Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

In nomine Lucifer Dominum

Tłum jak co niedziela

Tłum
jak co niedziela. Gotycka katedra pękała w szwach nie mogąc
pomieścić zebranych mieszkańców miasta. Do pierwszych ław
cisnęli się modnie odziani kupcy i mistrzowie rzemiosła prowadząc
swe obsypane biżuterią żony. Niewiasty rozglądały się wokół,
sprawdzając czy aby wszyscy je widzą. Szum nowiutkich sukni, brzęk
błyskotek, niczym na targu rozlegał się po świątyni,
pobrzmiewając echem przy owej genialnej akustyce wnętrza. Wreszcie
gwar ucichł, rozbrzmiały pierwsze nuty pieśni z nowych organów
zakupionych dzięki datkom mistrza Stanisława, wybornego tkacza,
nich mu Pan błogosławi i jego hojność wynagrodzi. Na prezbiterium
wszedł powolnym krokiem stary dominikanin.

*
* *

Podziemie
katedry wionęło wilgocią i stęchlizną. Przez ukryte, tajemne
wejście nie przepychając się wchodziła garstka ludzi. Sądząc po
strojach bogaci mieszczanie, jak i prosta tłuszcza. Uśmiechali się
do siebie przyjaźnie. Właśnie jakiś młodzieniec w stroju żaka
przepuszczał w drzwiach kobietę w średnim wieku, odzianą w proste
giezło i fartuszek. Ta uśmiechnęła się do niego, młodzian
skłonił się nisko.

  • - Aż
    wstyd przyprowadzać nasze niewiasty w takie miejsce. –wymarudził
    pod nosem – ech...żeby nie było tego przeklętego Świętego
    Officjum, przyjmowałbym was w swoim domu na nauki.

W kącie stała młoda kobieta,
wyglądała na samotną i jakby odizolowaną. Jej czarne jak noc
włosy falowały na plecach i ramionach, a spokojne, brązowe oczy
utkwione były w jakimś punkcie na przeciwległej ścianie. Do
piersi przyciskała dwie księgi okute w skórę. Bez słowa
podeszła do niej druga, nieco młodsza dziewka, z wyglądu bardzo
podobna. Na jej ustach gościł wesoły uśmiech.

  • - Nie
    mogłam cię znaleźć siostrzyczko.

Pierwsza jakby wyrwana z głębokiego
zamyślenia uśmiechnęła się delikatnie i uścisnęła siostrę.

*
* *

-
In nomine padris et fili et spiritus sanctus- rozbrzmiewał głos z
prezbiterium.

Lud zgromadzony w katedrze zaczął
niedbale czynić znak krzyża. Organy znów rozbrzmiały swym
czystym dzwiękiem.

  • - Agnus
    Dei, Agnus Dei, donna nobis pace- poczęli śpiewać zebrani.

  • ***

Tłum jak co niedziela

Tłum jak co niedziela

-
Gdy
ktoś uderzy cię, nie bądź naiwny, nie nastawiaj drugiego
policzka, ale oddaj mu z sześciokrotną siłą. Jednak gdy dobrze ci
czyni miłuj go i takoż czyń mu dobrze jak i on tobie. Złem zło
wynagradzaj a dobrem dobro, nienawiścią nienawiść , a miłością
miłość.

Kapłan mówił spokojnie,
stonowanym głosem a zebrani w skupieniu słuchali. Dwie młode
kobiety w kącie przysłuchiwały się wpatrzone gdzieś w punkt na
przeciwległej ścianie z lekkim uśmiechem na ustach.

*
* *

  • - „Idźcie
    i nawracajcie wszystkie narody” powiedział Pan nasz. Takoż gdy
    zbłądzi któryś z braci waszych sprowadźcie go na właściwą
    drogę, pełni miłosierdzia nauczajcie, a gdy i to nie pomoże
    przez święty ogień niechaj powrócą do Pana, aby nie żyli
    w grzechu.

*
* *

  • - Bądź
    nade wszystko wolny, nie pozwól by niewolili cię ci, którzy
    głoszą miłosierdzie i krzyczą głośno, a w głębi serc swoich
    nienawidzą cię. Jak ci aniołowie, którzy walczyli o swą
    wolność, nie chcieli być tylko sługami do spełniania rozkazów
    przeznaczonymi, tak i ty walcz o wolność swoją i nie bądź
    uległym. Czyń to co uważasz za słuszne ty, nie zaś to co ci
    nakazują. Bądź ty panem samego siebie.

*
* *

  • - Wasza
    Ekscelencjo- na twarzy starego dominikanina malował się gniew i
    jakieś dziwne zacięcie.

Biskup
ledwie zdążył odłożyć kielich z niedopitym winem obok pustej
już prawie flaszki.

-Wasza
Ekscelencjo, słuchy mnie doszły jakoby w podziemiach naszej katedry
czczono szatana.

-Lucyfera-
spokojnie acz dobitnie poprawił młody zakonnik.

  • - Co
    za różnica, jeden diabeł. – starszy z braci zgromił go
    spojrzeniem.

  • - Pozwól
    ojcze Konradzie , że wytłumaczę...- zaczął ze stoickim spokojem
    młody.

  • - Zamilcz
    żesz bracie Władysławie- stary nie krył irytacji- ty to jeno w
    tej bibliotece przesiadujesz to i umysł ci zupełnie zaćmiło od
    nadmiaru wiedzy. – zwrócił się znów w stronę
    biskupa- Występują przeciw Panu naszemu Chrystusowi, niewiasty
    biorą siłą pono i składają w ofierze, pija krew niemowląt,
    bezczeszczą świętości. Świętokradcy i wiedźmy!- ojciec Konrad
    aż poczerwieniał na twarzy.

Brat Władysław westchnął głęboko.

  • - Na
    stos- zakomenderował biskup bez cienia emocji, znać że wyrok taki
    chlebem powszednim był dla niego.

  • - Świętokradcy
    i wiedźmy! Plują na święte krzyże i złorzeczą świętemu
    kościołowi powrzechnemu !- emocjonował się dalej stary
    dominikanin.

  • - Jako
    rzekłem, na stos- powtórzył znudzonym wyraźnie głosem
    biskup – a teraz idźcie już, dużo jeszcze pracy mnie dzisiaj
    czeka – uśmiechnął się pod nosem do własnych myśli.

Brat
Władysław poprowadził krzyczącego wciąż i przeklinającego
świętokradców ojczulka ku drzwiom.

*
* *

Katarzyna
szła zamyślona, nie włączała się przez dłuższy odcinek drogi
w rozmowę ojca i siostry. Nie słuchała ich nawet.

  • - A
    ty co myślisz o dzisiejszych naukach Katarzyno?

Pytanie
ojca wyrwało dziewkę z zamyślenia. Spojrzała na niego a w jej
brązowych oczach czaił się jakiś dziwny smutek, może i strach.

  • - Co
    się stało córeczko?

  • - Mam
    złe przeczucia , ojcze. Coś złego wisi w powietrzu.

  • - Ja
    też to czuję – do rozmowy włączyła się Anna- nie bój
    się siostrzyczko, On nas nie zostawi. Jesteśmy Mu wierni, a On
    nagradza wiernych sobie.

  • - Wiem...-
    Katarzyna delikatnie, niepewnie się uśmiechnęła.

*
* *

Noc była cicha i spokojna. Gwiazdy
świeciły jasno a księżyc był właśnie w nowiu. Katarzyna spała
spokojnym snem, była daleko, bardzo daleko. Nagle zerwała się z
posłania jak oparzona. Zbudził ją krzyk siostry. Wybiegła z
sypialni. W korytarzu stało sześciu mężczyzn w czarno-czerwonych
płaszczach sięgających kostek. Dwóch z nich trzymało ojca,
który właśnie spluwał pod nogi trzeciego. Dwóch
kolejnych wlokło przez korytarz złorzeczącą, wyrywającą się
Annę. Kolejni mężczyźni podbiegli do Katarzyny nim ta zdążyła
jakkolwiek zareagować, złapali ją silnie pod ramiona i poczęli
wlec na podwórze.

  • - Jakim
    prawem? – krzyczała Anna.

  • - Prawem
    boskim i kościelnym.

  • - Plwam
    na wasz kościół i waszego boga- niestrudzenie krzyczała
    Anna.

  • - Milcz
    plugawa czcicielko diabła!- warknął jeden z mężczyzn.

  • - Kogo
    nazywasz diabłem, kmiocie?

Nieproszony
gość w płaszczu wymierzył Annie siarczysty policzek.

*
* *

Na placu przed katedrą kłębiły się
tego ranka tłumy cuchnącej potem, rozentuzjazmowanej tłuszczy.
Jedni pokrzykiwali coś niezrozumiale, inni śmiali się w głos,
jeszcze inni wychylali się z tłumu, podskakiwali, próbując
zobaczyć cokolwiek ze sceny rozgrywającej się na środku placu.
Tam zaś w stroju reprezentacyjnym na podwyższeniu siedział biskup
i kilku inkwizytorów. Jego Ekscelencja sprawiał wrażenie
potwornie znudzonego , jego twarz wyrażała głębokie znużenie.
Inkwizytorzy szeptali coś między sobą. Na palach zaś wisiało
kilkanaście osób, mężczyzn i kobiet, nagich,
posiniaczonych, zlanych krwią. Młody inkwizytor począł podpalać
stosy. Twarze przywiązanych do pali grubymi powrozami ludzi
pobladły, oczy ich zapłonęły strachem. Na dwóch stojących
obok siebie palach, pod którymi buchnął właśnie jeden stos
wisiały dwie siostry. Mimo krwi i licznych ran ich nagie ciała były
piękne. Zaśliniona tłuszcza miała na co popatrzeć.
Nieskazitelnie białe jędrne piersi wypięte były dumnie do przodu.
Anna głowę miała opuszczoną, w głębokim zamyśleniu, jakby
nieobecna spoglądała w dół, w ziemię. Katarzyna głowę
miała uniesioną , a jej brązowe, pełne spokoju oczy przewiercały
na wylot pokrzykujący , rozbawiony tłum. Na twarzach młodych
kobiet malował się spokój, błogość i oczekiwanie. Na
placu rozbrzmiały pierwsze krzyki, przeraźliwe i mrożące krew w
żyłach. Lud wiwatował, krzyczał coraz głośniej. Na twarzy
podpalającego uprzednio stosy inkwizytora gościł krzywy uśmiech.
Płomienie powoli zaczęły podpiekać najpierw stopy skazańców,
potem pięły się coraz wyżej i wyżej. Słychać było histeryczny
płacz kobiet i coraz głośniejsze i bardziej rozdzierające ludzkie
krzyki. Jedynie na twarzach dwóch niewiast nie znać było ni
strachu, ni bólu, oblicza miały kamienne i spokojne. Anna
tylko delikatnie wyciągnęła dłoń i pogładziła ramię siostry.
Katarzyna obróciła ku niej głowę i spojrzała jej głęboko
w oczy. Niedaleko stosów stał brat Władysław, pozieleniały
na twarzy, próbując powstrzymać odruch wymiotny. Płomienie
powoli, opieszale trawiły kolejne ciała, kolejne krzyki milkły
nagle urwane jakby w pół dźwięku. Brat Władysław nie
bacząć na stojącego obok z obłąkańczym uśmiechem na
pomarszczonej twarzy ojca Konrada rzucił na ziemię księgę
trzymanią w dłoniach i oddalił się pospiesznie. Oczy Anny były
coraz mniej przytomne, płomienie na stosie wznosiły się, dotykały
powoli jakimiś zbłąkanymi językami ognia ciał obu kobiet. Nagle
wśród płomieni zamajaczyła jakaś postać. Półprzytomne
oczy Anny błysnęły, dziewczyna szepnęła coś niedosłyszalnie. W
samym środku stosu, między dwiema siostrami pojawił się
przystojny, postawny mężczyzna o czarnych jak u kruka, rozłożystych
skrzydłach, rozwiniętych jakby do lotu. Jego przenikliwe, zielone
jak dwa szmaragdy oczy płonąc gniewem wpatrywały się w tłum.
Oblicze jego było surowe i gniewne, lecz gdy spojrzał na Annę
stało się łagodne i dodające otuchy. Ujął w swoją dłoń białą
rączkę kobiety, a ona powoli, spokojnie opuściła powieki.
Mężczyzna zwrócił twarz ku Katarzynie, uniósł rękę
i delikatnie począł gładzić ją po czarnych, nadpalonych
włosach. Ona zaś opuściła głowę wtulając ją w jego dłoń a
jej oczy zamknęły się. Płomienie zdawały się omijać
mężczyznę, nie dotykać go. Nagle z pleców obu wydających
właśnie ostatnie tchnienie niewiast wybiły czarne skrzydła.
Mężczyzna raz jeszcze zgromił wzrokiem tłum który nie
pokrzykiwał już. Jedni szemrali tylko cicho, inni stali w
osłupieniu wybałuszając oczy. Postać w jednej chwili znikła , a
wraz z nim znikły także oba martwe ciała.

Dedykuję mojej siostrzyczce Lilith
oraz panom z owej partii monarchistycznej od Katolickiego Państwa
Narodu Polskiego i im podobnym radykałom z którymi miałam
przyjemność dyskutować wielce kultularnie ze stron obydwu w roku
2006

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi