Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna | Blogi | Eviva's blog

Część VI: NAGŁY ZWROT AKCJI

- Jestem przewrażliwiony.- pomyślał i zerknął w mijane lustro. Machinalnie skontastował, że ma przyszarzałą cerę mimo całego dnia spędzonego na świeżym powietrzu, a w kącikach ust czai się mu wyraz niewymownego zmęczenia. Zawsze tak było, gdy wracał do domu, więc może problemem nie był on, tylko ta przytłaczająca atmosfera w zamku?. Przygładził potargane złotoblond włosy, wyczesując z nich palcami źdźbła trawy. Zawsze uważał, że jego czarne oczy nie pasują do takich włosów, ale trudno było coś na to poradzić. Jasne włosy były genetyczną cechą rodu Devar, z którego pochodził i tylko członkowie rodu mogli się nimi poszczycić. Jednak Silvand wcale nie uważał ich za szczególnie piękne. Ideałem estetycznym na Arnanie, niezależnie od kraju, były włosy granatowe, stosunkowo rzadko spotykane, ale widywało się je we wszystkich warstwach społecznych. Czarne oczy były na tej planecie równie rzadkie jak jasne włosy – na Arnanie przeważały niebieskie i zółte, mniej częste były zielone lub szare. Ale czarne jak nie przymierzając... smoła czy węgiel? Równie dziwaczne jak włosy koloru złota i ta nie poddająca się opalającemu działaniu słońca skóra białości wapienia.. To z powodu tej osobliwej mieszanki dynastię Devarów zwano w programach satyrycznych „królami z wykopalisk”, zresztą bez szczególnej złośliwości – ogólnie była to dynastia lubiana i szanowana.
Jakiś odgłos wyrwał go z bezmyślnej kontemplacji swego odbicia. Z sali tronowej dochodziły głosy wielu ludzi i nie to było dziwne, ale to, że akcent wypowiadanych słów nie był akcentem ternańskim. A Silvand dobrze wiedział, że na ten dzień nie zaplanowano posłuchania żadnej delegacji z innego państwa. Coś zdecydowanie było nie tak.
Przeczucie go nie zawiodło. W sali tronowej pełno było obcych żołnierzy, uzbrojonych w oręż dziwnego kształtu i typu nieznanego w Ternie. Król Yaher stał pod ścianą, obok niego kanclerz, sekretarz i kilku innych członków Królewskiej Rady, natomiast na tronie siedział ktoś, kogo Silvand nie znał. Niezbyt wysoki, ale barczysty mężczyzna o czarnym zaroście na twarzy ostrej jak topór, ubrany w spodnie i kaftan koloru głębokiej purpury, z fioletowymi akcentami. Obok niego stał, opierając się nonszalancko o tron, chłopak może trochę starszy od Silvanda, bardzo podobny do tego, który siedział na tronie, tylko bez zarostu. Silvand widział ich pierwszy raz w życiu, ale w mgnieniu oka zorientował się, z kim ma doczynienia, i przeszedł go zimny dreszcz.
Arnana dzieliła się na Półkulę Wschodnią i Zachodnią. Zachodnia dzieliła się na kilkadziesiąt państw różnej wielkości, natomiast Wschodnia była niemal w całości zalana wodą. Ten podział nastąpił stosunkowo niedawno, ledwie milion lat wcześniej, wskutek katastrofy geologicznej, która spowodowała zapadnięcie się większości ziem na Półkuli Zachodniej. W powstałych basenach zromadziła się następnie większość wód powierzchniowych, łącząc się w końcu w ogromny ocean. Jedyny kontynent tej półkuli był położony niemal idealnie pośrodku tego wielkiego obszaru wód i nosił nazwę Gandviny. Był bardzo duży, ale mimo to stanowił jedno państwo – cesarstwo o nazwie Rashan, ze stolicą w Raion. Od niepamiętnych czasów rządziła nim dynastia Shokotongów. Rashan nie utrzymywał żadnych stosunków dyplomatycznych, handlowych czy choćby turystycznych z Półkulą Zachodnią, ostatnio jednak dawał znać o sobie. Panujący obecnie cesarz Vassar Shokotong XXV i jego syn Igor urządzili sobie pewną infantylną zabawę – korzystając z tego, że Półkula Wschodnia była lepiej rozwinięta niż Zachodnia, odwiedzali za pomocą urządzenia do teleportacji kraje Półkuli Zachodniej, a raczej ich dwory panujące, Zastraszali króla lub królową, żądali aktu kapitulacji, brali na pamiątkę jakiś drobiazg z wyposażenia pałacu i wracali do siebie. Nie ciągnęli żadnych korzyści ze swego zwycięstwa, wyraźnie starczała im satysfakcja. Opór był bezcelowy, Rashanie dysponowali bowiem bronią o niezwykłej sile rażenia i żaden władca nie chciał dla ratowania swej dumy ryzykować życiem poddanych. Arnana nie znała wojen, obowiązkiem władców było ochraniać obywateli swego kraju przed niebezpieczeństwami płynącymi z zewnątrz, a nie narażać ich na niebezpieczeństwo. Gdyby któryś chciał rozpętać wojnę, zostałby natychmiast utrącony jako niebezpieczny szaleniec i zastąpiony kimś innym. Vassar i jego syn nie mysleli o wojnie, ale ich zabawa w końcu mogła się tak skończyć. Silvand miał ponurą pewność, że to właśnie oni. Chocby same tylko zielonkawe refleksy na ich czarnych włosach były dostateczną poszlaką – jedynie ktoś należący do dynastii Shokotongów mógł poszczycic się takim wyznacznikiem.
- Mamy tego, kogo nam brakowało – odezwał się Vassar z jadowitą słodyczą – Bezużyteczny książę, no proszę. Chyba możemy już zacząć negocjacje.
- Tu nie wasze miejsce.Bierzcie co chcecie i wracajcie do siebie.- rzekł król Yaher spokojnie, nie okazując strachu, choć celowało w niego kilkunastu żołnierzy.
- No właśnie, co chcemy – przytaknął mu Vassar – Zwykle bierzemy na pamiątke jakiś klejnocik czy dzieło sztuki, ale to banał. Teraz chcemy czegoś więcej.
- Czego?
Vassar nie odpowiedział od razu. Wstał i wolnym krokiem przeszedł się po sali. Silvand śledził jego kroki, wciąż przejęty dziwnym chłodem.
- Podpiszecie mi akt kapitulacji – rzekł wreszcie cesarz, zatrzymując się przed Yaherem – A jako pamiątkę zabierzemy… księcia Silvanda, jako naszego niewolnika.
- Co takiego?!- krzyknął król Yahar, nie panując nad wzburzeniem.
- Ćśś, Wasza Miłość, nie podnoście głosu – zmitygował go Vassar ironicznie – To nie uchodzi, przynajmniej tutaj, na świętej Półkuli Zachodniej. Taki mamy kaprys i już. Nie radzę się sprzeciwiać, bo to może się smutno skończyć.
Dał znak jednemu z żołnierzy. Ten obrócił się i, wycelowawszy w okno, pociagnął za spust. Niewidzialne wyładowanie trafiło w mur ogrodu, anihilując mur na długości pięćdziesięciu metrów. Rashańska broń była naprawdę groźna.
- Szkoda tego miasta, jest ładne – odezwał się milczący dotąd Igor – A książę Silvand jest wam przeciez niepotrzebny, skoro macie już nowego następcę tronu. Nie ma sensu ryzykować poważnymi zniszczeniami w jego obronie.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi