wojenny.
Ruszymy straszliwi w swej furii.
Zginiemy.
Zwyciężymy.

Zasiądziemy wśród Matek i Ojców w Asgardzie!

Skald wielce oświecony, Tyrsson natchniony

Wielkie winy

Zebrany na placu tłum gapił się na stojącą pośrodku kobietę.

Należałoby zaznaczyć, że kilka szczegółów przyczyniło się do niezwykłego zainteresowania, jakie wzbudziła wśród gapiów wspomniana niewiasta.

Z pewnością warto zauważyć, że była ona zupełnie naga i bardzo chojnie obdarowana przez naturę. Nikogo nie niepokoił całkowity brak włósów na jej ciele, wręcz przeciwnie – zebrani patrzyli z tym większym zainteresowaniem.

Wypadałoby również dodać, że ręce kobiety przywiązano za plecami do solidnego, drewnianego pala. Mimo wyraźnych wysiłków uwięziona nie była w stanie zerwać krępujących ją zwojów, niepowodzenia jednak nie ostudziły jej zapału.

Nie można też pominąć, że kobieta stała na stercie płonących polan i darła się w niebogłosy.

Święty Mikołaj - historia prawdziwa

Święty Mikołaj obudził się, czując niesamowity ból głowy. Trzymając się za obolałą część ciała, powoli wstał z łóżka. Pani Mikołajowej już przy nim nie było. Pewnie przyrządzała mu właśnie śniadanie. Na samą myśl o jedzeniu zawartość jego żołądka usiłowała wykonać salto. Oj tak... Popił wczoraj z Dziadkiem Mrozem. Tradycyjnie, jak co roku, dla dodania sobie sił przed Bożym Narodzeniem... Boże Narodzenie! Zupełnie o nim zapomniał! Jeszcze nigdy nie robił Światowego Objazdu na kacu. No ale fakt faktem – Piaskowy Dziadek zebrał się z imprezy szybciej niż zwykle i nie miał kto hamować ich pijackich zapędów. Poczciwy stary Piasio... Zawsze ten sam – śpiący, z podkrążonymi oczami i szlafmycy na głowie. Za każdym razem chronił pijackie grono przed przekroczeniem pewnej granicy.

Elfy znad rzeczki

Śpiewać na melodię "Kaczki dziwaczki"

Nad rzeczką opodal skały
Mieszkały elfie pedały,
Lecz zamiast po drzewach skakać
Wolały jak emo płakać.

Wkurzyły się wszystkie rasy,
Co to za elfie złamasy?
Trzeba ukarać ich srodze,
Nikt nam nie stanie na drodze!

Krasnoludy się zebrały
I elfy wpierdol dostały.
I odtąd opodal rzeczki
smażymy elfie nereczki!

Wojciech "Woltus" Kłos

Ballada o krasnoludzie

Śpiewać na melodię "Ballady o smutnym skinie" Big Cyca

Krasnal jest brodaty, topór zawsze nosi,
Zbroja w ogniu błyszczy, gdy z kuźni wychodzi.
Krasnal jest silny, elfów nienawidzi,
Boją się go trolle, olbrzymy i illithidzi.
Najlepsze dla krasnala – wysłać elfom drwala,
Niech je napierdala, drzewa im powala.

Nałóż hełm krasnalu, hełm krasnalu nałóż,
Kiedy elf podskoczy, skurwysynowi przyłóż.
Niech uszka mu zwiędną, buźkę krew zaleje,
Wszyscy bijmy elfów, bo elfy to geje!

Mamusia w kopalni hełm ze stali robi
Nałożysz go krasnalu nim się gorąco zrobi.
Gdy stal główkę chroni, a broń ciąży w dłoni
Można iść bić elfy, w tym nikt nas nie przegoni.

Dobre Rady Krasnoluda Ojca

Śpiewać na melodię "Dobre rady pana ojca" Jacka Kaczmarskiego

Słuchaj, młody, ojca grzecznie,
A żyć będziesz pożytecznie.
Stamtąd czekaj szczęśliwości,
Gdzie twych przodków leżą kości.
Nie wyruszaj w obce kraje,
Bo tam szpetne elfów gaje.
Bo tam szpetne elfów gaje.

Pobij elfa, gardło spłucz!
Ucz się na wojaka, ucz!
Bo tam szpetne elfów gaje.

One elfy drzewołazy
Znieważają święte głazy.
Do zwierzaków miłość głoszą,
Zamiast brody liście noszą.
W głowach piosnki i głupoty,
Elfy to same kłopoty.
Elfy to same kłopoty.

Pobij elfa, gardło spłucz!
Ucz się na wojaka, ucz!
Elfy to same kłopoty.

On

Boże! Znowu te krzyki, dlaczego sąsiadka tak wrzeszczy? Czyżby znowu uroiła sobie, iż jej kuchnię nawiedziły gryzonie? Głupia kobieta zupełnie nie rozumie znaczenia prawdziwego lęku, a może tym razem jest inaczej? Może tym razem nawiedził ją On? Nie, On nigdy mnie nie opuszcza. On jeden wita mnie co wieczór, zwłaszcza upodobał sobie burzowe noce, podczas których nawet najdelikatniejszy błysk staje się teatrem światła i strachu. Nie daje spokoju nawet za dnia, mimo iż wszelkie istoty piekła śpią wówczas spokojnie. Tej nocy zapewne znowu się pojawi.

Wszechobecna rozpacz

Prześladowało mnie to od samego rana.

Umysł (Nowokaina)

OPOWIADANIE NAGRODZONE W KOLOROWYM KONKURSIE NAZNACZONYCH BŁĘKITEM.

Dom był dokładnym odwzorowaniem jej wspomnień – biały sześcian, z zalegającą na ścianach warstwą brudu. Dotknęła ręką jednej z nich – wydała jej się zimna i chropowata. Jak prawdziwa.

– Co widzisz?! – zahuczał bezcielesny głos nad jej głową. Aż się wzdrygnęła.

– Widzę dom mojej matki – odparła wyraźnie do niewidzialnego rozmówcy. Przebiegła wzrokiem po zaniedbanym trawniku, poprawiła futro.

Wydawało jej się, że jest zimno.

Chamois (Cyada)

Byliśmy wtedy razem w jego mieszkaniu, zostałem na noc. Och, to nie zabrzmiało najlepiej, prawda? Nie mam na myśli, wie pani… Po prostu uciekłem z domu. Zbliżały się Walentynki i było piekielnie zimno. Szczytem moich marzeń było wtedy porządne, ciepłe futro. Poszedłem do pana Douglasa. Znałem go z widzenia, wykładał matematykę na uniwersytecie. Moja siostra aż nazbyt często pokazywała mi indeks, więc zapamiętałem nazwisko. Pan Douglas wydawał się miłym, starszawym facetem w garniturze. Wiem, że nie powinienem korzystać z zaproszenia nieznajomego, ale z reguły nie zwraca się uwagi na takie rzeczy. Nie, nic mi nie zrobił. No więc właściwy problem to chamois.

Szmaragdy (Vivaldi)

OPOWIADANIE NAGRODZONE W KOLOROWYM KONKURSIE NAZNACZONYCH BŁĘKITEM.

Zmierzcha już. Widzę jak słońce, majestatycznie chowając się za horyzontem, krwiście czerwoną poświatą obleka świat. Mój czas się zbliża. Czuję widmową dłoń Przeznaczenia zaciskającą się na moim gardle, chwytającą mnie za serce, wydzierającą duszę. Nim księżyc zajaśnieje na niebie, będę już nieżyw, tego jestem pewien. Dlatego też z przejęciem spisuję swoje wyznania, drżącą ręką próbując przelać na papier swój strach i nieszczęście. Przeklęty ja! Przeklęty ród mój i moja słabość. Zagładę sprowadziłem na swój dom, ulegając diabelskiej pokusie, trupiemu odorowi ukrytemu pod maską anielskiej urody…

Pogoń (Olga Jeżyk)

Pogoń

Nadal nie wierzę, że to się stało. Że żyję, że istnieję, że mam jeszcze czas na poprawę. Może Bóg dał mi szansę? Hmm… Raczej nie. Gdybym była człowiekiem – na pewno. Nie pozwoliłby na to, by ONI dorwali niewinnego człowieka. Ba! Jakiegokolwiek człowieka. Złodzieja, sadystę, mordercę. Ale ja nie jestem człowiekiem. Bóg powołał ICH do tego, by chwytali takich jak ja i zsyłali prosto do Piekła. Bez szansy na poprawę, na „zneutralizowanie” postępków z Nieba. Na odzyskanie skrzydeł.

Mój anioł (Dorota Pansewicz)

Mój anioł

Już od samego rana, kiedy otworzyłam oczy, czułam, że ten dzień będzie szczególny. Sama nie wiedziałam, skąd to przeczucie. Po prostu obudziłam się nagle, z bijącym mocno sercem. Usiłowałam sobie przypomnieć, czy śniło mi się cos szczególnego, co mogło wywołać u mnie podobną reakcję, ale niczego takiego nie pamiętałam.

Boski miecz (Monika Glibowska)

Boski miecz

Śmierć anioła (Martyna Czapiewska)

Śmierć anioła

Wyglądała tak, jakby spała. Słońce padające na jej twarz, przefiltrowane przez barwny witraż, nadawało policzkom zdrowego rumieńca. Łagodny uśmiech utwierdził mnie w przekonaniu, że to tylko sen. Dajcie mi pospać godzinkę dłużej. Jestem taka zmęczona, lecz godzinkę dłużej i znów będę mogła o was myśleć.

Wachlarz namiestniczki (Wiera Szkolnikowa)

Opowiadanie Wiery Szkolnikowej Wachlarz namiestniczki opublikowany w magazynie „Nowa Fantastyka” (nr 01/2011) zamieszczone dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Wiera Szkolnikowa

Wachlarz namiestniczki

Płomień w kamieniu - Anna Brzezińska [+18]

Opowiadanie Anny Brzezińskiej Płomień w kamieniu opublikowane na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa — Użycie niekomercyjne 3.0 Polska.

Anna Brzezińska
Płomień w kamieniu

W poszukiwaniu kwiatu paproci

Noc Kupały, jak co roku, pachniała płonącymi ziołami. Stosy już dawno zajęły się ogniem. Strawa została podana i zjedzona. Miód wypełniał dzbany i żołądki świętujących, podstępnie krążył we krwi. Niewiasty tańczyły wokół ognia w szaleńczym tańcu, a wojowie spoglądali na nie wzrokiem lubieżnym. Wiedzieli, że już niedługo białogłowy zdejmą swe suknie i w blasku ogniska nagie będą pokazywały wdzięki i kusiły swych ukochanych. Kolejny powtarzalny rytuał kupały. Pozostałość po przodkach, z których zostały już tylko bielejące kości.

Umieraj modnie

Nadszedł czas na pana Stanisława. Miał osiemdziesiąt dziewięć lat i był przygotowany na przybycie Śmierci już od dawna. Choroba sprawiała, że wręcz nie mógł się już doczekać tego spotkania. Kiedy więc pewnego sobotniego wieczoru poczuł się znacznie gorzej niż zwykle, był spokojny i przygotowany na swój los. Usiadł w wygodnym starym fotelu, jednym z tych mebli, które pomimo że nie pasują do reszty, to za nic się ich nie wyrzuci i zadzwonił do rodziny z prośbą by towarzyszyła mu w tych ostatnich godzinach.

Wilkołak – symfonia miasta (Piotr Vivaldi Sarota)

Wilkołak – symfonia miasta
Piotr „Vivaldi” Sarota

Stoję na krawędzi budynku. Pode mną ryczą samochody i gra muzyka, kakofonia dźwięków, tysiące ludzkich istnień przedzierają się przez zakamarki betonowej dżungli w nużącym rytmie dnia. Nade mną niebo zasnute ciężkimi, burzowymi chmurami. Stoję i patrzę.

Wywiad (miniatura)

Rozrywkowo

Ze względu na skalę wulgarności i bezsensowności tekstu oraz pozostałe realia świata przedstawionego wszelka zbieżność z prawdziwym życiem jest przypadkowa.

Z dedykacją dla Gotana… ^^

Rozrywkowo

Niespodzianka

Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Facet z pewnością niczego się nie spodziewał, jeszcze tylko chwila, odkryje straszliwy sekret i zwieje tak szybko, iż pozostanie po nim zaledwie obłoczek kurzu. Tak przynajmniej miało być, jak powszechnie wiadomo, nawet najbardziej idealny plan może szlag trafić.

Stary milioner już czekał w toalecie. Wyraźnie nie mógł oderwać oczu od ponętnej blondynki w czerwonej sukni. Podniecenie rosło w nim z każdą chwilą, a pikanterii dodawał fakt, iż za to intymne spotkanko musiał słono zapłacić.

Braciszek (miniatura)

Braciszek

Ja też mogłem być kimś! Myśleliście kiedyś, jakie to irytujące uczucie, kiedy Wasz braciszek ściąga całą uwagę na siebie? Calusieńką... No właśnie. A mnie to spotkało.

Ten irytujący cwaniaczek za wszelką cenę musiał udowodnić, że wszystko przypadnie jemu. Był ode mnie głupszy – to nie pozostawia żadnych wątpliwości. Tyle że był też cholernie ambitny. I nie potrafił pogodzić się z porażką.

Jak stać się najlepszym, kiedy nie ma się ku temu żadnych predyspozycji? Trzeba wyeliminować konkurencję. A on o tym wiedział.

Lalki (część pierwsza)

Miasto powoli budziło się do życia. Wraz z bladym słońcem, wyłaniającym się ospale zza horyzontu, na ulicach pojawiali się pierwsi przechodnie.

Ostatnia Wieczerza - wersja rozszerzona

Torment (2 - Dhall)

W następnym pomieszczeniu było o wiele czyściej, niż w poprzednich, a smród formaliny nie był aż tak intensywny. Moje spojrzenie padło na kąt, w którym znajdowała się ogromna księga. Sięgałaby mi do pasa, gdyby postawić ją na podłodze. Zgarbiony starzec pochylał się nad nią, zapisując coś w niej szybkimi ruchami pióra. Rzadkie, siwe włosy spadały mu na oczy.

Odwrócił stronę ogromnej księgi. Podszedłem bliżej, mogłem już dojrzeć całą sylwetkę mężczyzny. Długa broda spływała mu na kolana niczym wodospad. Skryba zaniósł się chrapliwym kaszlem, po czym wrócił do pisania. Jego pióro skrzypiało głośno. Zbliżyłem się jeszcze bardziej.

Ujrzałem imiona. Setki, tysiące imion na każdej stronie.

Torment (1 - Kostnica)

Ból był potworny. Pulsował w całej czaszce, przyprawiając mnie o mdłości. Stęknąłem i z wysiłkiem odwróciłem głowę. Dopiero po dłuższej chwili doszedł do mnie okropny smród. Smród śmierci.

Otworzyłem oczy. Powieki sklejone były ropą, rozwarły się z trudem. Mrugnąłem kilka razy, by powróciła do mnie ostrość widzenia.

W końcu dowiedziałem się, gdzie jestem.

Leżałem na stole do sekcji zwłok. Czułem chłód przerdzewiałego, splamionego krwią metalu. Na sąsiednich stołach leżały zwłoki w różnych stadiach rozkładu, poranione, pokryte wrzodami, spuchnięte. Wpatrywały się martwymi oczami w pustkę.

Spróbowałem przełknąć ślinę, lecz gardło miałem całkiem suche.

Harry Potter i wężouste fantazje - Rozdział II: Eskorta [+18]

Rozdział II:
Eskorta

    Harry’emu nie zostawiono jednak zbyt wiele czasu na rozmyślania – od zadumy nad życiem seksualnym Hedwigi oderwał go głośny huk. Myśl o tym, że Dursley’owie zapomnieli zamknąć drzwi, zakwitła w jego umyśle błyskawicznie, ale pomysłu na to, kto mógł otworzyć je z taką siłą, że wyrwał je z zawiasów i rzucił na podłogę, w pierwszej chwili nie miał. Otępienie, wywołane mieszkaniem przy Privet Drive 4, spowodowało, że z początku powiedział sobie jedynie: „Człowiek nie dałby rady…”, dopiero później Harry stwierdził, że może i człowiek by nie dał, ale przecież on znał nie tylko ludzi. I faktycznie, już po chwili dobiegł go okrzyk:

    - Cholibka, ależ te mugolskie sprzęty się psują…

Harry Potter i wężouste fantazje - Rozdział I: Dziwactwa Dursley'ów [+18]

Rozdział I:
Dziwactwa Dursley’ów

Fantasy (Anna Tess Gołębiowska)

Fantasy

    Ewa nie lubiła fantasy. Kochała pisać, niemal każdy wieczór spędzała z ulubionym piórem w dłoni i pokrywała równymi literami kolejne karty. Czasami jej pismo stawało się nerwowe, poplątane – wtedy, gdy jeden pomysł gonił drugi, idea zalewała oczy. Takie chwile trwały krótko, niemniej spełniała się w nich. Zapisane zeszyty odkładała na półkę, nie mógł ich czytać nikt poza jej mężem. Tylko jemu pokazywała wiersze delikatne jak nitki pajęczyny i powieści słodkie jak konfitury jej babci. Natan był pierwszą osobą, która zobaczyła jej teksty, i miał być ostatnią. Nie raz namawiał ją na wydanie czegoś drukiem, ale twardo odmawiała.

Dożywocie

Z dedykacją dla Lorelay ^^

Dożywocie

O tym, jak ludzi przyzwoitych zżarła Ciekawość - olbrzymka - miniatura

Chodźcie, opowiem wam historię. Opowiem wam o Ciekawości olbrzymce i o moim domu, którego już nie ma, o siostrze i braciach, ojcu i matce, o sąsiadach i wszystkich, których pożarła.
Żyliśmy sobie spokojnie w naszej ojczyźnie Obojętności. Byliśmy przyzwoitym, prostym ludem. Nikt nikomu nie wadził i nie przeszkadzał. Nikt nie wtykał nosa w nie swoje sprawy. Plotkarstwo karane było wysoką grzywną, a naruszanie cudzej prywatności dybami od wschodu do zachodu. Zawsze w naszej małej społeczności panowała zgoda. Do czasu.

Psychoterapeuta dla Śmierci

Dobro i zło czyli Świat barw - proza poetycka

W moim świecie nie ma czerni ani bieli. Jest z to mnóstwo barw,
nieskończona paleta mistrza malarza. Najszerszą gamę przedstawiają
szarości. Szarość, szara szarość, szarość wpadająca w biel i szarość
wpadająca w czerń, z czego dwa ostatnie rzadko używane, jest ich
jeszcze więcej. Nie znam nawet nazw niektórych odcieni. Zresztą, nie są
ważne miana, ważny jest obraz. Na nim nie ma nic jednoznacznego, nie ma
dwóch jednakowych kolorów. Nie ma... Nie ma skrajności. Nie ma! Zamiast
nich istnieje kontrast, większy lub mniejszy. Czasem rzuca się w oczy,
czasem jest niezauważalny. Ale on jest...
Kocham, jak ja kocham barwy, kolory. Mój piękny, tęczowy świat, pełen

Chwilo trwaj! - miniatura

Radosne, piękne chwile są tak ulotne... Trzeba je zapamiętać, a potem
odejść póki jeszcze trwają, by zaklęte w sen, wiecznie trwały pod
opuszczonymi powiekami.
Czyż nie to miał na myśli Faust, mówiąc "chwilo trwaj!"? Czyż można
inaczej uczynić wiecznym moment idealnego szczęścia, który może się
nigdy już nie powtórzyć?
Zawsze marzyłam by zamknąć oczy w objęciach radości i szczęścia. Tak
bardzo boję się odchodzić opuszczona i zapomniana, nieszczęśliwa i
żałosna jak porzucony, bury kundel.
Nasi bliscy odchodzą, prędzej czy później, jeden po drugim. Nie ma więc
powodu, by trzymać się życia tak kurczowo, jak niektórzy zapewne by
chcieli. Cóż będzie warte życie w samotności? Wieczność zatem, nie ma

List do mamy

Kochana Mamusiu!

Jak umierają bogowie... (miniatura)

- Pokonałem cię. Nikt żywy już cię nie czci. Wszyscy twoi wyznawcy leżą
pod gruzami twojej pięknej świątyni. I co teraz powiesz? Czy dobro
zawsze zwycięża? W twojej sytuacji to raczej wątpliwe. - na jego
ohydnej twarzy wykwitł szyderczy uśmiech.
Nic mu nie odrzekł, jego piękne oblicze rozjaśnił tylko łagodny, błogi uśmiech. Bogowie umierają przecież z godnością. Zawsze.

***

Orgazm Ukrzyżowanego (miniatura)

Nagi i bezbronny, zanurzony w tobie, jak w źródle bez dna, stoję z rozpostartymi ramionami oczy wznosząc ku niebu. To mój ostatni sen.
Ostatni sen na jawie... A ty jesteś jawą w śnie moim.
Stoję rozpięty niczym na niewidzialnym krzyżu, na granicy rzeczywistości i fikcji. Spoglądam w niebo, które otwiera się przede mną jakby w oczekiwaniu, a jednocześnie zamyka z trzaskiem wrota dla takich jak ja. Woda przepływa między moimi nogami, unosi rozognione genitalia. Biegnę z jej wartkim prądem, opasany ciepłem i wilgocią.

Ostatnia Wieczerza (miniatura)

Sen młodej Indianki (miniatura)

Wyśniłam Cię, Łowco... Pod zamkniętymi powiekami widziałam Twój obraz.
Odziany w biel, z łukiem i kołczanem pełnym strzał na plecach.
Kroczyłeś dumnie, sprężystym krokiem, poprzez wodę, Jasny Łowco.
Oblicze Twoje promieniowało odwagą lwa i męstwem jelenia, mądrością
sowy i pięknem słowika. Nazwałam Cię jednak w marzeniach Łabędziem, mój
Jasny Łowco, gdyż byłeś biały i piękny i czysty. Śniłam o Tobie co noc,
Łabędziu, lecz nie śmiałam pragnąć niczego ponad sny. Gdybyś przyszedł
do mnie na jawie, gdybyś nagle wyłonił się z rzeki otaczającej kręgiem
moją osadę, nie uwierzyłabym w Twoje istnienie. Uciekłabym, spłoszona
niczym łania. Nie śmiałabym dotknąć Cię, a nawet na Ciebie patrzeć. Nie

Strony

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus