Chamois (Cyada)

    Byliśmy wtedy razem w jego mieszkaniu, zostałem na noc. Och, to nie zabrzmiało najlepiej, prawda? Nie mam na myśli, wie pani… Po prostu uciekłem z domu. Zbliżały się Walentynki i było piekielnie zimno. Szczytem moich marzeń było wtedy porządne, ciepłe futro. Poszedłem do pana Douglasa. Znałem go z widzenia, wykładał matematykę na uniwersytecie. Moja siostra aż nazbyt często pokazywała mi indeks, więc zapamiętałem nazwisko. Pan Douglas wydawał się miłym, starszawym facetem w garniturze. Wiem, że nie powinienem korzystać z zaproszenia nieznajomego, ale z reguły nie zwraca się uwagi na takie rzeczy. Nie, nic mi nie zrobił. No więc właściwy problem to chamois.

    Chamois. Moment, zaraz pani napiszę. To taki kolor, coś jak żółty pomieszany z kremowym. Strony tanich książek są właśnie takiej barwy.

    Kawalerka pana Douglasa była najmniejszą, jaką w życiu widziałem. Mieszkanie składało się z jednego pokoju i łazienki. Żadnej kuchni, właściwie to nie zauważyłem nawet lodówki. Pan Douglas powiedział, że noc spędzi poza domem, więc mogę spać w jego łóżku. Dał mi kanapkę z dżemem. Tak, wiem, że nie należy przyjmować jedzenia od nieznajomych. Mam siedemnaście lat, niech pani nie uważa mnie za dzieciaka.

    Nie mogłem zasnąć. Koło drugiej w nocy stwierdziłem, że równie dobrze mogę zrobić sobie coś do jedzenia – wciąż byłem głodny. No i wtedy zauważyłem drzwi.

    Czytała pani „Koralinę”? To ta książka, gdzie w nocy w ścianie pojawia się przejście do innego wymiaru. No więc to nie było całkiem tak, po prostu drzwi tkwiły tam odkąd wszedłem do kawalerki, ale dziwnym trafem nie zdawałem sobie z tego sprawy.

    W każdym razie pomyślałem, że to kuchnia – pan Douglas musiał skądś wziąć tę kanapkę z dżemem, prawda? – i wszedłem do środka.

    Przepraszam, że tak nagle umilkłem. Po prostu nie wiem, jak to wyrazić. Zdumiewające? To chyba dobre słowo. Znalazłem się w pomieszczeniu kilkanaście razy dłuższym i wyższym niż cała kawalerka. Ściany były pomalowane na kolor chamois. A przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie przyjrzałem się bliżej. Widziała pani kiedyś pokój tak obklejony plakatami, że można wziąć je za tapetę?

    No więc każda ściana pomieszczenia była starannie wyłożona kopertami.

    Och, nie myślałem o ucieczce. Miałem kilkanaście lat i pstro w głowie. Czytałem za dużo książek przygodowych i za mało horrorów, żeby unikać takich miejsc. Czułem się dziwnie bezpiecznie, jakbym śnił – wtedy wszystko wydaje się takie logiczne i zabawne, prawda? Pomieszczenie było prostopadle przecięte innymi korytarzami, a one krzyżowały się z kolejnymi. Trochę jak w tym dywanie. No, tym, który dzieli się na coraz mniejsze kawałki aż do nieskończoności. Dywanie Sierpińskiego.

    Wkrótce się zgubiłem. Nie wiem, jak długo szukałem wyjścia. Mogło to być kilkanaście godzin, mogło więcej. Przespałem się trochę, ale ciągle dręczył mnie głód. Ale wie pani, co było najgorsze? Chamois. Tak, właśnie to. Dookoła był tylko ten piekielny kolor. Koperty, niezliczone rzędy kopert, kolumny kopert, zbiorowiska kopert, ściany kopert. I wszystko w chamois! Wszystko! Gdzie nie spojrzeć, ta ohydna, żółtawa barwa! Wydawało mi się, że nie wytrzymam tego i oszaleję. Piekły mnie oczy, ledwo powłóczyłem nogami. Kiedy chciałem oprzeć się o ścianę, doznawałem uczucia, że coś strasznego stanie się, kiedy tylko tego spróbuję. Chamois. Chamois. Wszędzie chamois.

    Musiałem stracić przytomność. Kiedy się ocknąłem, leżałem w małym łóżku kawalerki. Najpierw pomyślałem, że miałem wyjątkowo dziwny sen. A potem zobaczyłem pana Douglasa. Patrzył na mnie, a w jego dłoniach połyskiwała jedna z kopert z tamtego pomieszczenia. Ze stoickim spokojem przyjął moje przerażenie. Opowiedział mi, czym był tamten pokój, pokazał, że na każdej kopercie widnieje nazwisko, możliwe do odczytania z bardzo bliska. Potem zrobił mi kanapki, a kiedy już poczułem się lepiej, podał mi kopertę, którą trzymał. Była otwarta i widniało na niej moje nazwisko.

    Nie zabrzmiało to tak dramatycznie, jak powinno, prawda? A co, jeśli powiem, że otworzyć kopertę koloru chamois można pod dwoma warunkami? Pierwszy: podpisana jest twoim nazwiskiem. Drugi: jesteś martwy.

    Wtedy sam nieświadomie zerwałem swoją kopertę ze ściany. Widzi pani, one przyciągają swoich właścicieli. Nie miałem wielkiego wyboru i zostałem z panem Douglasem. Mówi, że czasem jestem bardzo pomocny w doręczaniu kopert. Sprawdza pani, czy się nagrało? Spokojnie, upewniłem się, żeby nikt się o mnie nie dowiedział.

    Za chwilę będę musiał iść. Jeszcze tylko jedna zagadka, dobrze? Malutka. Brzmi tak: w kieszeni mam szczelnie zamkniętą kopertę. Napisano na niej: „Anna White”. Nazwisko to należy do młodej kobiety, którą spotkał śmiertelny w skutkach wypadek samochodowy, gdy szła do osoby mającej udzielić wywiadu. Koperta już niedługo zostanie otwarta.

    Jak myślisz, Anno White, w jakim jest kolorze?

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus