Opowiadania i Poezja

    a na imię mam...

    "a na imię mam..."

    tylko nie mów do mnie
    księżniczko
    mogę być szmatą i suką
    mogę być dziwką
    mogę być nawet skarbem
    tylko nie nazywaj mnie już
    księżniczką

    nie przypominaj
    jak zranił
    kiedyś dawno ten
    który księżniczką mnie nazwał
    pierwszy raz

    nosił na ramionach
    i podobno kochał
    choć pewnie mniej
    niż siebie samego
    nocami pod kołdrą

    nie nazywaj mnie
    księżniczką

    nauczyłam się być silna
    zimna i spokojna
    nie zranisz mnie już więcej
    pozostał tylko ten jeden
    słaby punkt
    jedno wspomnienie

    o księciu z bajki
    który wolał burdel

    Wenus

    "Wenus"

    choć życie to wieczność
    to kochaj mnie szybko
    nim pochwycą nas
    w niewidzialny metal klatki

    daj ustom smak
    złotych owoców Hesperyd

    zanim odejdziesz
    jak Adonis
    do zazdrosnej pani piekieł
    pozwól mi narodzić się na nowo
    w białej pianie

    nim tęsknota poutrąca
    ramiona

    księżniczka

    "księżniczka"

    gdy patrzę w lustro
    nie widzę księżniczki
    ani sukni
    ani diademu
    nawet bez pereł na szyi
    a za mną kafelki M3
    nie pałac

    gdy patrzę w lustro
    wiem
    że nie dla mnie
    srebrne pantofelki
    nie dla mnie tron
    i kareta

    a jednak gdy on
    ogrzewa oddechem
    i szepcze do ucha
    jesteś księżniczką
    wiem
    że nie kłamie

    nasze starsze siostry

    Dla A.

    "nasze starsze siostry"

    uczono je szyć haftować
    całymi dniami pod strzechą
    sprawne palce
    do igły
    do kołaczy
    do podpłomyków

    białki z głową
    nakrytą zawojem
    dziewice i ich
    złociste kłosy
    splecione matczyną dłonią

    w sukni do ziemi
    w jasnym gieźle
    w wełnianym fartuchu
    przewiązanymi pstrokatą krajką

    uczono je żyć
    zawsze w cieniu
    w oczekiwaniu
    pod cichą strzechą

    a one wiły wianki
    i rzucały je na wodę
    zaklinając los
    w Noc Kupały
    i szukały kwiatu paproci
    w tę noc jedyną
    u boku chłopca
    jak my dziś

    legenda o mydlanych bańkach

    "legenda o mydlanych bańkach"

    dawno dawno temu
    za górami za lasami
    a nawet za siódmą rzeką
    żyła dziewczynka

    kochała to co kruche
    to co ulotne
    krople wody
    tęczę i wiatr

    dziewczynka
    kochała to co kruche

    a wróżka pokochała
    dziewczynkę

    zaklęła wiatr
    wodę i tęczę
    złączyła je w jedno
    bańki mydlane
    lśniące wesoło
    w promieniach słońca
    błyszczące barwami tęczy
    zrodzone w wiatru i wody

    wróżka darowała
    dziewczynce bańki

    za siódmą rzeką
    dziewczynka
    płakała ze szczęścia

    pielęgnowała
    to co kruche i piękne
    to co kochała

    za młodo

    "za młodo"

    szukała miłości
    skąd mogła wiedzieć
    że znajdzie śmierć

    szukała czułości
    skąd mogła wiedzieć
    że znajdzie gwałt

    słony zapach
    gryzący w nozdrza
    zapach spermy i potu
    na niej nad nią w niej

    siniaki i krew
    znaczące ciało
    od siły ciosów
    policzek rozdarty gałęzią

    ciało rozdarte nim
    nieproszonym
    nieszukanym
    niechcianym

    a potem tylko pasek
    zaciśnięty na gardle
    charkot z dławionej krtani

    a potem tylko pasek
    czarny na nekrologu
    umarła za młodo

    las

    "las"

    pozbieram w lecie
    poziomki
    bo krzaczkom już ciąży
    ciężar owocu

    oberwę jeżyny maliny
    i dzikie jabłuszka
    pozbieram mirabelki

    będę księżniczką lasu
    w sukni z natury
    koronie z owoców
    diademie z liści

    zatańczę boso
    na miękkim mchu

    legenda spisana wspomnieniami (o N***)

    „legenda spisana wspomnieniami
    (o N***)”

    to było tak dawno
    ponad rok temu

    rok to chwila dla całej historii
    rok może stać się wiecznością
    dla jednego nastoletniego istnienia

    poznałam Cię
    brzmienie imienia powiedziało mi
    że staniesz się kimś ważnym
    już wtedy bałam się
    że Cię stracę

    a potem poznałam Cię
    naprawdę
    pozwoliłeś mi na to

    potrzebowaliśmy się
    zagubieni
    w tak różnych światach
    uczyłeś mnie miłości
    choć nie padło słowo
    kocham
    bo nie mogło między nami paść
    bo byłoby końcem
    wiedziałam

    uczyłeś mnie uczuć
    tęsknoty
    oswajaliśmy się co dzień

    tak różni
    a tak podobni

    *** (rozpadła się)

    ***

    rozpadła się
    moja prywatna klatka
    najdoskonalsze łańcuchy
    które rozkwitły
    bujnymi pędami
    gdy zasadziłeś je
    w moim umyśle
    bluszcz oplótł powieki
    wsączył truciznę w serce
    po mistrzowsku
    uprawiałeś moje myśli

    każdą cegłę mej świadomości
    osobiście pokryłeś cementem
    wylałeś fundamenty
    na niepewności
    i wyburzyłeś
    zbędne ścianki
    dopilnowałeś każdej usterki
    doskonały konstruktorze

    *** (egzamin)

    ***
     
    egzamin
    na bycie księżniczką
    zaliczyła celująco
     
    miała piękne suknie
    lśniący diadem
    złą macochę  
    i karocę z dyni wraz z lokajami
     
    potrafiła gubić pantofelek
    i gniotły ją ziarnka grochu
    budził ją tylko pocałunek
    a zasypiała po kęsie jabłka
     
    egzamin
    na bycie księżniczką
    zaliczyła celująco
     
    a teraz cicho szlocha
    w wysokiej wieży
    bo książę
    upił się w przydrożnym pubie

    Pożegnanie

                PRZEDMOWA:
                Pytałeś, czy piszę wiersz.
                Nie wiem.
                Wszystko jest wierszem
                i nic nim nie jest.
                Wierszem było życie.
     
    POŻEGNANIE
                (ostatnim, co zostało, jest myśl; ona też zanika)

    Rozpaczliwie, kurczowo trzymałam się
    krawędzi życia
    brakło mi sił
    bez pomocy
    musiałam zniknąć
    ostatnią trzeźwą myślą
    wołałam pomocy
    zobaczyłam
    mglistą postać -
    dotknęła mej ręki
    nie podniosła mnie
    wyciągnięte palce
    odtrąciła w przepaść
     
    ***

    Spadłam

    Król olch

    Król olch

    Stworzenie

    "Stworzenie"

    a gdy stworzył Bóg mężczyznę zobaczył że jest on samotny
    i że nie ma wśród istot żywych odpowiedniego towarzystwa dla niego
    postanowił więc Bóg dać mężczyźnie towarzyszkę
    ciało z jego ciała i kość z jego kości

    i uśpił Bóg mężczyznę i  rozerwał klatkę jego
    a świeża posoka zrosiła trawę gdy skóra pękła jak cienki pergamin
    i spośród włókien mięśni wydobył Bóg żebro mężczyzny
    i złamał jasną kość by uczynić z niej niewiastę

    Potop

    "Potop"

    a gdy zesłał Bóg potop na ziemię
    i nakazał Noemu schronić się w arce
    pozazdrościł znów Szatan Bogu
    gdyż to Bóg wymyślił potop
    i zgładził wszystkich nieprawych
    dając żyć jedynie wyoranym

    zafascynował Szatana potop
    i zapragnął on własnego
    zwłaszcza że wody odeszły
    i znów odsłoniły ziemię
    którą zaludnili potomkowie Noego

    i zesłał Szatan potop
    ale nie potrzebował wody
    niewidzialne krople spadły na ludzi
    zasłoniły im oczy
    i ludzie przestali widzieć łaskę Boga

    zesłał Szatan w potopie zarazy
    i wojny wszelakie i wszelką rozpustę
    utopił Szatan ziemię w swoich wodach
    wiedział że ludzie zatoną chętnie
    poza nielicznymi którzy znali arkę

    słowa, słowa...

    "słowa, słowa..."

    istniałeś dla mnie tylko literami
    czy wiesz że można pokochać za słowa?
    byłam Twoim najcudowniejszym snem
    a Ty byłeś moim strażnikiem pośród koszmarów

    naszą miłość zapisały znaki na ekranie
    choć nie padło nigdy słowo "kocham"

    teraz istniejesz tylko w słowach
    które pozostały po Tobie
    a te litery strzegą naszej historii
    która tak wiele wniosła w moje myśli

    najwspanialszy

    "najwspanialszy"

    zanim przyjdziesz
    jesteś tylko jedną komórką
    zlaną z dwóch
    w zapachu potu i spermy

    dorastasz w brudzie własnego ciała
    i jego wydzielin
    choć myślisz że zwykły dezodorant
    uczyni z ciebie boga

    masz skórę którą można rozerwać
    i wtedy krew miesza się z potem
    a włókna mięśni szarpie ból
    zarastasz oparzeliną i blizną

    a potem już tylko gnijesz
    w miękkiej przytulnej ziemi
    robaki jedzą twe pełne blasku oczy
    a skóra śmierdzi pozieleniała

    upłynie wiele czasu nim staniesz się szkieletem
    tak białym tak sperma z której jesteś
    na razie pokarmem dla istot ziemi
    które uznałeś za brudne i godne zdeptania

    niewinny póki...

    "niewinny póki…"

    sen

    "sen"

    obudziłam się
    dziwny hałas wyrwał mnie ze snu
    ale nie rozwiał ciężkiej czerni przed oczami
    w dziwnym półśnie
    odszukałam po omacku Twą dłoń
    i z Twoimi splotłam swe palce
    chciałabym żebyś mnie przytulił
    ale śnisz zbyt głęboko
    opuszkami wodzę po Twojej piersi
    twardej jak posąg Dawida
    wtulam twarz w silne ramię
    antycznego boga o zimnych dłoniach
    i zamkniętych powiekach
    mrużę własne oczy
    by ochronić je przed ciężką czernią
    i próbuję nasłuchiwać Twego oddechu
    tylko między mnie i Ciebie nieobecnego
    dzieli się przestrzeń wieczności
    w tym zimnym grobie

    TRYPTYK ŚWIĄTECZNY

    TRYPTYK ŚWIĄTECZNY

    *1*

    *** (moją niezależność)

    ***

    moją niezależność
    odebrałeś mi za cenę
    srebrnego diademu
    i szklanych pantofelków

    z trudem szłam
    w ciężkiej długiej sukni
    z różowej tafty
    z wielką kiczowatą kokardą

    kiedyś niezależna
    musiałam stać się Księżniczką
    bezbronną słabą
    chronioną męskim ramieniem

    chroniłeś mnie przed upadkiem
    w zbyt długiej sukni
    kruchych pantofelkach
    ciasnym diademie

    trzymałeś mnie w ramionach
    nosiłeś na rękach
    ponad gąszczem pokrzyw
    usuwałeś ciernie spod stóp

    powoli zapominałam
    wsłuchana w Twój oddech
    o dawnym życiu
    o byciu nie-Księżniczką

    *** (byłeś księciem)

    ***

    byłeś księciem
    pamiętasz jeszcze?
    nie na białym koniu
    i w pelerynie szkarłatnej
    ale byłeś
    księciem w dżinsach
    okularach
    i kurtce skórzanej

    byłeś księciem
    i potrafiłeś obudzić
    księżniczkę
    pocałunkiem
    czułym dotykiem
    i cichym szeptem

    byłeś księciem
    choć nie w świecie z bajki
    bez zamków
    wież ze smokami
    i księżniczek
    w długich sukniach
    byłeś księciem
    dla jednej księżniczki
    w prywatnej bajce

    Sabat Czterech Wiedź

    "Sabat Czterech Wiedźm"

    Z dala od malin, jaworów
    W zimnym blasku księżyca
    Cztery cienie pospołu
    Przemknęły uczcić bożyca

    Bóstwem swym czyniąc prawdę
    Krąg utworzyły wśród lasów
    Spaliły jaśmin i rutę
    By przyćmić obraz swych czasów

    I ciche zaczęły szepty
    I kruk na ramieniu przysiadł
    Gdyż cztery potężne wiedźmy
    Czar rozpoczęły dzisiaj

    Mgła szara ziemię spowiła
    A w parach głos się roznosił
    Wraz z nim się niosła nowina
    Ten głos nie szeptał, nie prosił

    Śmiech dziki i dziki wrzask
    Przeciął nie raz ciszę nocną
    To wiedźmy śmiały się wraz
    Widząc swą pracę owocną

    Wrzosowisko II

    "Wrzosowisko II"

    czym płaczą wrzosy?
    fioletem płatków
    szmerem wiatru
    kroplami rosy?

    pośród wrzosów trwaliśmy
    z emocji nieprzytomni
    ty zapomniałeś? - zapomnisz...
    że poza czasem żyliśmy

    czym płaczą wrzosy?
    wspomnieniem przeszłości:
    szeptów miłości
    i kroków stóp bosych...

    ***'24

    ***’24

    Rodzeństwo
    złączone samotnością
    silniej niż więzami krwi
    w milczeniu
    wydało wyrok
    na ludzkość
    której zabrakło człowieczeństwa

    Dźwięki dyskoteki
    zagłuszą huk wystrzałów
    gdy kule
    przeszyją wasze serca
    które przestały już bić
    zduszone obojętnością

    Umrzecie z rozgłosem
    chociaż byliście martwi
    za życia
    nie doceniając go
    my poznaliśmy jego smak
    przełykając gorzką pigułkę

    Teraz wasza kolej
    anioły śmierci
    o wypalonych skrzydłach
    nadchodzą w ciszy
    milcząc naciskają spusty

    ***'8

    ***’8

    Psychodeliczny las
    pochłonął mnie
    bez reszty
    gdy tańczyłam
    z Szaleństwem
    na nieistniejącej polanie

    przytuliłam się
    do wszechpotężnego
    i wszechobecnego
    Mroku
    jedynego składnika świata

    wstrzymywałam oddech
    a Ironia
    wraz z Cynizmem
    pieściły mnie
    obgryzionymi paznokciami

    spadałam
    dążąc ku Pustce
    która przesłała mi
    swoją wizytówkę
    listem poleconym

    wdeptana
    czyimś obcasem
    w ten byt
    przeraziłam się w końcu
    lustra

    ***'1

    ***’1

    Spadłam
    w ostatni krąg
    mojego piekła
    tak ciasny
    że się duszę
    z przytłaczającą
    przestrzenią pustki
    porzucona
    nawet przez siebie
    uciekam
    w psychodelicznym lesie
    bez dna
    gdzie konary są martwe
    i mieszka w nich zło
    zamiast żywicy
    płacąc za wynajem
    w dolarach
    ze zniżką
    na brak widoku słońca
    które utonęło w tym mroku
    obok negatywu miasteczka
    gdzie zamiast pamiątek
    sprzedają trupy

    *** (zazdroszczę...)

    ***

    …zazdroszczę każdej kropli deszczu
    która spływa po Twym ciele
    dotyka go
    tak po prostu

    świecy
    którą zgasiłeś palcami
    to ona mogła
    ogrzać Twe zmarznięte dłonie

    słońcu
    które może spoglądać w Twe oczy
    wpadając przez uchylone okno
    i każdemu przechodniowi
    który Cię mija na ulicy

    każdemu zjawisku
    przedmiotom martwym
    i tym udającym żyjące
    lecz nie zazdroszczę
    kamieniowi na plaży
    o który zraniłeś stopę
    nie chcę być przyczyną
    żadnej kropli Twej krwi

    zazdroszczę
    klawiszom klawiatury
    które muskasz opuszkami palców
    zamiast mojej skóry

    *** (buduję świat z kamienia...)

    ***

    buduję świat z kamienia
    na fundamentach ze snu
    nie patrząc na plan
    zadbaliśmy o wszystko

    na parapecie zakwitło
    cytrynowe drzewko
    a na czarnym dywanie
    przysiadł rudy kot

    już w kołyskach śnią dzieci
    nienarodzone jeszcze
    a nasze usta
    splatają się w pocałunku

    co mam zrobić by świat
    nie runął po przebudzeniu?

    *** (Motyli byt)

    ***
    (Motyli byt)

    Stanę się motylem
    na rusztowaniu
    z cienkiej błony
    rozlepię swe marzenia
    i sny
    wznosząc się
    ku obłokom
    poczuję
    muśnięcie wiatru na twarzy
    i pocałunek słońca
    odetchnę głęboko
    wzniosę dłonie
    ku niebu
    przymknę oczy…

    Stanę się motylem
    i na skrzydłach
    splecionych z kropli krwi
    odlecę
    ponad cielesną powłokę

    Ballada o minionym

    "Ballada o minionym"

    Nad czarną głęboką wodą
    Dostrzegł mąż dziewicę młodą,
    Gdy płakała nazbyt rzewnie,
    Pomoc nieść chciał tej królewnie:

    Lico miała niby z rosy,
    Włosy zaplecione w kosy
    I płakała rzewnie, cicho
    Że ją tropi leśne licho.

    Mąż się przeląkł niesłychanie,
    Lecz się powziął na czuwanie,
    Chciał jej bronić przed utopcem,
    Lecz był tylko zwykłym chłopcem.

    I gdy upiór wylazł z wody,
    Ujrzał dziewkę cud-urody,
    To nie wahał się ni chwili,
    Rzucił woja wprost w krąg wili.

    Te obiegły go czym prędzej,
    Dotknęły go zimne ręce.
    Te dziewice, martwe z dawna
    Służyły przecież u czarta.

    ***'27

    ***

    Anioł o wypalonych skrzydłach
    przysiadł na chwilę
    na pogorzelisku świata
    smutnym spojrzeniem
    ogarnął zgliszcza
    ruiny
    niegdyś tętniące życiem

    Jego płonące oczy
    wypełniły się
    krwawymi łzami
    płynącymi prosto z serca
    te krople jednak
    nie ugasiły żaru
    tlące się cierpienie
    wsączyło truciznę w żyły

    Anioł zamarł
    pokonany rzeczywistością
    wspominał chwile
    własnej potęgi
    która opuściła go
    wraz z czarnymi lotkami skrzydeł

    Teraz
    nie miał już nic
    samotny i zmiażdżony
    mógł tylko patrzeć
    na upadek
    człowieczeństwa

    *** (Pióro)

    ***

    Pióro
    upadło na beton
    czarna lotka
    tak samotna
    poza Twym skrzydłem

    upuściłeś je
    pod moimi stopami
    ujrzałam je
    nim porwał je
    silniejszy podmuch wiatru

    już dawno
    straciłam je z oczu
    ale przecież pamiętam
    o znaku
    z innej przestrzeni

    wiem
    że jesteś

    *** (widziałam)

    ***

    widziałam
    cień Rudych włosów
    na chwilę
    padł na mą twarz

    ujrzałam
    świetliste oblicze
    niematerialnej twarzy
    a jednak
    bliskiej
    tak rzeczywistej

    stałeś przy mnie
    Aniele Stróżu
    mój

    stałeś
    patrząc
    w moje oczy

    przez krótką chwilę

    a potem odleciałeś

    pozostawiłeś wspomnienie
    szelestu skrzydeł
    a przy Tobie
    pozostały me myśli

    pilnuj!
    Aniele Stróżu

    Tego
    który Cię potrzebuje
    bardziej
    niż ja

    *** (zakrwawione pióro)

    ***

    zakrwawione pióro
    błysnęło
    niebiańską bielą
    konającą pod szkarłatem
    szepnęło cicho
    słowa pożegnania
    odchodziło na zawsze

    smutny anioł
    umierał
    jego pióra
    skąpane we krwi
    spadały na Ziemię

    śmierć anioła
    zebrała tłum gapiów
    on skonał
    a inni
    wyzbierali pióra
    zamknęli w gablotach

    kilkuletnie dziecko
    spojrzało
    na muzealną wystawę
    szepnęło cicho
    że piórko unurzano
    w krwi
    z samego serca

    *** (Mój Anioł)

    ***

    Mój Anioł
    odleciał
    dawno temu
    pożegnał mnie
    szelestem skrzydeł
    i blaskiem rudych włosów
    odleciał
    pilnować kogoś
    ważniejszego niż wszystko
    mój Anioł
    bezimienny
    oddalił się
    straciłam go z oczu
    potem
    pojawiła się pustka
    niedostępna
    dla innych
    także dla mego Anioła
    pustka trwa
    skrzydła Anioła
    zniknęły za horyzontem
    coraz boleśniej
    odczuwam jego brak
    czasem pytam tylko
    cichym szeptem
    czy wciąż strzeże tego
    za kim podążył...

    *** (dotknij)

    ***

    dotknij
    zatracę się
    w twej obecności
    zapomnę
    otulona skrzydłami

    całuj
    spal mnie
    ogniem swych ust
    zakazanym kontaktem

    czuj mnie
    chcę być tobą
    i czuć ciebie w sobie
    przekrocz granicę
    śmiertelności

    kuś mnie
    bielą piór
    i czernią spojrzenia
    jak skusiłeś
    swą odmiennością

    aniele
    bądź
    nie pozostawaj tylko
    stróżem ze snów

    *** (mlecznobiała łza)

    ***

    mlecznobiała łza
    spłynęła z nieba
    zmieszała się z deszczem
    i rozbiła w błotnistej kałuży

    mlecznobiała łza
    powiedziała tak wiele
    lecz zbyt cicho
    by ktoś ją dosłyszał

    mlecznobiała łza
    niech płaczą anioły
    i zroszą ziemię
    niemymi błaganiami

    *** (aniele)

    ***

    aniele
    pomścij mnie
    pomścij krzywdę
    palące dłonie
    które dotknęły
    białej skóry
    duszący oddech
    na karku
    pijane słowa
    krzyczane do ucha
    pomścij
    każdą sekundę
    wrogiego dotyku
    każdy cal
    splugawionego ciała
    aniele
    pomścij mnie
    gdy ja
    będę w drodze
    do ciebie
    a potem razem
    wzniesiemy się
    ponad chmury
    aniele
    stróżu mój...

    *** (zdradliwy anioł)

    ***

    zdradliwy anioł
    wyciągnął miecz
    spojrzał na ostrze
    nasycone trucizną
    jadem
    jego własnego wzroku

    smukłym palcem
    przeciągnął po ostrzu
    zalśniła krew
    przepełniając go
    satysfakcją

    podszedł
    do opuszczonej
    otulił skrzydłami
    szepnął
    kilka ciepłych słów
    gdy wtuliła się
    w jego ramiona
    sięgnął
    po broń

    klinga
    przecięła
    młodą skórę
    wtłaczając jad
    wprost do krwi

    dziewczyna
    miała nadzieję
    że odnalazła stróża
    a anioł
    śmiał się w ciemnościach

    *** (samotny)

    ***

    samotny
    zapomniany przez wszystkich
    nie mogłeś nawet odlecieć
    pióra
    ze złamanego skrzydła
    przeczesał wiatr
    rdza
    pokryła spojrzenie
    zapomnieli o tobie
    wszyscy
    twa podopieczna
    i sam bóg
    samotność
    zabiłaby cię
    gdyby była
    humanitarna
    smutny aniele
    zapomniany przez los
    nie mogący zapomnieć
    czym jest życie

    *** (Anioł)

    ***

    Anioł
    o rudych skrzydłach
    odleciał
    zostawił mnie?
    a może to ja
    nie mam dość sił
    by dojrzeć go obok mnie

    słyszałam
    szelest piór
    jego skrzydeł
    lecz powoli zapominam
    jak brzmiał

    chwilami
    zapominam
    że istniał
    trwał przy mnie
    w dobrym i złym

    Anioł
    pożegnał mnie
    a może trwa wciąż
    czekając
    aż będę gotowa
    znów szukać go spojrzeniem?

    *** (mój anioł)

    ***

    mój anioł
    zatonął
    utopił się
    słyszałam nawet
    jak wpadał
    w brudną toń zalewu

    rude włosy
    zaplątał w trzciny
    rude lotki
    ubrudził mułem
    jego szaty pokryły
    pijawki i ślimaki

    anioł
    chroniąc mnie
    potknął się
    raz za dużo
    podtapia się
    próbując wyjść
    mi na przeciw

    może kiedyś
    wynurzy się z toni
    zielonkawy
    śmierdzący
    niczym upiór
    i znów
    spróbuje mnie bronić

    *** (w srebrzystym lustrze)

    ***

    w srebrzystym lustrze
    Twoje odbicie
    tuż obok mojego
    otulasz mnie
    rudym skrzydłem
    opierasz
    dłoń na ramieniu
    widzę to
    te żywe obrazy
    lecz odwracam się
    i nie widzę Cię
    Aniele
    nie czuję dotyku palców
    ni smukłych rdzawych piór
    nie ma Cię tutaj
    wiem
    i miną dni
    nim powrócisz
    by ziścić obraz z lustra

    O powrocie Anioła

    "O powrocie Anioła"

    smukłe palce
    zasłoniły mi oczy
    smukły palec
    dotknął mych ust
    smukła postać
    stanęła przede mną
    - czas już?

    smukłe pióra
    dotknęły mych pleców
    smukłe skrzydła
    otuliły mnie
    smukła postać
    stanęła przede mną
    - cii... jeszcze nie.

    smukła twarz
    przysłoniła czerń
    smukłe rysy
    przecięły mrok
    smukła postać
    stanęła przede mną
    - zbyt szybki to krok.

    *** (nad brzegiem zalewu)

    ***

    nad brzegiem zalewu
    odnalazłam
    rdzawą lotkę
    dowód
    że byłeś tam
    czuwałeś
    obserwowałeś mnie

    krok dalej
    na mętnej wodzie
    dojrzałam
    kolejne z piór
    znów dowód
    że spadłeś tam
    zatopiony
    widząc mnie
    gdy ręce ci opadły
    zapewne skrzydła też

    *** (aniele)

    ***

    aniele
    patrzyłeś na mnie
    gdy tonęłam
    w jego ramionach
    pośród liści
    i pojedynczych traw

    aniele
    patrzyłeś na nas
    ty jeden
    dostrzegałeś to
    co było skryte
    przed wzrokiem
    przechodzących

    aniele
    patrzyłam na ciebie
    gdy rzuciłeś się w toń
    nie mogłeś patrzeć
    lecz wiesz
    że teraz
    ma mnie kto strzec

    *** (anioły kiedyś powrócą)

    ***


    anioły kiedyś powrócą
    z połamanymi skrzydłami
    przysiądą obok nas
    wrócą ze smutnym spojrzeniem
    powiedzą
    że przybyły nas chronić
    a my...
    nie poznamy ich
    pozbawieni opieki
    przez tyle lat
    nie będziemy wiedzieć
    jak zachować się
    przyjąć
    opiekuńcze ciepło
    ich skrzydeł
    możliwe
    że tym razem
    to my odejdziemy w dal

    wołanie

    "wołanie"

    mój Rudowłosy
    odszedłeś
    tak dawno
    minęły miesiące
    a ja wciąż
    nie usłyszałam
    szelestu rudych piór
    i nie musnąłeś mnie
    rudym kosmykiem
    falowanych włosów

    mój Rudowłosy
    widziałam Cię
    jak wpadasz
    na dno
    i przykrywa Cię
    brudna mętna woda

    mój Rudowłosy
    zobaczę Cię jeszcze
    kiedyś...?

    widziałam... cień

    "widziałam... cień"

    widziałam Anioła cień
    mojego Anioła
    z oddali
    lecz nie mogłam się mylić
    widząc rdzawy cień
    miękkich rudych skrzydeł
    gdy pozdrowił mnie
    i znów zniknął
    gdzieś
    poza zasięgiem wzroku
    lecz przypomniał
    że jest
    i jest zawsze
    że widzi
    że czuwa
    i otula mnie
    rdzawymi lotkami

    Anioła cień
    barwy rdzawego słońca
    gdzieś w oddali
    ponad miastem Pani
    widziałam

    Rdza

    "Rdza"

    poczułam
    dotyk chłodnych lotek
    rdzawych
    jak rdzewiejące gwoździe krzyża
    którymi przebito Jego ręce
    dwa tysiące lat temu
    ale lotki
    nie zardzewiały
    z powodu nietrwałej stali
    i upływu lat
    już osiemnaście lat temu
    były rude
    gdy osłaniały mnie
    w pierwszych dniach
    na Jego świecie
    nie pokryły się patyną
    a czas nie osłabił ich
    choć tak często pióra
    zabarwione krwią
    padały u mych stóp

    mój Anioł Stróż
    o skrzydłach koloru rdzy
    która przebiła Jego nadgarstki

    Strony

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus