Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna | Blogi | Eviva's blog

Część XVII: PONOWNIE ZWYCIĘZCA

Zaatakowali go leniwie, w sposób wyraźnie sygnalizujący, co mają zamiar zrobić i Silvand niemal się uśmiechnął, przechodząc do kontrataku. Walka z kilkoma przeciwnikami naraz to było cos, czego uczył się pod okiem Półboga całymi dniami, a tworzeni przez niego przeciwnicy byli o niebo groźniejsi niż ci chopcy z akademii. Jednego powalił klasycznym uderzeniem w kolano, drugiego zbił z nóg kopnięciem z pełnego obrotu, wymierzonym w żołądek. Trafił trochę wyżej, niż zamierzał, ale rezultat i tak był wcale zadowalający. Trzeci z siłaczy zawahał się nieco, a na jego twarzy odbił się kompletny brak zrozumienia. Silvand bez wysiłku stanął na rękach, błyskawicznie zarzucił mu nogi na szyję i przewrócił na deski. Wokół zabrzmiała istna burza oklasków. Jak zauważył Ternańczyk, klaskał też sam cesarz, i kto wie, czy nie najżarliwiej.. Był wyraźnie zachwycony, czego nie dałoby się powiedzieć o zawodnikach. Szybko pozbierali się i stanęli na nogi, a ich oczy miotały pioruny gniewu. Silvand sprężył się, przewidując, że właściwa próba dopiero się dla niego rozpocznie. Nie chodziło tylko o powalenie zawodników, walka miała się chyba skończyć dopiero wtedy, gdy któraś ze stron nie będzie zdolna do walki.
Zapaśnicy zaatakowali niemal jednocześnie. Księciu nie udało się uniknąć wszystkich ciosów, ale te, co trafiły w cel, niespodziewanie rozjątrzyły go. Skontratakował zajadle, chwycił ramię jednego z zapaśników i poczuł raczej, niż usłyszał, jak kości tamtego pękają, choć byłby przysiągł, ze nie używa całej siły. Odepchnął unieszkodliwionego przeciwnika na bok i w tej samej chwili dostał takie uderzenie w brzuch, że poleciał do tyłu, uderzając głową w jeden ze słupków podtrzymujących liny. Zerwał się natychmiast, z wściekłością i rozpaczą w oczach, w samą porę, by uderzeniem na odlew powalić bliższego z przeciwników. Nie dbał w tej chwili o to, czy zrobił mu krzywdę – pewnie tak, gdyż włożył w ten cios całą siłę, na jaka było go stać. Został jeszcze jeden. Ten był ostrożniejszy niz jego koledzy, być może miał zimniejszą krew, a może był od nich nieco mądrzejszy. Przez chwilę okrążali się niczym dwa wilki, mierząc się nawzajem wzrokiem, potem przeszli do zwarcia i Ternańczyk dostał silne uderzenie w krtań, że stracił oddech, a w oczach zamigotały mu setki iskier. Raczej instynktownie niż z rozmysłu odchylił się w bok, o włos unikając kolejnego morderczego uderzenia, które mogło zakończyć walkę. Chwytem zwanym halo przewrócił zapaśnika, oplatając go ramionami, jak mógł najmocniej. Jego siły kończyły się, musiał jak najszybciej doprowadzić do rozstrzygnięcia tej walki. Zapaśnik wił się w jego objęciach, kopał, trafiając w czułe miejsca z jadowitą precyzją, ale nie mógł się wyrwać. Silvand nie na darmo był szkolony w walce przez Półboga, nie na darmo walczył całymi godzinami z kadawrami, które Półbóg stwarzał na poczekaniu, ale teraz nie miał do dyspozycji siły Tytana, jedynie własne. Na szczęście starczyło mu ich. Gdy wreszcie poczuł, że żebra przeciwnika zaczynają trzeszczeć, puścił go i uderzył pięścią w skroń. To był koniec walki. Silvand wstał i, chwiejąc się na nogach, wśród niekończącej się burzy oklasków, zszedł z podwyższenia. W tej chwili nie czuł, jak bardzo był zmaltretowany, czuł jedynie zmęczenie, zniechęcenie i ogromny niesmak. Entuzjazm rashańskiej elity sprawiał mu realną przykrość – odczuwał to tak, jakby zrobiono z niego przestępcę i cieszono się z tego.
Nazar czekał na niego na głównym dziedzińcu.
- Idź do siebie – powiedział z niemal ojcowska czułością, kładąc mu na ramieniu swa wielką łapę – Przez kilka dni będziesz do niczego, ale nie przejmuj się tym. Odpoczywaj. Zyskałeś w oczach cesarza i jego syna, naprawdę nie masz się czego wstydzić. Pokonać trzech atletów z akademii, no no...
- Nie jestem z tego dumny. Nienawidzę przemocy i nie wybaczę Igorowi, ze do tego doprowadził. Wysłałem trzech młodych ludzi, którzy nic mi nie zawinili, do szpitala i to nie z własnej woli, a zmuszony. Gdzie tu powód do dumy?- spytał gorzko Ternańczyk.
- Taki, że ty tam nie trafiłeś. No idź już.
Silvand posłusznie powlókł się do swego pokoiku nad stajnia. Ciągle czuł się nienajgorzej, przynajmniej fizycznie, ale był jak otępiały. Położył się na łóżku i zasnął jak kamień. Obudził go dopiero łomot gradu, walącego wściekle w ścianę i okno. Pora gradowa trwała nadal, choć aż takich opadów, jak ten przy końcu żniw, już nie było. Mimo to lepiej było nie wychodzić wtedy na dwór, bo kawałki lodu dochodziły do wielkości gołębiego jaja. Silvand wstał i ociężale zszedł na dół. Bolała go głowa, pragnął pooddychać trochę chłodnym, wilgotnym powietrzem, cudownie świeżym, jak zawsze po gradowej zamieci. Nim dotarł do drzwi stajni, burza przycichła i tylko drobne kawałeczki lodu padały jeszcze z ciemnego nieba. Silvand z rozkoszą wciągnął w płuca zimne powietrze, wilgotny opar, unoszący się nad pełnym gradowych kulek dziedzińcem. Te noce po gradobiciach miały nieodparty czar, jakby były nie z tego świata. Tylko one godziły go jakoś z gorzką niewolą i oderwaniem od tego, co było całym jego życiem.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi