7EW (Neal Stephenson) - recenzja

    Nie tylko hukiem

    Kiedy ostatni raz wpatrywaliście się w nocne niebo? Naprawdę warto. Przy odrobinie szczęścia można przecież dostrzec piękne i rzadkie fenomeny: przelatującą kometę, orbitującą satelitę, zaćmienie, zorzę... Albo rozpadający się na kawałki Księżyc.

    Recenzja książki 7EW to świetny pretekst, aby przypomnieć (powtarzane i tak do znudzenia) dwa znane cytaty. Otóż Alfred Hitchock miał kiedyś powiedzieć, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. Wydaje się, że Neal Stephenson wziął sobie tę radę do serca. 7EW rzeczywiście zaczyna się od katastrofy naturalnej (?), jaką jest wspomniany przeze mnie rozpad Księżyca. Nie wiadomo, w jaki sposób doszło do tego wydarzenia: najpowszechniejsza teoria głosi, że na ziemskiego satelitę zadziałał jakiś bliżej nieokreślony czynnik zewnętrzny: przebił powierzchnię Księżyca, dostał się do środka lub może nawet przeszedł na wylot, dość, że po drodze uwolnił dostateczną ilość energii, aby doprowadzić do rzeczonego rozpadu. Zjawisko skądinąd niesamowite i fascynujące – jestem pewna, że w pierwszym minutach nikt z urzeczonych obserwatorów nie zastanawiał się nad możliwymi tragicznymi konsekwencjami.

    Drugi cytat to oczywiście nieśmiertelny wyimek z Thomasa Stearnsa Eliota: I tak właśnie kończy się świat. Nie hukiem, a skomleniem – choć w tym przypadku należałoby raczej sparafrazować: Nie tylko hukiem, lecz także skomleniem. Choć rozpad ziemskiego satelity był bezgłośny, to wynikła na jego skutek zagłada Ziemi – tak zwane Białe Niebo, czyli deszcz pozostałych po Księżycu meteorytów – z pewnością obfitowała w huki eksplozji i ludzkie skomlenie.

    Lecz zanim do tego doszło, ludzkość dostała dwa lata: kredyt czasowy, aby się przygotować. Powstał projekt operacji mającej na celu wysłania reprezentantów Ziemian w kosmos, a w jego realizację włączyły się – mniej lub bardziej – właściwie wszystkie państwa na błękitnej planecie. Choć Stephenson nie twierdzi, że coś podobnego może się odbyć bez przepychanek – czy to dosłownych, czy politycznych – to jednak odnoszę wrażenie, że zdecydowanie zaniedbał społeczne skutki rozpadu Księżyca i ogłoszenia rychłej zagłady ludzkości. Według niego projekt Arki w Chmurze – wysłania w kosmos reprezentantów każdego narodu, a także zamrożonych ludzkich zarodków – wystarczyłby, aby uniknąć zamieszek. Cóż, ja się z tym nie zgadzam. Jestem przekonana, że gdyby dziś naukowcy autorytarnie stwierdzili: „Hej, ludzie, za dwa lata wszyscy umrzemy”, natychmiast doszłoby do rozruchów, niezależnie od towarzyszących temu obietnic i uspokojeń.

    Warto nadmienić, że 7EW to książka bardzo techniczna: autor skupia się przede wszystkim na rozwiązywaniu kolejnych problemów od strony naukowej i inżynieryjnej. Drobiazgowo przedstawia na przykład proces adaptowania Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (zwanej pieszczotliwie „Izzy”) na potrzeby przyszłej Arki w Chmurze. Czytając 7EW, można odnieść wrażenie, że ma się w ręku fabularyzowaną instrukcję między innymi budowania rakiet kosmicznych. W niczym to jednak nie przeszkadza: zaprezentowany materiał poraża erudycją, ale jednocześnie skrupulatnie tłumaczy wszystkie problemy, zjawiska i możliwe rozwiązania. Nie raz i nie dwa łapałam się na tym, że nigdy bym nie pomyślała, iż jakiś aspekt życia może stanowić problem. Cóż – w kosmosie nagle niemal wszystko okazuje się problemem. Jednak Stephenson nie daje się zwieść pokusie: żadnej cudownej ściemy, czyste hard science, nawet jeśli to nadal fiction.

    Mimo swej techniczności (albo właśnie dzięki niej) 7EW to wciągająca, choć wymagająca lektura, zdecydowanie wyróżniająca się wśród innych pozycji nawet tego samego gatunku. Pod pewnymi względami można by ją porównać do Marsjanina Andy’ego Weira: to też opowieść o przetrwaniu człowieka w kosmosie i równie mocno (jeśli nie mocniej) osadzona w naukowych faktach, przez co zaciera się granica między fikcją a predykcją. Obydwie książki łączy (choć różnie wyrażony) optymizm odnośnie do ludzkiej zaradności i woli przetrwania, co wydaje mi się rzadkie w dzisiejszej SF. Więc hukiem, skomleniem... ale czyżby także nadzieją?

    Anna „Kresyda” Jakubowska
    korekta: Matylda Zatorska

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    wydawnictwu MAG

    Tytuł: 7EW
    Tytuł oryginału: Seveneves
    Autor: Neal Stephenson
    Wydawca: MAG
    Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
    Projekt okładki: Piotr Chyliński
    Ilustracja na okładce: Dark Crayon
    Miejsce wydania: Warszawa
    Data wydania: 2016
    Liczba stron: 896
    ISBN: 978-83-7480-671-8

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany

    Konkursy

    Nazwa użytkownika

    Facebook

    Discus