Podwójna pętla (Kazimierz Kyrcz) - recenzja

    „Podwójna pętla” jest zaskoczeniem. Przez pewien czas nie wiedziałem nawet, co o niej myśleć – najnowsza powieść Kazimierza Kyrcza Jr. odbiega bowiem od tego pisania, do jakiego mnie przyzwyczaił. Książka zdaje się być inna w każdym calu, a mimo to znajoma. Niewątpliwie jej autorem jest przecież ten krakowski twórca, którego – mam takie wrażenie – udało mi się poznać na nowo.

    Ostatnie lata potwierdzają tezę, iż nazwisko Kyrcz stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych, jeśli chodzi o polską literaturę grozy. Poczynając od „Pikniku w piekle” (2004) wydanym w duecie z Dawidem Kainem, przez „Siedlisko” (2009) napisane w tandemie z Robertem Cichowlasem, na „Leku na Lęk” opublikowanym w 2011 wspólnie z Łukaszem Radeckim kończąc, krakowianin budował i umacniał pozycję na rynku. Wymienione wyżej publikacje, tak jak i wszystkie te, które pominąłem (lista jest pokaźna) mają jedną wspólną cechę – Kyrcz nigdy nie był sam i można zakładać, że nigdy nie pokazał czytelnikowi swojej prawdziwej twarzy. Zawsze tańczył w tandemie z drugim pisarzem, nierzadko zlewając się z nim literacko w jedność – tak, iż tylko bardzo wnikliwy fan był zdolny spekulować, gdzie kończy się jeden z autorów, a zaczyna drugi.  

    Można by się zastanowić, jakie są wady i zalety takiego postępowania. Czy książki zyskują w ten sposób podwójne bogactwo stylu i nieszablonową fabułę (a tak niewątpliwie jest), czy też jednocześnie oryginalne charaktery rozmywają się w sobie nawzajem, tworząc trzeci – inny, co skutkuje niejako utraceniem przez każdego z twórców indywidualnego spojrzenia – tak cennego przecież w piśmiennictwie. Jest to temat do sporu, lecz już teraz mogę zaryzykować stwierdzenie, że literacko nigdy mi się nie udało poznać Kazimierza Kyrcza w całości. Aż do teraz – oto bowiem na półkach księgarni pojawiła się pierwsza samodzielna powieść pisarza, „Podwójna pętla”.

    W czasie swojej, liczącej niecałe dwieście stron podróży czytelnik pozna Mateusza – człowieka pełnego wątpliwości, niespełnionego, nękanego przez byłą, ale wciąż wredną żonę, zmagającego się z demonami szarego życia. Mateusz jest też stróżem prawa z wydziału do walki z cyberprzestępczością. Myli się jednak ten, kto myśli, iż etat w polskiej policji ma choć zapach taśmy filmowej – to ciężka, nieprzynosząca za wiele pieniędzy, a za to dużo nerwów i zmartwień praca, w której liczą się tylko słupki i wyniki, oraz to, by dotrzeć do końca dnia, z wiszącym nad głową naczelnikiem, zwanym także wampirem.

    Wszystko się zmienia, kiedy Mateusz poznaje w sieci Patrycję. Dotąd ponure i smoliste życie nabiera tempa, udaje mu się nawet wziąć udział w produkcji telewizyjnego serialu o policjantach (choć ten nie należy raczej do najambitniejszych produkcji). Wydawałoby się, że wszystko zmierza ku lepszemu, kiedy wokół głównego bohatera nagle zaczynają umierać ludzie, w pozornie niezwiązany ze sobą sposób…

    „Podwójna pętla” to książka przełomowa w bardzo wielu aspektach. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, iż Kyrcz pisał ją (i próbował wydać) od 2006 roku, ciągle coś zmieniając, szlifując, poprawiając. I da się to zauważyć. W swojej twórczości autor bardzo dużą wagę przywiązuje do języka, zaś w „Podwójnej pętli” jest on perfekcyjnie dopracowany – czytelnik nie znajdzie ani jednego zbędnego zdania, ani jednej pomyłki, czy nieścisłości. Nie mogę jednak napisać, iż wszystko jest tu oczywiste i klarowne –  nie jest. Kyrcz prowadzi akcję tak, by zmylić odbiorcę, podsunąć mu parę fałszywych (a także prawdziwych) tropów, wpędzić w uczucie zagubienia, ciekawości i czasem… niedowierzania.

    Dla nikogo nie powinno być już tajemnicą, iż autor w swoim zawodzie także ma okazję błysnąć "blachami". Tu natrafiam na kolejny przełomowy dla jego twórczości moment, wcześniej bowiem rzadko kiedy używał wątków autobiograficznych związanych z profesją, a jeśli już – czynił to niechętnie, oszczędnie, jak gdyby chciał ochronić pasję przed mizerią dnia codziennego. Tymczasem w „Podwójnej pętli” aż roi się od anegdot, dosadnych opisów pracy w policji i wewnętrznego, "niebieskiego" humoru.

    Dodatkowym zaskoczeniem była próba sklasyfikowania książki – Kyrcz przyzwyczaił mnie do mocno zaakcentowanego horroru i tu znów jego najnowsza powieść udowadnia swoją inność. Co prawda, zjawiska paranormalne nie opuściły fabuły, niemniej przewijają się już nawet nie na drugim, lecz trzecim planie. Znaleźć grozę w  „Podwójnej pętli” można, lecz jest ona bardziej ludzka, codzienna… zwyczajna, a przez to straszniejsza. Cementuje treść, spajając ją niewidzialnymi nićmi, ujawniając się dopiero pod koniec książki, kiedy to wątki zostają rozwiązane, wprawiając czytelnika w osłupienie.

    To, co się nie zmieniło względem innych powieści, a tylko uwypukliło, to styl. Ten bowiem bardzo łatwo rozpoznać – Kyrcz wybiera zwykle narrację pierwszoosobową, pozwalającą na zaznaczenie charakteru głównego bohatera poprzez to, jak mówi, jakich zwrotów używa – w jaki slang popada. Być może jest to zasługa muzycznej przeszłości autora, lecz to właśnie poprzez słowa wydaje się definiować swój świat – to sposób wypowiedzi danej osoby, świadczy o niej, najlepiej ją opisuje, stąd postacie w „Podwójnej pętli” są bardzo mocno zaznaczone i zakorzenione w rzeczywistości. Kyrcz staje się tu prawdziwym władcą kukiełek, określając swoich bohaterów nie przez to, jak wyglądają, ani co robią, a właśnie w jaki sposób myślą czy wypowiadają się.

    „Podwójna pętla” jest książką niezwykłą – i to nawet nie dzięki wciągającej i zaskakującej fabule, ale swojej inności względem poprzednich dzieł pisarza. Tym razem Kazimierz Kyrcz mógł bezkarnie panoszyć się pomiędzy okładkami. Sam. I zaskoczył mnie tym – podwójnie. 

    Michał Stonawski

     

    Tytuł: Podwójna Pętla
    Autor: Kazimierz Kyrcz Jr. 
    Wydawca: Żywia
    Miejsce wydania: Żywiec
    Data wydania: 6/2013
    Liczba stron: 200

    ISBN-13: 9788393424184

     

     

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany