Przebudzenia doktora Sørena (Magdalena Kempna) - recenzja

„Każdy czytelnik może odnaleźć w tej powieści coś dla siebie” – tak brzmi cytat z okładki zwycięskiej powieści w konkursie Literacki Debiut Roku. Lektura leży już na półce „przeczytane” i przyznaję – rzeczywiście. Fani powieści o pałacowych intrygach poczują się jak w domu, lubujący się w śledztwach i zagadkach kryminalnych również się rozgoszczą; do tego dodać wampiry z wilkołakami i wychodzi niezła mieszanka. Być może cytat nieco przejaskrawia sytuację, niemniej książce należy oddać jedno: to bogata lektura, która oferuje całkiem sporo w niezwykle atrakcyjny sposób.

Tytułowy bohater – doktor Søren – jest pół-wampirem. Stop! Bez obaw, też miałam minę pod tytułem „o nie, znowu”, kiedy autorka zdradziła tożsamość postaci. Na szczęście wampiryzm to nie temat główny, po prostu raz na jakiś czas krwiopijca czerpie z puli nadzwyczajnych umiejętności, by przysłużyć się królowi. Świat, w którym przyszło żyć Innym, w tym i wilkołakom – bo te również się pojawiają – nie jest tolerancyjny, dlatego też wszelkiej maści odszczepieńcy niespecjalnie afiszują się ze swoją niezwykłością. I całe szczęście.

Dzięki swym umiejętnościom doktor Søren dowiaduje się o planowanym zamachu na króla North, Linnamena. Obecny władca odziedziczył tron trzy lata temu, po śmierci okrutnego Glibannena. Paskudny braciszek pozostawił Linnamenowi spuściznę w postaci grona wiernych sług, którzy prawdopodobnie chcą, by rodzeństwo jak najszybciej spotkało się w zaświatach. Nadchodząca uroczystość z okazji Święta Zimowego Przesilenia – i jednocześnie czas zaręczyn głowy państwa – to doskonały moment, by zwolnić tron w widowiskowy sposób. Tylko czy to na pewno stronnictwo zmarłego chce śmierci Linnamena? Małgorzata Kempna zaprasza na śledztwo toczące się w pałacowych komnatach.

Często jest tak, że zaczynając czytać powieść, mniej więcej po kilku stronach już wiem, czy będzie to przeprawa Froda i Sama przez Martwe Bagna, czy raczej przejażdżka na Cienistogrzywym wraz z Gandalfem. W tym przypadku było to to drugie. Intrygujący początek, podczas którego autorka wprowadza w przepełnione bohaterami uniwersum, szybko wciąga. I choć zmusza do wytężonej uwagi, bo postaci na „dzień dobry” pojawia się całkiem sporo, czytelnik nie ma problemu z zaaklimatyzowaniem się. Ale kto wie, może po Martinowej sadze po prostu nabrałam dworskiego obycia?

Powieść skonstruowana jest w taki sposób, że fabułę co i rusz przerywają skoki w przeszłość – albo – za sprawą doktora Sørena, który zapadając w letarg, korzysta ze swych zdolności i zabiera czytelnika na wycieczkę do krainy snów, skąd wydobywa na światło dzienne liczne sekrety, albo poprzez retrospekcje innych bohaterów. Tu autorce należy się uznanie, bo bardzo zręcznie i w atrakcyjny sposób dokonuje prezentacji postaci. Akcja toczy się na królewskim dworze, dlatego trzeba uważać, by nie zalać czytelnika nadmiarem charakterystyki i tym samym go zniechęcić. Magdalena Kempna bez kłopotu poradziła sobie z tym dylematem, odsłaniając stopniowo układankę, co i rusz gmatwając fabułę, dodając nowe poszlaki. Również kreacja bohaterów udała się wyśmienicie. Mieszkańcy dworu to nie element tła, który kręci się bezmyślnie po korytarzach, a bohaterowie z krwi i kości. Każdy ma indywidualny zestaw cech, jak na przykład królewski spowiednik, Rafael Gabriel – zgorzkniały pijak, przez całą powieść przerzucający się złośliwościami z doktorem Sørenem – czy sam król Linnamen, ostoja spokoju i rozwagi, do którego podwładni pałają autentycznym szacunkiem. Subtelne gesty, słowa, mimika, o jakich nie zapomina Kempna, nasycają sceny w taki sposób, że ich obraz staje czytelnikowi przed oczami jak żywy.

Żeby nie było samych zachwytów nad debiutem Małgorzaty Kempnej, pochylę się nad gatunkiem i jego realizacją w powieści. „Przebudzenia doktora Sørena” to fantasy kryminalne. W powieści o tej tematyce jednym z ważniejszych czynników jest budowanie napięcia. Autor musi tak operować akcją, by wywołać przyspieszone bicie serca i rumieńce u czytelnika. W książce ten element pojawia się w ilości śladowej, a szczególny brak odczułam w scenie kulminacyjnej – rozegranej w sposób, który pozostawia wiele do życzenia. Odniosłam wrażenie, że autorka tak bardzo chciała panować nad sytuacją, że nie pozwoliła sobie na popuszczenie wodzy fantazji i podgrzanie atmosfery.

„Przebudzenia doktora Sørena” to zwycięski, konkursowy debiut. Wygrana w pełni zasłużona, bo lekturę czyta się z przyjemnością, całkiem nieźle się przy tym bawiąc, próbując wraz z bohaterami zdemaskować zamachowca. Jeśli tak wygląda pierwszy krok Małgorzaty Kempnej, to chętnie sięgnę po kolejną książkę autorki.

Marta „Prokris” Sobiecka
Redakcja i korekta: Anna "Kresyda" Drwal

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Novae Res

Tytuł: Przebudzenia doktora Sørena
Autor: Magdalena Kempna
Wydawca: Novae Res
Projekt okładki: Mariusz Banachowicz
Miejsce wydania: Gdynia
Data wydania: 2013
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-7722-946-0

Konkursy

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus