Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna | Blogi | Eviva's blog

Część IV: NIESPODZIEWANA WIADOMOŚĆ

Ezze zeskoczyła z muru i odeszła, kołysząc na ramieniu swój ukochany serenit. Silvand śledził jej wiotką postać, póki nie znikła mu z oczu, a potem z ciężkim westchnieniem ruszył do zamku.
- Chciałbym mieć swój własny dom – pomyślał, mijając straże – Tylko mój, gdzie nikt by mnie nie śledził i gdzie nie musiałbym uważać na każdy swój ruch.
Wiedział dobrze, że to nierealne. Jego ojciec nigdy nie zgodziłby się na to. Nikt z rodziny królewskiej nie mógł mieszkać nigdzie poza pałacem, w każdym razie nikt z pierwszej linii pokrewieństwa. Obowiązująca etykieta nie dopuszczała takiej możliwości.
- Ezze powiedziałaby, że za dużo chcę od życia – myślał dalej, idąc korytarzem, pustym o tej porze dnia – Że powinny mi wystarczyć moje komnaty. No i pewnie miałaby rację, ale co ja poradzę, że jest mi źle?
Tu zgubił wątek myśli, usłyszał bowiem cichą rozmowę w korytarzu obok. Nie zwykł podsłuchiwać, ale rozpoznawszy głos swego ojca przystanął machinalnie.
- Nie myśl, ze sprawiło mi to przyjemność.- mówił król głosem, z którego przebijało rozżalenie, wstyd i złość.
- Wiem, że nie – Silvand rozpoznał głos Wielkiego Kanclerza – Ale Rada Starszych miała rację. Miłościwy Panie, nie chcę was ranić… zresztą bardzo lubię waszego syna…. Ale on nie jest odpowiednim materiałem na przyszłego króla. To niepoważny lekkoduch, sami musicie to przyznać. Lubię go, wszyscy go lubią, ale nie chciałbym dożyć dnia, w którym zasiądzie na tronie.
Wielki Kanclerz mówił z brutalną szczerością, do której miał prawo z racji urzędu i sędziwego wieku. Rada Starszych była w Ternie, podobnie jak w innych państwach Zachodniej Półkuli, najwyższym organem ustawodawczym, ale nawet ktoś do niej nienależący był w podeszłym wieku bardzo szanowany. Być może przyczyną było to, że na Arnanie rzadko kto dożywał sędziwego wieku, to znaczy powyzej sześćdziesięciu lat. Przyczyny nie znano, choć już któreś pokolenie naukowców usiłowało rozwiązać tę zagadkę. Jakby dla kompensacji tego faktu, Arnanie bardzo długo zachowywali młodzieńczy wygląd i nie trapiły ich typowe dolegliwości, związane z upływem lat.
- Wiem, wiem – westchnął król – Kocham tego chłopca, ale przyznaję, zawiódł moje oczekiwania. Dlatego musiałem się zgodzić. Corado będzie lepszym następcą tronu, a w dalszej konsekwencji i królem. Silvand to zrozumie, myślę zresztą, że nawet poczuje ulgę. Nigdy nie obchodziło go nic poza zabawą, a już najmniej sprawy państwowe.
Królewicz oparł się o ścianę, zamknął oczy i nagle wybuchnął szaleńczym śmiechem. Sam był zdziwiony taką reakcją, ale nie mógł się powstrzymać. Absurdalność tej sytuacji była nieprawdopodobna – on, który od czterech lat walczył o to, by władzy w państwie nie przejął zbrodniczy pomyleniec, zostaje teraz odsunięty od swego urzędu i to z winy wizerunku, który sam musiał sobie stworzyć w celu niezbędnego kamuflażu! To rzeczywiście zakrawało na jakąś farsę.
Śmiał się jeszcze, gdy otworzywszy oczy ujrzał ojca i Kanclerza przy sobie. Musieli przybiec, usłyszawszy go, bo stali teraz przed nim, wyraźnie zaniepokojeni i zmieszani.
- Nic nie mówcie – uprzedził ich – Wszystko jasne. Dla dobra publicznego i tak dalej. I dobrze. Nie myślcie, ze będę was błagać.
Ruszył niemal biegiem do swojej sypialni. Tu chociaż był bezpieczny, bo nikomu nie wolno było wejść bez jego zezwolenia, gdy tam przebywał. Mimo to zamknął jeszcze drzwi na klucz, zerwał z siebie ubranie i, wskoczywszy do łóżka, nakrył się kołdrą aż na głowę. Bał się, ze teraz na odmianę zacznie płakać, ale na szczęście udało mu się opanować. Miał wrażenie, że zapada w pustkę. Właśnie odebrano mu ostatnią rzecz, która wiązała go z realnym życiem – teraz czuł się jak ktoś, kogo nie ma. Przelewał krew, cierpiał, walczył, a teraz wyglądało na to, ze wszystko to tylko mu się śniło. Nie, nie mogło się śnić, przecież mógł wyczuć dłonią każdą bliznę na skórze, bolały go świeże sińce i wiedział, że rana na piersi dopiero się zasklepia, musi na nią uważać. Cztery lata był Tytanem, obrońcą planety, magicznym wojownikiem dysponującym Mocą nieporównywalną z niczym innym, w cywilu następcą tronu, a teraz był już nikim. Zupełnie nikim. Musiał zaczynać od zera, jeśli chciał zbudować sobie jakieś własne życie.
Silvand wytknął głowę spod kołdry i rzucił w ciemność:
- Wy mnie jeszcze nie znacie.
Pokrzepiło go to jakoś. Już uspokojony zamknął oczy i zasnął ciężkim snem, pełnym koszmarów.

Odpowiedzi

portret użytkownika tess

Czegoś nie rozumiem...

Czegoś nie rozumiem... Dlaczego są dwie części IV?

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi