Pakt złodziejki (Ari Marmell) - recenzja

    „Pierwsza zasada złodzieja: kiedy kryjówka, skradanie i sztuczki nie mają zastosowania, należy uciekać, żeby aż się kurzyło”*.

    Stwórzmy ciekawą, pełną energii i lubiącą wpadać w tarapaty postać kobiecą. Do tego wybierzmy jej jakąś niebezpieczną profesję, wrzućmy w sam środek intrygi i uczyńmy osobą, której poszukuje straż, bandyci i płatni zabójcy. Oczywiście taką postać trzeba również „zaopatrzyć” w odpowiednie przymioty – cięty język, wybuchowy charakterek i gorącą głowę. Co by tu jeszcze dodać… Może bóstwo, które przemawia do protagonistki i pomaga jej zawsze ilekroć wpadnie w kłopoty? Żeby było ciekawiej – owo bóstwo przemawia tylko do bohaterki. Wszystko to wrzućmy na karty jednej powieści i… rozkoszujmy się prawdziwą czytelniczą przygodą, której długo nie zapomnimy.

    Adrienne Satti, zwana przez wszystkich Postrzeloną, jest złodziejką. Dzięki stylowi życia, jaki prowadzi, bardzo często wpada w tarapaty – za niepłacenie haraczu Gildii Znalazców poluje na nią kilka typków spod ciemnej gwiazdy. To nie powstrzymuje dziewczyny przed podjęciem ryzykownej decyzji. Do miasta, w którym obecnie żyje, ma zawitać bardzo ważna persona. Protagonistka postanawia użyć swoich złodziejskich zdolności i ograbić samego arcybiskupa. Satti nie przewidziała jednak, że nie tylko na jest zainteresowana Eminencją.

    „Pakt złodziejki” to swego rodzaju „powieść układanka”. W utworze można wyróżnić dwa plany wydarzeń: ten, który nawiązuje do wydarzeń z przeszłości, oraz drugi, skupiający się na wydarzeniach współczesnych protagonistce. Akcja główna zostaje przerywana w, przeważnie, najbardziej dramatycznych momentach, czyli ma się do czynienia z typowym cliffhangerem, by czytelnik mógł poznać momenty z przeszłości bohaterki. Warto zaznaczyć, że w tym szaleństwie jest metoda. Dzięki takiemu pocięciu fabuły, odbiorca zostaje wciągnięty w pewnego rodzaju grę – każdy rodzaj to oddzielny element układanki, by otrzymać odpowiedź na nurtujące pytania, potrzeba złożyć wszystkie części w jedną całość. Retrospekcje(za wyjątkiem tych chwilowo wstrzymujących główną akcję) budują pełen obraz złodziejki, pokazując jej inne oblicze.

    W książce bardzo ciekawie zbudowano wątek dotyczący wierzeń – każdy ród, gildia czy rząd posiada swojego patrona, czyli boga-opiekuna. Również bohaterka została zyskała własnego „anioła stróża”. Sam pomysł na przydzielenie protagonistce niewidzialnego przyjaciela Olguna, przywodzi na myśl inną powieść fantastyczną – „Syn cienia” – w której bohater jako jedyny widział swoją towarzyszkę podróży. Tym, czego nie uświadczy się jednak w dziele Jona Sprunka, okazuje się wewnętrzny podział wyznawców poszczególnych bóstw. Więź, jaka łączy Postrzeloną z jej opiekunem, można śmiało określić mianem typowo kumpelskiej: wieczne docinki, żarty czy psikusy są nieodłącznym elementem ich koegzystencji. W „Pakcie złodziejki” istnieją jednak osoby, które są typowymi fanatykami religijnymi. Takie zestawienie dwóch różnych podejść do tematu wiary porusza współczesne każdemu z nas tematy. Szkoda tylko, że cały wątek nie został w tej części mocniej rozbudowany poprzez wprowadzenie większej ilość bóstw.

    Kreacja Adrienne Satti wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Dziewczyna potrafi, oczywiście dzięki pomocy Olguna, wyjść cało niemal z każdej nieprzewidzianej i niebezpiecznej sytuacji. Protagonistka, co w moim przypadku rzadko się trafia, jeśli chodzi o postaci kobiec, nie należy do żadnego ze znienawidzonych przeze mnie typów: daleko jej do typowej damy w opałach, gdyż nawet, jak znajdzie się w jakiś, potrafi znaleźć wyjście z beznadziejnej sytuacji, oraz nie można jej przyrównać do słynnej Mary Sue. Do ideału bardzo daleko Postrzelonej. Gdyby nie ciągła chęć stąpania po cienkim lodzie, Satti wywarłaby na mnie lepsze wrażenie. W końcu kto z własnej, nieprzymuszonej woli pragnie znaleźć się w sytuacji zagrażającej życie?

    Mimo drobnych wad, uważam, że „Pakt złodziejki” to dobra pozycja, trzymająca w napięciu aż do ostatniej strony. Jeżeli podobały Wam się „ Złodziej” i „Honor złodzieja”, również i ta książka zaspokoi Wasz czytelniczy głód. Niebagatelna historia z nietuzinkowymi postaciami i odrobiną sarkazmu to przepis na historię, do której aż chce się wracać.

    * cytat pochodzi z recenzowanej książki

    Monika „Katriona” Doerre
    Korekta: Patrycja ‘Pattyczak’ Wołyńczuk


    Tytuł: Pakt złodziejki
    Tytuł oryginalny: Thief's Convenant
    Autor: Ari Marmell
    Tom serii: I
    Wydawnictwo: Fabryka Słów
    Data i miejsce wydania: 2014-05-30
    Oprawa: miękka
    Wydanie: I
    Format: 125 x 195 mm
    Liczba stron: 376
    ISBN: 978-83-7574-962-5

    YoAnna
    Obrazek użytkownika YoAnna
    Jak dla mnie jednak Adrienne

    Jak dla mnie jednak Adrienne ma zbyt wiele z Mary Sue. Zwłaszcza jej wychodzenie obronną ręką z wszelakich opałów było niezwykle irytujące. Rozumiem, boskie wsparcie, no ale bez przesady. Poza tym, jak dla mnie, była trochę za młodziutka, jak na to wszystko, co ją spotykało. Co prawda trup ściele się tu gęsto, już od pierwszych stron i ciągle coś się dzieje, to zajęło mi trochę czasu, nim wkręciłam się w wykreowany świat. Plus za humor.

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus