Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna | Blogi | Eviva's blog

Część VII: DECYZJA

Silvand potrząsnął głowa ze zniechęceniem. Wbrew temu, co o nim mówiono, interesował się polityką międzynarodową i dużo wiedział o tym, co działo się w ościennych państwach. Wiedział też, że z tą dwójka lepiej nie zadzierać, gdyż ich zabawa potrafiła być brutalna, co nie umniejszało wcale jej dziecinnej głupoty.
-Przypomnij sobie, drogi ojcze, sprawę sprzed roku – rzekł – Król Zinayonu nie chciał zapłacić okupu ani podpisać kapitulacji i żołnierze cesarza zniszczyli wiele budynków w stolicy. Nikt wtedy nie zginął, ale w zamieszkach, które później wybuchły, było wiele ofiar. Nie chcę, żeby przeze mnie coś się komuś stało. W jednym ten typ ma rację, nikomu nie jestem tu potrzebny. Jeśli moja wolność ma być ceną pokoju, to nie ma sprawy. Ja się zgadzam.
- Ten typ – zachichotał Igor – Ale język jak na królewskiego syna…
- Mój syn nie będzie niewolnikiem.
- Mamy zacząć anihilować zabudowania od prawej czy od lewej?- spytał cesarz, unosząc swe trójkatne brwi w górę.
- Ojcze, daj spokój. Ja jestem już dorosły i mogę o sobie decydować – rzekł Silvand niecierpliwie – Nie rozumiesz, że grozi nam prawdziwe niebezpieczeństwo? Oni nie żartują. Podpisz im ten pergamin i niech się wynoszą. Pójdę z nimi, skoro nie ma innego wyjścia. Nikt nie będzie tu po mnie płakał, nawet ty, więc nie udawaj.
Sam czuł, jak bardzo szorstkie i brutalne są jego słowa, ale nie żałował ich. Od dawna miał ochotę powiedzieć ojcu coś takiego, nie miał tylko okazji. Jego zdumione i pełne niemego wyrzutu spojrzenie sprawiło mu teraz ponurą satysfakcję, jakiej sam się po sobie nie spodziewał. Widać Półbóg miał rację, gdy mówił, że w gruncie rzeczy Silvand ma zły charakter, tylko równoważy go silne poczucie prawości, które odziedziczył po matce. Że toczy się w nim nieustanna walka i lepiej, by uświadomił to sobie zawczasu, bo w końcu któregoś dnia nie zapanuje nad tym.
- Dzieciak mądrze mówi – parsknął Vassar – Nie wie jednak, że to przyzwoicie wygląda, gdy się udaje miłość ojcowską. Nikt przecież nie może oskarżać króla o bezduszność! Jak by to wyglądało w mediach?
Zaśmiał się jak z dobrego żartu. Trudno było na niego patrzeć. Mimo ze przystojny i dobrze zbudowany, sprawiał jakieś upiorne wrażenie, jakby był nie mniejszym demonem niż Medon, z którym Tytan walczył przez tyle lat. Więcej – Silvand miał wrażenie, że już woli Medona, który chociaz od razu dawał do zrozumienia, czego się po nim spodziewać. Ten wymuskany mężczyzna zdawał mu się wstrętniejszy niż tamten, potwór z piekła rodem. Igor, choć do niego podobny, nie miał tego zimnego cynizmu w wyrazie ust, a jego zielone oczy były cieplejsze w wyrazie niż oczy ojca. Mimo to na niego też Silvand patrzył z odrazą.
- Nie zmusicie mnie do zaprzedania syna w niewolę.- rzekł spokojnie Yaher.
- Ależ zmusimy, i to z łatwością – powiedział Igor wesoło – Więc może lepiej nas nie prowokuj. No, bo jeszcze możemy się pogniewać.
- Ojcze, to szaleńcy, nie przeciągaj struny – westchnął książę – Zresztą czy chcesz, czy nie chcesz, odchodzę z nimi z własnej woli. Mam prawo, jestem pełnoletni. Cztery dni temu skończyłem dwadzieścia jeden lat. Nawet o tym nie pamiętałeś, ale to mnie nie dziwi. Jestem tu raczej czymś w rodzaju mebla, który się przesuwa z kąta w kąt, nie istotą ludzką.
Nie, to nie on mówił. To coś obcego mówiło za niego. Jednocześnie czuł okropny ból gdzieś w środku, przemożną chęc cofnięcia tych słów i zarazem jakieś gorzkie zadowolenie z tego, co zostało powiedziane. Miał wrażenie, że traci zmysły pod ironicznym, drapieżnym spojrzeniem tych dwóch Rashan. Najchętniej skoczyłby im do gardeł, ale resztka zdrowego rozsądku powstrzymywała go od tak nieprzemyślanego działania. Nic by nie zyskał, najwyżej czujni żołnierze rashańscy zrobiliby z niego sieczkę.
Król Yaher wahał się jeszcze. Właściwie nie miał wyboru, wiedział to dobrze, gdyż prawa Arnany zakazywały stawiania wyżej życia jednego człowieka nad życiem wielu, niezależnie od tego, kim ten człowiek był. Chociaż całym sobą buntował się przeciwko oddaniu syna w niewolę, musiał ulec, by nie ucierpieli niewinni ludzie. Drżącą ręką złożył podpis na podsuniętym mu pergaminie i wypuścił pióro ze zmartwiałych palców.
- No i co? Bolało? Nie bolało – cesarz zwinął pergamin i zakomenderował wesoło – W tył zwrot! Odmaszerować.
Żołnierze zwartym szykiem wyszli przez rozwaloną ścianę do ogrodu, gdzie po chwili jeden z nich, pewnie elektrotechnik, otworzył standardowe przejście podprzestrzenne. Musiało być silne, dużo silniejsze niż te, których używano w Ternie, zresztą rzadko – pochłaniały mnóstwo energii i były mało wydajne. Rashan musiał być naprawdę dużo bardziej zaawansowany naukowo, niż myślano.
- Idziemy.
Igor położył dłoń na ramieniu Silvanda i uśmiechnął się z bliska, szczerząc ostre jak u wilka zęby. Widać było, że jest zachwycony tą sytuacją. Silvanda ponownie ogarnął chłód. Za chwilę miał zostawić za sobą całe życie, jakie znał, a wszystko działo się tak szybko, ze nie miał nawet czasu pomyśleć nad tym, co dalej. Miał zostać niewolnikiem, a na dobrą sprawę nawet nie wiedział, co to znaczy w praktyce – na Zachodniej Półkuli nie było niewolnictwa, choć znano to słowo, gdyż historia wspominała zamierzchły zwyczaj 'niewolnictwa za długi'. Powoli, zmuszając się do każdego kroku, podszedł do otwartego przejścia. Ziało głęboką czernią, postrzępione brzegi falowały, połykając kolejnych żołnierzy, snadź przyzwyczajonych do tego sposobu podróżowania. Wiedziony przemożnym pragnieniem Silvand odwrócił głowę i ogarnął spojrzeniem ogród, mur, widoczną przez rozbitą ścianę salę tronową. Chwilę później, popchnięty przez Igora, znalazł się w przejściu.

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi