„Tunel zagłady” Katarzyna Byjoś - recenzja

    Ekologia jest niezwykłym tematem. Zaprząta głowy naukowców, pseudonaukowców, stylistów, pseudostylistów, stylistów amatorów, specjalistów ds. żywienia (tych rzeczywistych i tych co nie potrzebują wiedzy żeby się wypowiedzieć) oraz artystów (i wielu innych, ale na artystach poprzestanę bo wstęp wstępu byłby za długi). Katarzyna Byjoś postanowiła osnuć na kanwie ekologii opowieść o kilkorgu młodych ludziach, którym przyjdzie uratować świat… albo i nie.

    Energia i antyenergia to potężne siły, które ciągle się zwalczają. Energia tworzy i związana jest z życiem, a antyenergia niszczy, niosąc za sobą śmierć. Kiedy dochodzi między nimi do starcia obie wybierają swoich przedstawicieli, by ci dążyli do założonych przez siły celów. Antyenergia wykreowała Dragotów, dowodzonych przez Zertusa. Armia zła pragnie zdobyć władzę nad Euteum, czyli źródłem wszechmocy, znajdującym się w Natulandii – jednym z równoległych do naszego świata wymiarów. Jeśli Zertus dotrze do źródła wszechmocy będzie mógł dokonać zniszczenia nie jednego, a wszystkich światów. Energia, w postaci sił natury, obdarowuje więc kilkoro Ziemian mocami żywiołów. Dzięki temu będą oni mogli ocalić zarówno swoją planetę, jak i Natulandię.

    W „Tunelu zagłady” poznajemy nastolatków: Mię władającą mocami wody oraz jej najbliższą przyjaciółkę Lilkę, poznajemy również ogniomistrza Dantego i jego kumpla Kapsla. Zaznajamiamy się z ujmującą dziewczynką Zoją, władającą światłem oraz z dorosłymi wybrańcami sił natury – Jolanem, wybrańcem ziemi i Radmirem władającym powietrzem. Ekipę w meandry wojny energii i antyenergii wprowadza tajemniczy Zoltan wraz ze swoim pomocnikiem Waflem, będącym dość kapryśną i bezczelną papugą. To dzięki nim drużyna sił natury poznaje także samą Natulandię, jej zmienność, rządzące nią prawa oraz jej ludy.

    Książkę odebrałam jako nowszą wersję Planetarian. W świecie stworzonym przez Katarzynę Byjoś ważne jest odcięcie się od zgubnej techniki, choć poziom cywilizacyjny mieszkańców Natulandii jest bardzo wysoki, zarówno w kwestii dojrzałości obywatelskiej, jak i w kwestiach medycyny, rehabilitacji oraz inżynierii. Ludy tego świata zawdzięczają to swojej umiejętności manipulowania energią i cząsteczkami, a nawet czasem. Autorka duży nacisk kładzie na cykliczność, naturalność, współistnienie wszystkich żywych istot, a także na równość każdej jednostki. Choć z tą równością, w szerszym aspekcie, różnie bywało. Niestety bardzo wyraźnie został zarysowany podział między bojowymi i praktycznymi chłopakami, a myślącymi o strojach i chłopkach dziewczynami.

    Czytelnik musi pogodzić się z tym, że autorka płynnie przechodzi z narracji w narrację, poświęcając jednym bohaterom więcej uwagi innym mniej. Musi pogodzić się również z tym, że drużyna od początku stanowi niezwykle zdyscyplinowany monolit. Jej członkowie nie kłócą się, tylko przekomarzają. Nie dyskutują, a jeśli już to zawsze ostatecznie zgadzają się ze swoim dowódcą. Nastolatkowe są niezwykle dojrzali w kwestiach uczuciowych, bez problemu, jedynie z lekkim ukłuciem żalu, przechodzą nad odrzuconą miłością. Bardzo brakowało mi jakiegoś tarcia między bohaterami. Ich zgrywania się, poznawania, zdobywania swojego zaufania. Brakowało mi pretensji kiedy jedna osoba zawaliła trening. Brakowało mi wahań nastojów, rozterek moralnych, tęsknoty do rodziny, niedowierzania w niesamowitości nowego wymiaru oraz tego, że on w ogóle istnieje. Może jestem sadystką, ale brak mi było także okropieństw wojny. Jakiś chwytających za serce scen z oblężonego miasta. Podziałów rodzących się wśród przyjaciół, spowodowanych cierpieniem i strachem… Może dlatego najbardziej ujmującą postacią wydawała mi się Zoja, której historia, wprowadzana z dużym wyczuciem, maluje dość smutne życie bardzo pogodnej dziewczynki.

    Zdecydowanie najmocniejszą stroną książki są opisy Natulandii i jej mieszkańców. Autorka używa plastycznego języka, oddaje z zacięciem reportażystki każdy szczegół wyglądu Nubytów, Moglinów, Tatunów, Anatuasków oraz Dragotów. W jej ujęciu dobro jest piękne, zło pachnie siarką, a w dotyku jest oślizgłe. Ta czarno-białość nie przeszkadza, jest naturalna dla Natulandii. Mam jednak ambiwalentne odczucia co do dialogów. Język bohaterów, na siłę młodzieżowy, z czasem bardzo nuży, choć skłamałabym twierdząc, że ani razu nie zaśmiałam się (szczególnie przy rymowankach Wafla).

    Pozycja bardziej dla odbiorców young niż adult. Znaleźć tu można wartką akcję, zdradę i przyjaźń, a także miłość (bardzo dużo miłości). Czy zakochacie się w stylu autorki, czy podzielicie mój sceptycyzm? Pozostaje Wam sięgnąć po książkę.

    Anna Augustyniak-Bączkowska
    Korekta:

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    Wydawnictwu Skrzat

    Tytuł: Tunel Zagłady
    Seria: Ciemna Strona Światła
    Tom: I
    Autor: Katarzyna Byjoś
    Wydawca: Wydawnictwo Skrzat
    Projekt okładki: Katarzyna Byjoś
    Data wydania: 2017
    Liczba stron: 380

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus