Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna

Odkąd cię ujrzałem w snach musiałem cię mieć milcząca różo...

Stał pośrodku bezkresnego ogrodu
pełnego czerwonych i białych róż. Były takie piękne , a
każda z nich inna choć taka sama. Od każdego kwiatu emanowała
inna emocjonalna energia. Słońce oświetlało ogród ciepłym
blaskiem. Niebo było pogodne, nie nękane żadną chmurą, kłębiły
się tylko tu i ówdzie miękkie, śnieżnobiałe obłoczki
sunące powoli po jasnym błękicie. Podchodził do każdego kwiatu ,
wąchał, chłonął bijącą od nich energię, niektóre
delikatnie dotykał, lecz one pod nagłym powiewem wiatru usuwały mu
się spod palców, jakby uciekały przed jego dotykiem,
uchylały się pod jego pełnym zachwytu spojrzeniem. Gdy pochylał
się wydawało mu się, że słyszy szepty, jakby róże
szeptały coś miękkimi, zmysłowymi kobiecymi głosami zbyt jednak
cicho by mógł zrozumieć słowa. Wyprostował się, spojrzał
przed siebie. Jasny promień słońca padł na soczystą, zieloną
trawę. Wtedy ujrzał Ją. Wyrastała nie jak inne z ziemi lecz z
samego środka leżącego w trawie sporej wielkości kamienia. Poczuł
aurę niesamowitej tajemniczości, lekkiego , przyjemnego lęku jaki
czuł czasem czytając swoje ukochane fantastyczne opowieści. Bił
od niej również niepojęty magnetyzm, można by powiedzieć
nawet erotyzm, jednak taki jakiego nigdy przedtem nie czuł od żadnej
ze swych licznych kochanek. W kwiecie zdawały się kłębić
wszelkie znane i nieznane mu emocje i namiętności. Serce jego
zabiło mocniej, zapłonęło, rozgorzało żarem tysiące razy
silniejszym niż wszystkie te podczas tak wielu upojnych nocy jakie
dane mu było przeżyć w ciągu całego jego niespełna
trzydziestoletniego życia. „To ona” wyszeptał bezgłośnie,
ukląkł i dotknął opuszkami palców, najdelikatniej jak
tylko potrafił jej czarnych płatków. Róża nie
szeptała, milczała. Nie uchyliła się jak inne, miał wrażenie,
jakby wtulała się w jego dłoń. Poczuł ukłucie w serdecznym
palcu. Zmrużył oczy. Kwiat usunął się spod jego palców i
pochylił kielich ku ziemi. Kolec pozostał wbity głęboko w jego
skórę. Na szary kamień upadła kropla szkarłatnej krwi
mieszając się z inną kroplą, równie szkarłatną. Czarna
róża spoglądała na niego głębokimi, mądrymi, piwnymi
oczyma, jej wzrok był jakby nieobecny a w kącikach oczu tych
błyszczały krwawe łzy.

* * *

Adam powoli uniósł powieki.
Obrócił lekko głowę ku oknu. Leżał tak przez chwilę
spoglądając w pogodne, jasne niebo za szybą. Zamrugał
kilkakrotnie jakby starając się wrócić do rzeczywistości.
Z głośników przyciszonego radia dobiegał śpiew Anji
Ortodox „Odkąd cię ujrzałam w snach, musiałam cię mieć
milcząca różo...” Adam westchnął, powoli podniósł
się, usiadł na łóżku i zapalił papierosa.

* * *

Złociste liście szeleściły pod
stopami Adama. Jego świeżo wypastowane glany rozrzucały je na
wszystkie strony szurając o beton. Szedł zamyślony jak zawsze z
jakąś książką pod pachą tępo wpatrując się w ziemię.
Przystanął nagle a jego źrenice rozszerzyły się. Wprost pod jego
stopy płynął leniwie wąski strumyczek krwi. Zaczął powoli
podążać ku źródłu szkarłatnego strumienia, którym
okazał się po chwili zabudowany śmietnik. Przez chwilę stał
przed wejściem z którego sączyła się krwawa stróżka
i nasłuchiwał. Nie dobiegał stamtąd jednak nawet najcichszy
dźwięk. Wreszcie usłyszał coś - ciche miałknięcie. Jednak nie
dobiegało ono ze śmietnika ale zza pleców Adama. Obejrzał
się za siebie. Na krawężniku siedział duży czarny kot
przyglądając się nieruchomo Adamowi zielonymi ślepiami. Mężczyzna
kącikiem ust posłał zwierzęciu blady uśmiech i wszedł w
zabudowanie śmietnika. Zamarł z lekko uchylonymi ustami. Między
pojemnikami na odpady w niewielkiej czerwonej kałuży siedziała
zupełnie naga kobieta o czarnych, lekko falowanych długich włosach
i idealnym na pierwszy rzut oka ciele. Twarz ukrywała między
kolanami. Wokół nieznajomej roznosiła się niesamowita aura
tajemniczości i magnetyczny erotyzm. Adam wyraźnie czuł kłębiące
się w niej tysiące emocji tych znanych i takich których nie
potrafił nazwać, raziły one sprzecznościami i chaosem. Kobieta
drgnęła lekko jakby wyczuła jego obecność (usłyszała pewnie
kroki ciężkich butów i szelest długiego skórzanego
płaszcza), lecz nadal tkwiła w tej samej pozie niewzruszona. Adam
poczuł nagły przypływ namiętności zmieszanej z gorącą
czułością. Była taka piękna... Podszedł, ukląkł w kałuży
krwi nie zważając na nowe spodnie i delikatnie opuszkami palców
dotknął ramienia czarnowłosej kobiety. Drgnęła. W pierwszej
chwili całe jej ciało zesztywniało jednak zaraz rozluźniła się
i miękko z niesamowitą ufnością wtuliła się w ramię Adama.
Przycisnął ją mocno do siebie i gładził delikatnie po nagich
plecach. Jej skóra była delikatna, miękka, aksamitna.
Siedzieli tak a świat wokół dla Adama przestał istnieć,
byli tylko oni dwoje. Nie wiedział ile minęło czasu gdy nagle
oderwała się od niego i wróciła do poprzedniej pozycji, gdy
tulił ją do siebie był poza czasem i przestrzenią. Spróbował
nieśmiało przysunąć się do niej, ponownie objąć, ale zgrabnym
ruchem wywinęła się. Przez chwilę siedział wpatrując się w nią
zamyślony, po chwili cicho, nienaturalnie ciepłym, miękkim i
łagodnym głosem dla niego zawsze przybierającego pozę twardziela
odezwał się w końcu.

  • Nie będę o nic pytał, obiecuję.
    Pozwól mi tylko zabrać cię stąd. Będziesz bezpieczna.

Kobieta powoli uniosła głowę. Jej
twarz była oszałamiająco piękna. Zdecydowane rysy twarzy, blada
cera bez najmniejszej skazy, pełne, ciemne usta i te oczy...
Spoglądała na niego głębokimi, mądrymi piwnymi oczyma. Jej wzrok
wydawał się nieobecny. Te oczy przypominały mu coś, jakby już
wcześniej je widział, szukał przez dłuższą chwilę w pamięci
owego wspomnienia, jednak daremnie, uleciało mu z głowy
prawdopodobnie bezpowrotnie. Wpatrywała się tak w niego długo a on
nie popędzał jej ale lekkim uśmiechem i wzrokiem pełnym
łagodności i zrozumienia starał się zapewnić ją o swoich
dobrych zamiarach. Nagle w jej oczach pojawił się błysk
niepohamowanej radości , lecz tylko na chwilę. Za moment odmalował
się w jej spojrzeniu bezkresny smutek. Twarz kobiety i jej sposób
okazywania emocji były dla Adama tak bardzo fascynujące... Twarz
nie wyrażała nic, była wciąż kamienna, nieruchoma, pozbawiona
jakiejkolwiek mimiki, jakby wykuta w marmurze. Emocje zdradzały
tylko oczy, w nich jednak wszelkie odczucia malowały się z tak
niepojętą siłą jakby za chwilę miały eksplodować, a potrafiły
zmieniać się w jednym mgnieniu oka tak diametralnie a zarazem tak
naturalnie lub mieszać się ze sobą w mikstury porażających
sprzeczności. Nieruchoma, spokojna, senna postać, a w oczach wulkan
emocji i odczuć, wodospad pędzący z niewyobrażalną siłą... i
ten ich chaos. Teraz oczy kobiety wyrażały jednocześnie radość,
nadzieję, ufność, smutek, wstyd, strach i wiele innych uczuć
których Adam nie potrafił nazwać znanymi mu słowami, choć
doskonale rozumiał ich znaczenie. W całym tym emocjonalnym chaosie
każde poszczególne uczucie było tak wyraźne, czytelne,
intensywne, iż nie miał trudności z ich rozróżnieniem,
zauważeniem i zidentyfikowaniem. Wszystko to było dla niego tak
niepojęte i fascynujące, że jeszcze bardziej jej pragnął,
pożądał...kochał. Tak, wiedział już że to właśnie to
uczucie, którego nigdy dotąd nie zaznał wśród
licznych romansów, erotycznych przygód, podróży
w dziesiątki kobiecych ciał. Skąd to wiedział i jak mógł
pokochać ją po pierwszym spojrzeniu, pierwszym dotyku pozostawało
dla niego nigdy nie odkrytą zagadką, jednak nie na tyle istotną by
to teraz roztrząsać. Istotna była ona i tylko ona. Milczeli długo
jeszcze wpatrując się nawzajem sobie w oczy tak głęboko jakby
chcieli zajrzeć w najgłębsze zakamarki swoich istnień. Po chwili
Adam przerwał milczenie.

  • Będziesz bezpieczna,
    obiecuję.

Kobieta spojrzała na niego ze
zdziwieniem a raczej niebywałym zaskoczeniem, zdumieniem, jakby
przemówił do niej w najbardziej niezwykłym języku. Nagle
piwne oczy rozbłysły nadnaturalnie intensywną nadzieją,
zapłonęły. Powoli pokiwała głową na znak przyzwolenia. Adam
uśmiechnął się, wstał i podał jej rękę. Podniosła się
powoli zgrabnym, płynnym ruchem. Jej czarne włosy opadły falując
lekko na ramiona i plecy. Zdjął płaszcz i okrył ją a następnie
lekko przytulił na krótką chwilę. Tak pragnął zaopiekować
się nią tak czule i troskliwie jak nigdy dotąd nie potrafił.

  • Jak masz na imię? Ja
    jestem Adam.

Spojrzała na niego i poruszyła
bezgłośnie ustami. Starał się odczytać słowo z ruchu jej warg,
był on jednak zbyt niewyraźny. Wyraz jej oczu był zawstydzony i
przepraszający.

  • Nie możesz mówić?

Skinęła powolnie głową. Adam
uśmiechnął się ze zrozumieniem i akceptacją co rozjaśniło
piwne oczy spokojem i radością. Wskazała na ziemię. W kałuży
krwi leżał mały skórzany portfelik. Adam podnosząc go zdał
sobie sprawę z czegoś, na co nie zwrócił do tej pory uwagi.
Mimo krwawej kałuży na ziemi na ciele kobiety nie odnalazł
wzrokiem choćby najmniejszej rany ani skaleczenia. Wydało mu się
to dziwne lecz odpędził od siebie tę myśl uznając za mało
istotną. Ważne było że ona tu jest i radosne , że nie jest jak
mu się wydawało ranna. Otworzył portfelik z przekonaniem że w nim
znajdzie dokumenty nieznajomej. Długa penetracja okazała się
jednak bezowocna, portfel był pusty.. Adam wstał i potrząsnął
nim po raz ostatni. Tym razem wypadło z niego coś- mała,
nadpalona, pożółkła karteczka zwinięta w rulonik. Podniósł
ją i rozwinął. Treść była nie do odczytania, zamazana,
zaplamiona, rozmyta jakby kroplami wody. Długo próbował
rozszyfrować ślady słów zapisanych na papierze. Odczytać
udało mu się tylko pierwszy akapit: :A imię me Destrukcja, siostra
przyrodnia...” Dalej nie dało się przeczytać już nic.

  • Destrukcja?- ze zdumieniem
    spojrzał na kobietę.

Przytaknęła powolnym ruchem głowy.

  • Dobrze, jeśli chcesz będę
    cię nazywał Destrukcją.

Adam uśmiechnął się do niej
pobłażliwie. Odczuwał lekki lęk spowodowany niesamowitością
coraz dziwniejszej sytuacji, jednak ta otoczka tajemnicy sprawiała,
że kobieta jeszcze bardziej fascynowała go. Lekki dreszczyk emocji
i skok adrenaliny jeszcze bardziej rozpalały go i przyciągały do
niej. Ujął jej dłoń i wyprowadził ją z cuchnącego schronienia.

* * *

21.11.2006-10-23

Minął już miesiąc odkąd ją
odnalazłem. A każdy nowy dzień jest cudem. Jest tak czuła i
delikatna, zmysłowa, opiekuńcza. Nigdy jeszcze nie poznałem takiej
kobiety. Tak silna a zarazem taka wrażliwa. Tak bardzo różni
się od wszystkich tych tanich dziwek i skrzywdzonych, naiwnych
dziewczynek. Nie przeszkadza mi, że jest niema. Jej oczy mówią
wszystko co można powiedzieć. Rozumiem ją bez słów. Po raz
pierwszy w życiu jestem naprawdę szczęśliwy.

* * *

Adam wchodził po schodach ledwie
powłócząc nogami. Dziś w pracy miał wyjątkowo ciężki
dzień, był skrajnie wyczerpany. Otworzył drzwi i wszedł do
mieszkania. Światło było zgaszone. Skierował się do sypialni.
Pokój oświetlony był światłem świec stojących w
mosiężnym lichtarzu, który nie dawno upatrzyła sobie
Destrukcja (miała wielkie upodobanie do antycznych przedmiotów)
a on bez wahania kupił go dla niej. Na ławie stało nakrycie dla
dwóch osób i butelka czerwonego wina. Z radia dobiegał
cichy śpiew Anji Ortodox : „Zaklęta w marmur czekam aż ktoś
mnie zbudzi, cofnie czas...” Adam uśmiechnął się resztkami sił.
„Moja kochana...” wyszeptał. Ponieważ owej kochanej nigdzie nie
było widać ani słychać położył się na świeżą, białą
pościel obsypaną płatkami czerwonych róż. Nie zauważył
nawet kiedy jego powieki opadły. Usnął.

Ze snu wyrwał go nagły,
niespodziewany trzask tłuczonego szkła. Gwałtownie podniósł
się i usiadł. Stała przed nim Destrukcja w samym czerwonym
fartuszku kuchennym przewiązanym na nagim ciele. Spoglądała na
niego a jej oczy ciskały pioruny. Emanowała od niej wściekłość.
Na podłodze obok łóżka leżał stłuczony wazon z którego
wyciekała powolnym strumieniem woda, a czerwone róże
rozrzucone były wokół kawałków szkła.

  • Kochanie wybacz...

Wstał i próbował przytulić
ją. Odepchnęła go z nienaturalną dla jej wątłego ciała siłą.
Z impetem poleciał na ścianę uderzając w nią głową.

* * *

Otworzył powoli oczy. W głowie czuł
tępy ból, na dłoni zaś miękki, delikatny dotyk. Destrukcja
klęczała przy łóżku trzymając w dłoniach jego dłoń. Na
policzkach miała krwawe rozmazane smugi. Wydało mu się to dziwne
lecz był zbyt skołowany by się nad tym zastanawiać. Powoli zaczął
przypominać sobie co stało się poprzedniego wieczora. Spojrzał na
nią ze strachem, złością i wyrzutem jednocześnie. Wyrwał dłoń
z jej uścisku. Opuściła głowę wstydliwie, zaczęła lekko drżeć
na całym ciele. Usiadł i uniósł jej głowę, spojrzał w
jej oczy. Malował się w nich niewyobrażalny smutek i wstyd. W
jednej chwili wszystko co się wydarzyło przestało się dla niego
liczyć, już o niczym nie pamiętał. Przytulił ją mocno i
pocałował w policzek. Wtuliła się powoli uspokajając.

* * *

10.12.2006

Nie rozumiem dlaczego Krzysiek tak boi
się Destrukcji. Raz jeden widział ją na oczy i postanowił więcej
nie przychodzić do mnie gdy ona jest w domu. Twierdzi że ona jest
„nie z tego świata”. Zawsze miał wybujałą wyobraźnię i tego
swojego świra na punkcie zjawisk paranormalnych ale tym razem
przesadził. I to się nazywa przyjaciel... Świr i tyle.

* * *

Adam otworzył drzwi i wszedł do
mieszkania. Światło świeciło się we wszystkich pomieszczeniach.
Destrukcji jednak nigdzie nie było widać. Wszedł do salonu i
rozejrzał się. Spostrzegł ją siedzącą na parapecie i głaszczącą
w zamyśleniu dużego, czarnego kota zwiniętego w kłębek na jej
kolanach. Podszedł do niej i dotknął jej ramienia. Zarówno
ona jak i kot podnieśli głowy w tym samym momencie. Kot rzucił mu
przelotne spojrzenie po czym czmychnął przez otwarte okno,
Destrukcja natomiast wpatrywała się w niego smutnym, nieobecnym
wzrokiem. Zaczął całować jej twarz, szyję po czym przytulił
mocno. Ożywiła się nieco, objęła go. Podniósł ją ,
zdjął z parapetu i w ramionach zaniósł na łóżko.
Położył się obok niej i przytulił ją czule. Wtulona w jego
ciało szybko zasnęła.

W środku nocy Adama obudził gwałtowny
ruch Destrukcji zrywającej się z łóżka jak oparzona.
Usiadł pospiesznie i spojrzał na nią, chciał wstać...nie zdążył.
Rzuciła mu tylko krótkie spojrzenie pełne niewyobrażalnego
przerażenia po czym uciekła z pokoju. Pobiegł za nią, ona jednak
wbiegała właśnie do łazienki trzaskając za sobą drzwiami.
Słyszał jak przekręca klucz w zamku a potem łoskot spadających
na posadzkę przedmiotów, brzęk tłuczonego szkła. Długi
czas stał pod drzwiami waląc w nie pięściami. Gdy to nie
poskutkowało próbował wyważyć je na rozmaite sposoby,
wszystko na nic. Drzwi sprawiały wrażenie zamkniętych na dziesięć
spustów. Wreszcie zrezygnowany wrócił do łóżka.
Na głowę nasunął poduszkę i rozpłakał się jak dziecko. Po
jakimś czasie zasnął wreszcie wyczerpany.

Gdy rano obudził się obok niego
wtulona jakby nigdy nic leżała Destrukcja pogrążona w głębokim
spokojnym śnie oddychając równo, powoli, miarowo.

* * *

14.01.2007

Nie mam pojęcia co dzieje się z
Destrukcją. Ostatnio coraz częściej jest smutna, przygnębiona,
nieobecna, zamyślona. Mam wrażenie że mnie unika. Martwię się o
nią a zarazem boję się...może po prostu przestała mnie
kochać...Nie wiem co ze mną będzie jeśli mam rację. Chyba nie
potrafię już bez niej żyć. Bez niej nic nie ma sensu. Bez niej
nie istnieję.

* * *

Stanęła w drzwiach łazienki naga,
ociekająca wodą. Odrzuciła na plecy mokre włosy. Adam podszedł
do niej chcąc ją przytulić. W pierwszej chwili wtuliła się ufnie
jak zawsze, położyła mu głowę na ramieniu. Uśmiechnął się.
Nagle odepchnęła go i odwróciła się plecami. Stał przez
chwilę oszołomiony, po chwili wyciągnął dłoń, dotknął jej
wilgotnych, jedwabistych pleców. Wywinęła się spod jego
palców. Opuścił głowę i wycofał się pod ścianę z
trudem powstrzymując łzy. Usiadł opierając się o ścianę i
ukrył twarz w drżących dłoniach. Destrukcja odwróciła się
i spojrzała na niego. Przez chwilę stała tak wpatrzona w niego
jakby bijąc się z własnymi myślami. Po chwili podeszła, uklękła
obok niego i czule go przytuliła. Wtulił się jak dziecko w jej
ramiona.

* * *

28. 05. 2007

Destrukcja jakoś dziwnie zaczęła
tyć, rano często wymiotuje i ma dziwne zachcianki pokarmowe. Chyba
jest w ciąży. Zostanę ojcem. Jestem taki szczęśliwy.

* * *

Destrukcja siedziała na kanapie
wpatrzona w jakiś punkt na przeciwległej ścianie. Adam siedział u
jej stóp, głowę ułożył na kolanach kobiety. Leniwie
mijało sobotnie popołudnie. Uniósł głowę i dotknął jej
pokaźnych rozmiarów brzucha. Poczuł przyjemne ciepło. Jej
piwne oczy rozjaśnił lekki radosny błysk. Głaskał delikatnie
okolice jej pępka. Nagle poczuł kopnięcie maleńkiej stópki
na swojej dłoni. Jego twarz rozpromieniła się.

* * *

29.10.2007

Tydzień
temu urodziła się Amelia, moja maleńka córeczka. Jest taka
śliczna, ma oczy po mamie, będzie kiedyś do niej podobna. Jestem
najszczęśliwszym ojcem na świecie. Destrukcji też macierzyństwo
służy, znów jest radosna, promienieje wprost a dla mnie
stała się jeszcze bardziej czuła niż kiedyś. Oboje nie widzimy
świata poza Amelią.

* * *

Tej
nocy piętnaście minut po godzinie drugiej całe miasto zostało
nagle brutalnie wyrwane ze snu. Powietrze przeciął bowiem mrożący
krew w żyłach jęk powoli przechodzący w krzyk. Roznosił się on
w jakiś niepojęty sposób po wszystkich zakątkach uśpionego
miasta a był to przeraźliwy, przeszywający, nieludzki krzyk
rozpaczy. Mieszkańcy długo jeszcze nie mogli usnąć, a owego
krzyku nie zapomną do końca życia. Każdemu kto go usłyszał wrył
się on w pamięć tak mocno, iż nigdy nie da o sobie zapomnieć i
długo jeszcze brzmieć będzie echem w uszach.

* * *

Wczoraj rano, dnia 16. 12.br. policja
zawiadomiona przez sąsiadów o dziwnych odgłosach
dobiegających z jednego z mieszkań przy ulicy Węgielnej odnalazła
zwłoki 29-letniego Adama L. zamordowanego we własnym łóżku
oraz niespełna dwumiesięcznej dziewczynki uduszonej we śnie.
Sprawca jest nieznany, policja wszczęła dochodzenie. Niezwykłym
aspektem spawy jest narzędzie jakim zamordowany został Adam L.
Mianowicie funkcjonariusze odnaleźli w jego piersi ogromnej
wielkości kolec róży.

/Nasze miasto 17.12.2007/

Dla Łukasza i dla Amadeusza i Noca.

Odpowiedzi

portret użytkownika Adnaja

Czytałam z wielkim, wielkim

Czytałam z wielkim, wielkim zainteresowaniem i na pewno jeszcze nie raz przeczytam. Zakończenie dość intrygujące ;p
Ogólnie pozostawia po sobie dziwne, nieokreślone wrażenie, choć jest mi z tym dobrze.

"Jeśli nigdy nie grzeszysz przeciwko rozsądkowi, nigdy do niczego nie dojdziesz"
Albert Einstein

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi