Rekrutacja

Rekrutacja

Logowanie

Artykuły

Ankieta

Jak oceniasz nowy wygląd strony?
Świetna!
50%
Dobra.
29%
Może być.
12%
Kiepska.
5%
Nie mam zdania.
5%
Wolałem stary wygląd.
0%
Razem głosów: 42

Subskrybuj

Who's Online

portret użytkownika Michał Stonawski
W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 1 gość.

Strona główna | Blogi | Sarutobi's blog

Przeklęty silnik cz. 4

Wcześniej, w nocy, Jacob Wanderer zajął pozycję na Łuku Wellington, z którego miał widok na cały park. Leżał rozłożony na szczycie, schowany w cieniu wielkiego, mosiężnego pomnika kwadrygi. Przed nim, na wysokości oczu, dryfowała zawieszona w powietrzu przezroczysta kula utkana z wody i wiatru, która działa jak luneta. Woda, zawarta tej magicznej sferze, pełniła rolę soczewki która dawała przybliżenie zależne od mocy magicznej użytkownika. Jacob widział wszystko wyraźnie. Cały park był ogromny, kształtem przypominał trójkąt, którego najostrzejszy kąt był zwieńczony pałacem. To właśnie tam odbędzie się główna część przeglądu. Denerwowały go wypolerowane, świecące zbroje oficerów - musiał mrużyć oczy, żeby się im dobrze przyjrzeć. Bliżej pałacu, na tarasie, dostrzegł jakąś parę. W mężczyźnie rozpoznał pułkownika Douglasa. Na zdjęciach, które mu dostarczono, wyglądał niepozornie, ale pułkownik z krwi i kości był prawdziwym gigantem, miał szerokie bary i silne nogi, grube jak dębowe pnie. Przeniósł wzrok na kobietę. Nie znał jej. Elfka w średnim wieku, piękna, czujne oczy. Zastygł na chwilę, przyglądając się jej kształtom, po czym obrócił głowę w lewo. Magiczna kula ukazała krępego mężczyznę. Stał przy grubym żywopłocie, od strony ulicy, na wysokości pierwszego rzędu oficerów. Trzymał przy nosie gazetę i udawał, że czyta. Minęło go dwóch konstablów, patrolujących ulicę wokół parku pałacowego. Zarówno Jacob jak i latarnik odetchnęli z ulgą. Nagle w parku rozległa się muzyka. Jacob szybko przeniósł tam wzrok, by sprawdzić, co się dzieje - garnizonowy oddział orkiestry dętej zaczął dąć w trąbki i łomotać w bębny. To znak, że za niedługo rozpocznie się ceremonia. Wanderer spojrzał jeszcze na Elfkę. Była dziwnie spięta. Jej piękne oczy niespokojnie omiatały cały park. Jacob uśmiechnął się do siebie.
- Czyżby w sztabie pojawił się ktoś mądrzejszy niż zardzewiały trybik? - Wiedział, że ta kobieta coś przeczuwa. Ale nie martwił się tym. Nim się zorientuje, będzie już za późno.
Jacob znów zerknął na mężczyznę przy żywopłocie. Jego powiększona w kuli twarz promieniowała zdeterminowaniem i oddaniem. Ten nagle spojrzał w stronę Jacoba i skinął mu głową. To było pożegnanie. Jacob obiecał mu zająć się jego rozpadającą się rodziną, gdyby poszło coś nie tak. Jacob mówił mu, że sam się nią zajmie, jak wróci z akcji, a latarnik mu wierzył, jak w każde słowo, które mówił. Ale Jacob kłamał. Widział dobrze, że latarnik z tej akcji nie wróci. Czasem trzeba poświęcić jednostkę dla ogółu. Było to żałosne usprawiedliwienie, ale innego nie miał. Szkopuł w tym, że jednostki nikt nie pyta o zdanie i nigdy o swym poświęceniu nic nie wie, aż do ostatniej chwili, kiedy jest już za późno. Westchnął i, przetarłszy oczy, spojrzał na zegarek. Za pół minuty rozpęta się małe piekło.

***

Wszystko szło zgodnie z planem. Za niedługo przybędą najważniejsze osobistości, a po ceremonii zacznie się walka. Porucznik Douglas nie mógł się doczekać, aż znów będzie mógł pokazać swój kunszt. Miał w głowie opracowaną całą wstępną fazę kampanii przeciwko Luddystom. Już wiedział, gdzie rozlokuje oddziały, gdzie wyśle patrole, a gdzie dywizje pancerne. Użyje wszelkich metod do zwalczenia tej zarazy. A potem, gdy odniesie spektakularne zwycięstwo, będzie się kąpał w blasku swej chwały. Z zadumy wyrwał go łoskot orkiestry. Zerknął na zegarek. Za chwilę przez drzwi przejdą premier Albionu, książęta Kentu i Walii wraz z małżonkami, generałowie i wysoko postawieni urzędnicy państwowi. Wypiął dumnie pierś i spojrzał na Yoannę.
- Co się dzieje, moja droga? - zapytał. - Wyglądasz na zaniepokojoną. - D'aerc nie odpowiedziała tylko nadal lustrowała cały park. Coś jej nie dawało spokoju. Mała igiełka, kująca ją w tył głowy kazała jej zerkać raz po raz w prawo i przed siebie, ponad rzędami paladynów, stojących w bezruchu jak pomniki. Irytowały ją te świecące zbroje, musiała mrużyć oczy. Nagle usłyszała dzwon. Wybiła pełna godzina. Potężny blask, jaśniejszy niż słońce, rozświetlił prawą stronę parku. Rozpętało się piekło.

Odpowiedzi

portret użytkownika tess

Zamiast opisu, że coś

Zamiast opisu, że coś działało jak luneta czy teleskop, opisałabym funkcję - w końcu nie wiemy, czy to świat, w którym są znane teleskopy... ;) (to znaczy Autor pewnie wie, czytelnik niekoniecznie).

"Garnizonowy oddział orkiestry dętej zaczął dąć w trąbki i łomotać w bębny. Spojrzał jeszcze na Elfkę." - oddział spojrzał? :D

Kurde, coraz bardziej ciekawa jestem, co będzie dalej. Pisz, pisz... ;]

portret użytkownika Sarutobi

Z tym teleskopem to słusznie,

Z tym teleskopem to słusznie, ale myślałem, że skoro dałem zmechanizowanych paladynów i pancerne oddziały, elektryczne latarnie itd, to tłumaczenie zasad działania teleskopu czy lunety będą zbędne, ale w sumie masz rację.

To co przytoczyłaś jest wyrwane z kontekstu, zdanie poprzedzające wyraźnie mówi o tym, że spojrzał (przez tą nieszczęsną kulo-lunetę), co się dzieje na tym placu. Może nie powinienem tych zdań rozdzielać kropką czy coś. Nie znam zasad takich, jak się powinno pisać. U mnie to bardziej "stream of consciousness," czy "free flow of thoughts," :P bo dla mnie to brzmi logicznie i już niestety nie zastanawiam się czy dla innych też. Jak masz jakiś poradnik "łopatologiczny poradnik pisania," to ja bardzo chętnie:D

tnx za Twoje parę groszy. Konstruktywna krytyka to coś, czego nie znoszę, ale jest bardzo pomocna i przydatna xD
Także czekam na więcej :)

portret użytkownika tess

Ja mam świadomość, że to

Ja mam świadomość, że to wyrwane z kontekstu, ale właśnie wyrwanie z kontekstu to ukazuje... ;) Po prostu w języku polskim jest tak, że domyślny jest podmiot z poprzedniego zdania w odpowiednim rodzaju i liczbie, albo w ogóle poprzedni użyty rzeczownik, i stąd takie a nie inne odczytanie. Ja sama się na tym czasem wykładam, przez co miałam kiedyś siedzącą na ławce lampę... ;]

portret użytkownika Sarutobi

to napisz jak mam to zmienić,

to napisz jak mam to zmienić, żeby było dobrze, bo ja serio nie wiem:D ...proszę

portret użytkownika tess

Dobra, pomyślę, ale to...

Dobra, pomyślę, ale to... jutro... ;) Wybacz, ale zmęczona akurat jestem, kiepsko to rokuje na myślenie. Jak tylko mi coś wpadnie do głowy, to dam znać.

portret użytkownika Sarutobi

zmieniłem

moze teraz bedzie ok?

portret użytkownika tess

Tak, jest OK :) A jeśli coś

Tak, jest OK :)
A jeśli coś jeszcze zgrzyta, czego nie widzę, to pewnie Lori wychwyci, jak przeczyta sama... ;)

portret użytkownika Lorelay

No i Lori wychwyciła: "Przed

No i Lori wychwyciła:

"Przed nim, na wysokości oczu, dryfowała zawieszona w powietrzu przezroczysta kula utkana z wody i wiatru. Ta magiczna kula działa jak luneta, czy teleskop. Woda, zawarta w kuli, działała jak soczewka, która dawała przybliżenie zależne od mocy magicznej użytkownika."

W trzech zdaniach pod rząd powtarza się słowo "kula". Wytłumaczę ci to najbardziej łopatologicznie jak tylko się da :P Przeczytaj sobie ten fragment na głos :) Rozumiesz dlaczego tych "kul" jest zbyt wielkie nagromadzenie?

Naczelnie Bezczelna Redaktor Wszechnaczelna

portret użytkownika Sarutobi

oki, dzieki. zmienlem, mam

oki, dzieki. zmienlem, mam nadzieje, ze wkrotce bede popełnial mniej bledow, a docelowo nie bede popelnial ich w ogole, dzieki Waszym uwagom. Ajm kałting on ju!

portret użytkownika tess

No, super :) A ja dodaję

No, super :)

A ja dodaję komentarz... celem wydłużenia "schodków" dyskusji... :D

Wydarzenia

Ostatnie odpowiedzi