Opowiadania i Poezja

*** (od dziecka słyszała)

***
 
od dziecka słyszała
"jesteś księżniczką"
aż uwierzyła że jest
w różowej sukni
na balu w przedszkolu
była nią
 
więc miał być książę
co nosi w na rękach
co kocha i walczy
co chroni przed złym
co daje rozkosz
miało być pięknie
słodko różowo
jak na przedszkolnym balu
 
nie jest
 
książę był gejem
i wybrał wolność
na rękach nie miał kto nosić
nie miał kto kochać
nie miał kto bronić
musiała sama
 
pokochać także nie miał kto
dzisiejsze księżniczki  
bronią się same
kochają się same
smutnymi palcami
w ruinie wieży

*** (przeglądam się)

***

przeglądam się
w małych światach
namalowanych mydłem
na atomach powietrza

one tańczą!
dookoła mnie
delikatnym blaskiem

inne wymiary
zbudziłam
własnym oddechem

nie wiedziałam
że to możliwe

proszę nie odchodźcie
zostańcie ze mną

zbyt kruche

jesteś muzą

"jesteś muzą"

jesteś muzą
moją muzą
o złotych włosach
błękitnych oczach

jesteś muzą
o miękkich ustach
i ciepłych dłoniach
muzą o pięknym uśmiechu

moją muzą
moją siłą i natchnieniem
bez Ciebie talent
mogłabym schować
do szuflady

jesteś muzą
z błyszczącym wzrokiem
dźwięcznym śmiechem
o głosie który
przeszywa dreszczem

jesteś muzą
opisaną w stu wierszach
i w stu kolejnych
które powstaną o Tobie

jesteś muzą
zawsze nią byłeś
zawsze będziesz

wiesz o tym?

a na imię mam...

"a na imię mam..."

tylko nie mów do mnie
księżniczko
mogę być szmatą i suką
mogę być dziwką
mogę być nawet skarbem
tylko nie nazywaj mnie już
księżniczką

nie przypominaj
jak zranił
kiedyś dawno ten
który księżniczką mnie nazwał
pierwszy raz

nosił na ramionach
i podobno kochał
choć pewnie mniej
niż siebie samego
nocami pod kołdrą

nie nazywaj mnie
księżniczką

nauczyłam się być silna
zimna i spokojna
nie zranisz mnie już więcej
pozostał tylko ten jeden
słaby punkt
jedno wspomnienie

o księciu z bajki
który wolał burdel

Wenus

"Wenus"

choć życie to wieczność
to kochaj mnie szybko
nim pochwycą nas
w niewidzialny metal klatki

daj ustom smak
złotych owoców Hesperyd

zanim odejdziesz
jak Adonis
do zazdrosnej pani piekieł
pozwól mi narodzić się na nowo
w białej pianie

nim tęsknota poutrąca
ramiona

księżniczka

"księżniczka"

gdy patrzę w lustro
nie widzę księżniczki
ani sukni
ani diademu
nawet bez pereł na szyi
a za mną kafelki M3
nie pałac

gdy patrzę w lustro
wiem
że nie dla mnie
srebrne pantofelki
nie dla mnie tron
i kareta

a jednak gdy on
ogrzewa oddechem
i szepcze do ucha
jesteś księżniczką
wiem
że nie kłamie

nasze starsze siostry

Dla A.

"nasze starsze siostry"

uczono je szyć haftować
całymi dniami pod strzechą
sprawne palce
do igły
do kołaczy
do podpłomyków

białki z głową
nakrytą zawojem
dziewice i ich
złociste kłosy
splecione matczyną dłonią

w sukni do ziemi
w jasnym gieźle
w wełnianym fartuchu
przewiązanymi pstrokatą krajką

uczono je żyć
zawsze w cieniu
w oczekiwaniu
pod cichą strzechą

a one wiły wianki
i rzucały je na wodę
zaklinając los
w Noc Kupały
i szukały kwiatu paproci
w tę noc jedyną
u boku chłopca
jak my dziś

legenda o mydlanych bańkach

"legenda o mydlanych bańkach"

dawno dawno temu
za górami za lasami
a nawet za siódmą rzeką
żyła dziewczynka

kochała to co kruche
to co ulotne
krople wody
tęczę i wiatr

dziewczynka
kochała to co kruche

a wróżka pokochała
dziewczynkę

zaklęła wiatr
wodę i tęczę
złączyła je w jedno
bańki mydlane
lśniące wesoło
w promieniach słońca
błyszczące barwami tęczy
zrodzone w wiatru i wody

wróżka darowała
dziewczynce bańki

za siódmą rzeką
dziewczynka
płakała ze szczęścia

pielęgnowała
to co kruche i piękne
to co kochała

za młodo

"za młodo"

szukała miłości
skąd mogła wiedzieć
że znajdzie śmierć

szukała czułości
skąd mogła wiedzieć
że znajdzie gwałt

słony zapach
gryzący w nozdrza
zapach spermy i potu
na niej nad nią w niej

siniaki i krew
znaczące ciało
od siły ciosów
policzek rozdarty gałęzią

ciało rozdarte nim
nieproszonym
nieszukanym
niechcianym

a potem tylko pasek
zaciśnięty na gardle
charkot z dławionej krtani

a potem tylko pasek
czarny na nekrologu
umarła za młodo

las

"las"

pozbieram w lecie
poziomki
bo krzaczkom już ciąży
ciężar owocu

oberwę jeżyny maliny
i dzikie jabłuszka
pozbieram mirabelki

będę księżniczką lasu
w sukni z natury
koronie z owoców
diademie z liści

zatańczę boso
na miękkim mchu

legenda spisana wspomnieniami (o N***)

„legenda spisana wspomnieniami
(o N***)”

to było tak dawno
ponad rok temu

rok to chwila dla całej historii
rok może stać się wiecznością
dla jednego nastoletniego istnienia

poznałam Cię
brzmienie imienia powiedziało mi
że staniesz się kimś ważnym
już wtedy bałam się
że Cię stracę

a potem poznałam Cię
naprawdę
pozwoliłeś mi na to

potrzebowaliśmy się
zagubieni
w tak różnych światach
uczyłeś mnie miłości
choć nie padło słowo
kocham
bo nie mogło między nami paść
bo byłoby końcem
wiedziałam

uczyłeś mnie uczuć
tęsknoty
oswajaliśmy się co dzień

tak różni
a tak podobni

*** (rozpadła się)

***

rozpadła się
moja prywatna klatka
najdoskonalsze łańcuchy
które rozkwitły
bujnymi pędami
gdy zasadziłeś je
w moim umyśle
bluszcz oplótł powieki
wsączył truciznę w serce
po mistrzowsku
uprawiałeś moje myśli

każdą cegłę mej świadomości
osobiście pokryłeś cementem
wylałeś fundamenty
na niepewności
i wyburzyłeś
zbędne ścianki
dopilnowałeś każdej usterki
doskonały konstruktorze

*** (egzamin)

***
 
egzamin
na bycie księżniczką
zaliczyła celująco
 
miała piękne suknie
lśniący diadem
złą macochę  
i karocę z dyni wraz z lokajami
 
potrafiła gubić pantofelek
i gniotły ją ziarnka grochu
budził ją tylko pocałunek
a zasypiała po kęsie jabłka
 
egzamin
na bycie księżniczką
zaliczyła celująco
 
a teraz cicho szlocha
w wysokiej wieży
bo książę
upił się w przydrożnym pubie

Pożegnanie

            PRZEDMOWA:
            Pytałeś, czy piszę wiersz.
            Nie wiem.
            Wszystko jest wierszem
            i nic nim nie jest.
            Wierszem było życie.
 
POŻEGNANIE
            (ostatnim, co zostało, jest myśl; ona też zanika)

Rozpaczliwie, kurczowo trzymałam się
krawędzi życia
brakło mi sił
bez pomocy
musiałam zniknąć
ostatnią trzeźwą myślą
wołałam pomocy
zobaczyłam
mglistą postać -
dotknęła mej ręki
nie podniosła mnie
wyciągnięte palce
odtrąciła w przepaść
 
***

Spadłam

Król olch

Król olch

Stworzenie

"Stworzenie"

a gdy stworzył Bóg mężczyznę zobaczył że jest on samotny
i że nie ma wśród istot żywych odpowiedniego towarzystwa dla niego
postanowił więc Bóg dać mężczyźnie towarzyszkę
ciało z jego ciała i kość z jego kości

i uśpił Bóg mężczyznę i  rozerwał klatkę jego
a świeża posoka zrosiła trawę gdy skóra pękła jak cienki pergamin
i spośród włókien mięśni wydobył Bóg żebro mężczyzny
i złamał jasną kość by uczynić z niej niewiastę

Potop

"Potop"

a gdy zesłał Bóg potop na ziemię
i nakazał Noemu schronić się w arce
pozazdrościł znów Szatan Bogu
gdyż to Bóg wymyślił potop
i zgładził wszystkich nieprawych
dając żyć jedynie wyoranym

zafascynował Szatana potop
i zapragnął on własnego
zwłaszcza że wody odeszły
i znów odsłoniły ziemię
którą zaludnili potomkowie Noego

i zesłał Szatan potop
ale nie potrzebował wody
niewidzialne krople spadły na ludzi
zasłoniły im oczy
i ludzie przestali widzieć łaskę Boga

zesłał Szatan w potopie zarazy
i wojny wszelakie i wszelką rozpustę
utopił Szatan ziemię w swoich wodach
wiedział że ludzie zatoną chętnie
poza nielicznymi którzy znali arkę

słowa, słowa...

"słowa, słowa..."

istniałeś dla mnie tylko literami
czy wiesz że można pokochać za słowa?
byłam Twoim najcudowniejszym snem
a Ty byłeś moim strażnikiem pośród koszmarów

naszą miłość zapisały znaki na ekranie
choć nie padło nigdy słowo "kocham"

teraz istniejesz tylko w słowach
które pozostały po Tobie
a te litery strzegą naszej historii
która tak wiele wniosła w moje myśli

najwspanialszy

"najwspanialszy"

zanim przyjdziesz
jesteś tylko jedną komórką
zlaną z dwóch
w zapachu potu i spermy

dorastasz w brudzie własnego ciała
i jego wydzielin
choć myślisz że zwykły dezodorant
uczyni z ciebie boga

masz skórę którą można rozerwać
i wtedy krew miesza się z potem
a włókna mięśni szarpie ból
zarastasz oparzeliną i blizną

a potem już tylko gnijesz
w miękkiej przytulnej ziemi
robaki jedzą twe pełne blasku oczy
a skóra śmierdzi pozieleniała

upłynie wiele czasu nim staniesz się szkieletem
tak białym tak sperma z której jesteś
na razie pokarmem dla istot ziemi
które uznałeś za brudne i godne zdeptania

niewinny póki...

"niewinny póki…"

sen

"sen"

obudziłam się
dziwny hałas wyrwał mnie ze snu
ale nie rozwiał ciężkiej czerni przed oczami
w dziwnym półśnie
odszukałam po omacku Twą dłoń
i z Twoimi splotłam swe palce
chciałabym żebyś mnie przytulił
ale śnisz zbyt głęboko
opuszkami wodzę po Twojej piersi
twardej jak posąg Dawida
wtulam twarz w silne ramię
antycznego boga o zimnych dłoniach
i zamkniętych powiekach
mrużę własne oczy
by ochronić je przed ciężką czernią
i próbuję nasłuchiwać Twego oddechu
tylko między mnie i Ciebie nieobecnego
dzieli się przestrzeń wieczności
w tym zimnym grobie

TRYPTYK ŚWIĄTECZNY

TRYPTYK ŚWIĄTECZNY

*1*

*** (moją niezależność)

***

moją niezależność
odebrałeś mi za cenę
srebrnego diademu
i szklanych pantofelków

z trudem szłam
w ciężkiej długiej sukni
z różowej tafty
z wielką kiczowatą kokardą

kiedyś niezależna
musiałam stać się Księżniczką
bezbronną słabą
chronioną męskim ramieniem

chroniłeś mnie przed upadkiem
w zbyt długiej sukni
kruchych pantofelkach
ciasnym diademie

trzymałeś mnie w ramionach
nosiłeś na rękach
ponad gąszczem pokrzyw
usuwałeś ciernie spod stóp

powoli zapominałam
wsłuchana w Twój oddech
o dawnym życiu
o byciu nie-Księżniczką

*** (byłeś księciem)

***

byłeś księciem
pamiętasz jeszcze?
nie na białym koniu
i w pelerynie szkarłatnej
ale byłeś
księciem w dżinsach
okularach
i kurtce skórzanej

byłeś księciem
i potrafiłeś obudzić
księżniczkę
pocałunkiem
czułym dotykiem
i cichym szeptem

byłeś księciem
choć nie w świecie z bajki
bez zamków
wież ze smokami
i księżniczek
w długich sukniach
byłeś księciem
dla jednej księżniczki
w prywatnej bajce

Sabat Czterech Wiedź

"Sabat Czterech Wiedźm"

Z dala od malin, jaworów
W zimnym blasku księżyca
Cztery cienie pospołu
Przemknęły uczcić bożyca

Bóstwem swym czyniąc prawdę
Krąg utworzyły wśród lasów
Spaliły jaśmin i rutę
By przyćmić obraz swych czasów

I ciche zaczęły szepty
I kruk na ramieniu przysiadł
Gdyż cztery potężne wiedźmy
Czar rozpoczęły dzisiaj

Mgła szara ziemię spowiła
A w parach głos się roznosił
Wraz z nim się niosła nowina
Ten głos nie szeptał, nie prosił

Śmiech dziki i dziki wrzask
Przeciął nie raz ciszę nocną
To wiedźmy śmiały się wraz
Widząc swą pracę owocną

Wrzosowisko II

"Wrzosowisko II"

czym płaczą wrzosy?
fioletem płatków
szmerem wiatru
kroplami rosy?

pośród wrzosów trwaliśmy
z emocji nieprzytomni
ty zapomniałeś? - zapomnisz...
że poza czasem żyliśmy

czym płaczą wrzosy?
wspomnieniem przeszłości:
szeptów miłości
i kroków stóp bosych...

***'24

***’24

Rodzeństwo
złączone samotnością
silniej niż więzami krwi
w milczeniu
wydało wyrok
na ludzkość
której zabrakło człowieczeństwa

Dźwięki dyskoteki
zagłuszą huk wystrzałów
gdy kule
przeszyją wasze serca
które przestały już bić
zduszone obojętnością

Umrzecie z rozgłosem
chociaż byliście martwi
za życia
nie doceniając go
my poznaliśmy jego smak
przełykając gorzką pigułkę

Teraz wasza kolej
anioły śmierci
o wypalonych skrzydłach
nadchodzą w ciszy
milcząc naciskają spusty

***'8

***’8

Psychodeliczny las
pochłonął mnie
bez reszty
gdy tańczyłam
z Szaleństwem
na nieistniejącej polanie

przytuliłam się
do wszechpotężnego
i wszechobecnego
Mroku
jedynego składnika świata

wstrzymywałam oddech
a Ironia
wraz z Cynizmem
pieściły mnie
obgryzionymi paznokciami

spadałam
dążąc ku Pustce
która przesłała mi
swoją wizytówkę
listem poleconym

wdeptana
czyimś obcasem
w ten byt
przeraziłam się w końcu
lustra

***'1

***’1

Spadłam
w ostatni krąg
mojego piekła
tak ciasny
że się duszę
z przytłaczającą
przestrzenią pustki
porzucona
nawet przez siebie
uciekam
w psychodelicznym lesie
bez dna
gdzie konary są martwe
i mieszka w nich zło
zamiast żywicy
płacąc za wynajem
w dolarach
ze zniżką
na brak widoku słońca
które utonęło w tym mroku
obok negatywu miasteczka
gdzie zamiast pamiątek
sprzedają trupy

*** (zazdroszczę...)

***

…zazdroszczę każdej kropli deszczu
która spływa po Twym ciele
dotyka go
tak po prostu

świecy
którą zgasiłeś palcami
to ona mogła
ogrzać Twe zmarznięte dłonie

słońcu
które może spoglądać w Twe oczy
wpadając przez uchylone okno
i każdemu przechodniowi
który Cię mija na ulicy

każdemu zjawisku
przedmiotom martwym
i tym udającym żyjące
lecz nie zazdroszczę
kamieniowi na plaży
o który zraniłeś stopę
nie chcę być przyczyną
żadnej kropli Twej krwi

zazdroszczę
klawiszom klawiatury
które muskasz opuszkami palców
zamiast mojej skóry

*** (buduję świat z kamienia...)

***

buduję świat z kamienia
na fundamentach ze snu
nie patrząc na plan
zadbaliśmy o wszystko

na parapecie zakwitło
cytrynowe drzewko
a na czarnym dywanie
przysiadł rudy kot

już w kołyskach śnią dzieci
nienarodzone jeszcze
a nasze usta
splatają się w pocałunku

co mam zrobić by świat
nie runął po przebudzeniu?

*** (Motyli byt)

***
(Motyli byt)

Stanę się motylem
na rusztowaniu
z cienkiej błony
rozlepię swe marzenia
i sny
wznosząc się
ku obłokom
poczuję
muśnięcie wiatru na twarzy
i pocałunek słońca
odetchnę głęboko
wzniosę dłonie
ku niebu
przymknę oczy…

Stanę się motylem
i na skrzydłach
splecionych z kropli krwi
odlecę
ponad cielesną powłokę

Ballada o minionym

"Ballada o minionym"

Nad czarną głęboką wodą
Dostrzegł mąż dziewicę młodą,
Gdy płakała nazbyt rzewnie,
Pomoc nieść chciał tej królewnie:

Lico miała niby z rosy,
Włosy zaplecione w kosy
I płakała rzewnie, cicho
Że ją tropi leśne licho.

Mąż się przeląkł niesłychanie,
Lecz się powziął na czuwanie,
Chciał jej bronić przed utopcem,
Lecz był tylko zwykłym chłopcem.

I gdy upiór wylazł z wody,
Ujrzał dziewkę cud-urody,
To nie wahał się ni chwili,
Rzucił woja wprost w krąg wili.

Te obiegły go czym prędzej,
Dotknęły go zimne ręce.
Te dziewice, martwe z dawna
Służyły przecież u czarta.

***'27

***

Anioł o wypalonych skrzydłach
przysiadł na chwilę
na pogorzelisku świata
smutnym spojrzeniem
ogarnął zgliszcza
ruiny
niegdyś tętniące życiem

Jego płonące oczy
wypełniły się
krwawymi łzami
płynącymi prosto z serca
te krople jednak
nie ugasiły żaru
tlące się cierpienie
wsączyło truciznę w żyły

Anioł zamarł
pokonany rzeczywistością
wspominał chwile
własnej potęgi
która opuściła go
wraz z czarnymi lotkami skrzydeł

Teraz
nie miał już nic
samotny i zmiażdżony
mógł tylko patrzeć
na upadek
człowieczeństwa

*** (Pióro)

***

Pióro
upadło na beton
czarna lotka
tak samotna
poza Twym skrzydłem

upuściłeś je
pod moimi stopami
ujrzałam je
nim porwał je
silniejszy podmuch wiatru

już dawno
straciłam je z oczu
ale przecież pamiętam
o znaku
z innej przestrzeni

wiem
że jesteś

*** (widziałam)

***

widziałam
cień Rudych włosów
na chwilę
padł na mą twarz

ujrzałam
świetliste oblicze
niematerialnej twarzy
a jednak
bliskiej
tak rzeczywistej

stałeś przy mnie
Aniele Stróżu
mój

stałeś
patrząc
w moje oczy

przez krótką chwilę

a potem odleciałeś

pozostawiłeś wspomnienie
szelestu skrzydeł
a przy Tobie
pozostały me myśli

pilnuj!
Aniele Stróżu

Tego
który Cię potrzebuje
bardziej
niż ja

*** (zakrwawione pióro)

***

zakrwawione pióro
błysnęło
niebiańską bielą
konającą pod szkarłatem
szepnęło cicho
słowa pożegnania
odchodziło na zawsze

smutny anioł
umierał
jego pióra
skąpane we krwi
spadały na Ziemię

śmierć anioła
zebrała tłum gapiów
on skonał
a inni
wyzbierali pióra
zamknęli w gablotach

kilkuletnie dziecko
spojrzało
na muzealną wystawę
szepnęło cicho
że piórko unurzano
w krwi
z samego serca

*** (Mój Anioł)

***

Mój Anioł
odleciał
dawno temu
pożegnał mnie
szelestem skrzydeł
i blaskiem rudych włosów
odleciał
pilnować kogoś
ważniejszego niż wszystko
mój Anioł
bezimienny
oddalił się
straciłam go z oczu
potem
pojawiła się pustka
niedostępna
dla innych
także dla mego Anioła
pustka trwa
skrzydła Anioła
zniknęły za horyzontem
coraz boleśniej
odczuwam jego brak
czasem pytam tylko
cichym szeptem
czy wciąż strzeże tego
za kim podążył...

*** (dotknij)

***

dotknij
zatracę się
w twej obecności
zapomnę
otulona skrzydłami

całuj
spal mnie
ogniem swych ust
zakazanym kontaktem

czuj mnie
chcę być tobą
i czuć ciebie w sobie
przekrocz granicę
śmiertelności

kuś mnie
bielą piór
i czernią spojrzenia
jak skusiłeś
swą odmiennością

aniele
bądź
nie pozostawaj tylko
stróżem ze snów

*** (mlecznobiała łza)

***

mlecznobiała łza
spłynęła z nieba
zmieszała się z deszczem
i rozbiła w błotnistej kałuży

mlecznobiała łza
powiedziała tak wiele
lecz zbyt cicho
by ktoś ją dosłyszał

mlecznobiała łza
niech płaczą anioły
i zroszą ziemię
niemymi błaganiami

*** (aniele)

***

aniele
pomścij mnie
pomścij krzywdę
palące dłonie
które dotknęły
białej skóry
duszący oddech
na karku
pijane słowa
krzyczane do ucha
pomścij
każdą sekundę
wrogiego dotyku
każdy cal
splugawionego ciała
aniele
pomścij mnie
gdy ja
będę w drodze
do ciebie
a potem razem
wzniesiemy się
ponad chmury
aniele
stróżu mój...

*** (zdradliwy anioł)

***

zdradliwy anioł
wyciągnął miecz
spojrzał na ostrze
nasycone trucizną
jadem
jego własnego wzroku

smukłym palcem
przeciągnął po ostrzu
zalśniła krew
przepełniając go
satysfakcją

podszedł
do opuszczonej
otulił skrzydłami
szepnął
kilka ciepłych słów
gdy wtuliła się
w jego ramiona
sięgnął
po broń

klinga
przecięła
młodą skórę
wtłaczając jad
wprost do krwi

dziewczyna
miała nadzieję
że odnalazła stróża
a anioł
śmiał się w ciemnościach

*** (samotny)

***

samotny
zapomniany przez wszystkich
nie mogłeś nawet odlecieć
pióra
ze złamanego skrzydła
przeczesał wiatr
rdza
pokryła spojrzenie
zapomnieli o tobie
wszyscy
twa podopieczna
i sam bóg
samotność
zabiłaby cię
gdyby była
humanitarna
smutny aniele
zapomniany przez los
nie mogący zapomnieć
czym jest życie

*** (Anioł)

***

Anioł
o rudych skrzydłach
odleciał
zostawił mnie?
a może to ja
nie mam dość sił
by dojrzeć go obok mnie

słyszałam
szelest piór
jego skrzydeł
lecz powoli zapominam
jak brzmiał

chwilami
zapominam
że istniał
trwał przy mnie
w dobrym i złym

Anioł
pożegnał mnie
a może trwa wciąż
czekając
aż będę gotowa
znów szukać go spojrzeniem?

*** (mój anioł)

***

mój anioł
zatonął
utopił się
słyszałam nawet
jak wpadał
w brudną toń zalewu

rude włosy
zaplątał w trzciny
rude lotki
ubrudził mułem
jego szaty pokryły
pijawki i ślimaki

anioł
chroniąc mnie
potknął się
raz za dużo
podtapia się
próbując wyjść
mi na przeciw

może kiedyś
wynurzy się z toni
zielonkawy
śmierdzący
niczym upiór
i znów
spróbuje mnie bronić

*** (w srebrzystym lustrze)

***

w srebrzystym lustrze
Twoje odbicie
tuż obok mojego
otulasz mnie
rudym skrzydłem
opierasz
dłoń na ramieniu
widzę to
te żywe obrazy
lecz odwracam się
i nie widzę Cię
Aniele
nie czuję dotyku palców
ni smukłych rdzawych piór
nie ma Cię tutaj
wiem
i miną dni
nim powrócisz
by ziścić obraz z lustra

O powrocie Anioła

"O powrocie Anioła"

smukłe palce
zasłoniły mi oczy
smukły palec
dotknął mych ust
smukła postać
stanęła przede mną
- czas już?

smukłe pióra
dotknęły mych pleców
smukłe skrzydła
otuliły mnie
smukła postać
stanęła przede mną
- cii... jeszcze nie.

smukła twarz
przysłoniła czerń
smukłe rysy
przecięły mrok
smukła postać
stanęła przede mną
- zbyt szybki to krok.

*** (nad brzegiem zalewu)

***

nad brzegiem zalewu
odnalazłam
rdzawą lotkę
dowód
że byłeś tam
czuwałeś
obserwowałeś mnie

krok dalej
na mętnej wodzie
dojrzałam
kolejne z piór
znów dowód
że spadłeś tam
zatopiony
widząc mnie
gdy ręce ci opadły
zapewne skrzydła też

*** (aniele)

***

aniele
patrzyłeś na mnie
gdy tonęłam
w jego ramionach
pośród liści
i pojedynczych traw

aniele
patrzyłeś na nas
ty jeden
dostrzegałeś to
co było skryte
przed wzrokiem
przechodzących

aniele
patrzyłam na ciebie
gdy rzuciłeś się w toń
nie mogłeś patrzeć
lecz wiesz
że teraz
ma mnie kto strzec

*** (anioły kiedyś powrócą)

***


anioły kiedyś powrócą
z połamanymi skrzydłami
przysiądą obok nas
wrócą ze smutnym spojrzeniem
powiedzą
że przybyły nas chronić
a my...
nie poznamy ich
pozbawieni opieki
przez tyle lat
nie będziemy wiedzieć
jak zachować się
przyjąć
opiekuńcze ciepło
ich skrzydeł
możliwe
że tym razem
to my odejdziemy w dal

Strony