Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna | Blogi | Eviva's blog

Część XVIII: ZMIANA PRZYDZIAŁU

- Jak ty jeszcze na nogach stoisz?
Suchy, kłujący głos wyrwał go z rozmarzenia. Niedaleko niego stał książę Igor, owinięty w aksamitną pelerynę i palił w zadumie papierosa, spoglądając na Ternańczyka lśniącymi zielono oczami. Był mniej wrogi, niz. Zazwyczaj, zdawał się być niemal przyjazny, ale Silvand nie ufał tej zmianie i miał się na baczności.
- Jakoś stoję, a bo co? Rozczarowany? - spytał.
Igor potrząsnął zdecydowanie głową.
- Wiedziałem, że jesteś kawał twardziela – odparł – Obserwuję cię przeciez od początku. Myślałem kiedyś, żeś jakiś mazgaj, a ty... No nic. Kiedyś jeszcze wrócimy do tej rozmowy. Dobranoc, siłaczu.
Niespodziewanie zgasił papierosa na obnażonym ramieniu Silvanda i odszedł, nie oglądając się za siebie.
- Co za drań – pomyślał Ternańczyk, chłodząc oparzone miejsce kawałkiem lodu, podniesionym z ziemi – A jednak... mam wrażenie, że w innych okolicznościach mógłbym go nawet polubić. Co za dziwaczny układ...
Postawszy jeszcze chwilę wrócił na górę i położył się do łóżka. Jak na jeden dzień miał stanowczo dość wrażeń.
Tak, jak przypuszczał, następnego dnia nie mógł nawet podnieść się o własnych siłach. Bolało go całe ciało, tak jakby został bez litości obity grubą pałką. Trudno mu było uwierzyć, że nie ma złamanej żadnej kości, ale przecież lekarz, który obmacał go uczciwie niedługo po walce, powiedział, ze są całe. Obrażeń wewnętrznych też nie stwierdził. Nie pozostawało nic innego, jak wytrzymać. Nazar zwolnił go z pracy, oferował mu nawet jakieś środki przeciwbólowe, ale Silvand nie chciał rashańskich leków. Czuł do nich niewytłumaczalny wstręt i wolał cierpieć, niż łykać jakieś nieznane mu proszki. Kilka razy zajrzała do niego też Dormicja, pytając, czy czegoś mu nie trzeba albo czy coś zje. Nie mógł jeść, ale pił dużo i chciwie, co wiązało się z kłopotliwym, w jego sytuacji wstawaniem do toalety.
Intrygowała go Dormicja. Ta drobna niewolnica każdą wolną chwilę spędzała na przygotowywaniu wyprawki dla swego mającego się narodzić dziecka, a mimo to znajdowała jeszcze czas, by pomagać innym. Była pełna radości życia i zyczliwości zadziwiającej w jej sytuacji. Silvand wiedział już, że odbywała niewolę za długi, zaciągnięte przez jej męża. Prawo Rashanu dopuszczało taką formę spłaty zobowiązań, które wtedy zwracało wierzycielom cesarstwo. Mąż Dormicji najpierw zaciągnął duże długi na nazwisko żony, a potem uciekł, zostawiając ją brzemienną, i do tej pory nie można go było znaleźć. Dormicja nie przejmowała się jakoś tym, ze została porzucona, i że spłaca swoją niewolą długi męża.
- Jest mi tu całkiem dobrze – wyjaśniła Silvandowi – Wiem, ze będę miała opiekę podczas połogu, i że moje dziecko będzie mogło być ze mną cały czas... Wolę odpracować te dwa lata, niż żeby bank zabrał mi dom i wszystko, co mam, jak to bywało dawno temu.
Tak, to był argument. Oprócz pechowych dłużników niewolnikami zostawali drobni przestępcy, mało groźni, ale nieuczciwi, wymagający resocjalizacji chuligani i różni awanturnicy. Także złapani na ulicy pijacy, jako że pijaństwo, bardzo rozpowszechnione w Rashanie, stało się plagą społeczną i cesarz wypowiedział mu wojnę. Wszystko to było bardzo logicznie pomyślane i zapewnie uzasadnione ekonomicznie, Silvand miał jednak pewne wątpliwości co do moralnej strony całego przedsięwzięcia.
Dopiero po kilku dniach ból zmniejszył się na tyle, by Ternańczyk mógł wstać. Ciągle był slaby i wszystko wypadało mu z rąk, ale mógł już jeść i próbował wziąć się do codziennej pracy. Nazar zastał go, jak nakładał koniom obrok i zbeształ go solidnie.
- Póki co, będziesz pracował w ogrodach – zakończył gniewną tyradę - To lżejsza praca, a poza tym zejdziesz z oczu Igorowi. To też ważne, bo uwierz, że wolałbym, żebyś nie popadł więcej w konflikt z tym chłopakiem.
- Taki silny? Dlatego, że jest następcą tronu?
- Ależ on wcale nie jest następcą. Na tron miał wstąpić po cesarzu Polo, ale teraz pewnie będzie to owo dziecko, co ma się urodzić... U nas tron dziedziczy najmłodszy potomek, nie najstarszy. Jednak Igor to wyjątkowy młodzieniec. Jest owszem drań, ale ma zalety: jest twardy, inteligentny i na swój sposób prawy. Był nawet przywódcą tutejszej parandee...
Silvand nie zdążył już spytać, czym jest paradee , gdyż ktoś zawołał nadzorcę, który przed odejściem przykazał mu surowo natychmiast stawić się do dyspozycji głównego ogrodnika. To mogło być jak wakacje, na pewno zbawienne dla zmaltretowanego na ciele i duszy Ternańczyka. Znał tę pracę... Ezze nauczyła go chodzić koło kwiatów z miłością i staraniem... Miał wtedy czternaście lat i za chuligański wybryk został skazany przez Radę Królewską na dwumiesięczną niewidzialność. Polegało na tym, że nie dostrzegano go. Nikt nie miał prawa zwrócić w jakikolwiek sposób uwagę na ukaranego. Ani odezwać się, ani odpowiedzieć, ani nawet patrzeć, dopuszczalna była jedynie pomoc w przypadku zagrożenia .życia. Była to kara bardzo surowa dla chłopca, który był jeszcze dzieckiem, ale według praw Terny królewicz musiał być traktowany surowiej niż przeciętny obywatel, podobno dlatego, żeby nie było podejrzeń o kumoterstwo. Nie wiedział, co ma ze sobą robić, więc wóczył się to tu, to tam... wreszcie wyszedł do ogrodów i tam zobaczył Ezze. Widział ja po raz pierwszy, drobną dziewczynę o dziwnych włosach, okrytą nędznymi szmatkami. Przycinała róże. Później dowiedział się, że nieraz juz pomagała w ten sposób ich ogrodnikowi, który był już stary i schorowany, a nie ufał swym podwładnym. Wyprostowała sięi spojrzała na chłopca.
- Cześć – powiedziała ciepło – Jesteś książę Silvand, prawda?
- Tak – odparł machinalnie, zdumiony tym, że wogóle się do niego odezwała i dodał – Ja jestem ukarany, nie wolno nawet na mnie patrzeć... Takie jest prawo.
Ezze wzruszyła ramionami i odsunęła z twarzy pasmo wijących się włosów. Pomyślał, że chyba nie jest starsza, niż on, tylko te oczy...
- Nie znam takich praw – powiedziała – Nawet nie chcę ich znać. Zresztą nie jestem stąd. Chcesz poprzycinać ze mną drzewka?
Tak się zaczęła ich znajomość. Raczej przyjaźń, poprawił się w myśli i postanowił przestać wspominać. To było niepotrzebne, tylko sprawiało ból. Lepiej było pójść i zameldować się naczelnemu ogrodnikowi jako niewolnik oddelegowany do pracy. Znał go już, małego brodacza o zapalczywym usposobieniu, przypominającego gnoma z bajek, podobno mistrza w swoim fachu. Dużo gderał, ale nie był złośliwy i traktował swych pracowników łagodnie. Jakkolwiek tam będzie, na pewno będzie spokojniej, niż na na głównym dziedzińcu. A Silvand bardzo teraz potrzebował spokoju.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi