Apollo i boskie próby (Rick Riordan) - recenzja

Nie ma nic lepszego niż nowa książka ulubionego autora, która nie tylko w niczym nie ustępuje wcześniejszym pozycjom, ale można śmiało rzec, że prezentuje ten sam wysoki poziom, do którego Riordan przez lata zdołał przyzwyczaić swoich czytelników.

Apollo – krnąbrny, wyniosły, zarozumiały (mogłabym tak jeszcze długo, ale na tym zakończę) grecki bóg piękna, światła, życia, śmierci itd. (tyle zaszczytów dla tak gnuśnego kolesia to i tak za wiele) w końcu doprowadza do ostateczności swojego ojca Zeusa i po raz kolejny zostaje zesłany na ziemię w ramach kary. Nie byłoby to dla niego takie znowu straszne, gdyby nie jeden szczególik – staje się szesnastoletnim, pryszczatym młodzieńcem o niebosko brzmiącym imieniu Lester. Niestety, to dopiero początek jego problemów. Pozbawiony swoich mocy, musi przetrwać – w jak się okazuje – nieprzyjaznym ziemskim świecie, do chwili aż najwyższy z bogów ulituje się nad nim i łaskawie pozwoli wrócić na Olimp. Nie mając nic do stracenia, postanawia udać się do Obozu Herosów jedynego miejsca, w którym jemu podobni mają jakiekolwiek szanse na przeżycie i tam poszukać ratunku (czyli zwalić własne problemy na głowy innych). Okazuje się jednak, że dotychczasowy azyl przestał być bezpieczny, a utrudniony kontakt (brak łącza telefonicznego, internetowego czy iryfonicznego) i znikający bez wieści mieszkańcy są zjawiskami tak nietypowymi, że wzbudzają niepokój nie tylko w sercach przebywającej tam młodzieży.

Muszę szczerze przyznać – z początku nie zapałałam miłością do Apollina. Zakochany w sobie bubek, przekonany że jest pępkiem świata – to zdecydowanie nie jest dobry materiał na bohatera, z którego można w jakikolwiek sposób brać przykład. Jednakże z biegiem czasu jego zachowanie i podejście do świata znacząco się zmieniają. Zaczyna dostrzegać, że śmiertelnicy nie są tylko maszynkami do zabijania i ratowania boskich czterech liter. Kara zamienia się w naukę – chociaż sam eksbóg nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.

Nie obyło się bez spotkania ze starymi przyjaciółmi, a także z nowymi postaciami, które powinnam znać, jednak wcale ich nie kojarzyłam (to właśnie nastręczyło mi nie lada problemów). Otóż akcja powieści dzieje się po wojnie z Gają, która miała miejsce w cyklu „Olimpijscy herosi” (dzięki ci Hermesie za to błogosławieństwo, jakim jest internet), którego niestety nie czytałam. Oczywiście „Ukryta wyrocznia” jest osobną historią, niemniej zapoznanie się z poprzednimi dwoma cyklami sprawi, że odbiorca w trakcie lektury będzie miał pełny obraz sytuacji i postaci.

Za jedyny mankament powieści mogę uznać to, że dość łatwo domyślić się zakończenia. A sam fakt, że Apolla ratuje dwunastoletnia dziewczyna, która okazuje się być nieokreślonym herosem, jest niesłychanie dziwny (wiara w przypadki czy zbiegi okoliczności nigdy nikomu nie wychodzi na dobre).
Rick pomyślał także o czytelnikach mających problemy z pamięcią (skleroza, chwilowe zaćmienie umysłu itd.). Dzięki umieszczonemu na końcu książki słowniczkowi pojęć mogą oni śmiało wrócić do nurtujących ich zagadnień i się z nimi zapoznać.

Najgorsze jest to, że pod koniec historia naprawdę zaczęła nabierać rumieńców, więc uzbrojenie się w cierpliwość, by czekać na następny tom, będzie prawdziwą męką.

Monika just_monca Mikłaszewska
Korekta: Matylda Zatorska

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
wydawnictwu Galeria Książki


Autor: Rick Riordan
Tytuł: Ukryta Wyrocznia
Tytuł oryginału: The Hidden Oracle
Cykl: Apollo i Boskie Próby
Wydawca: Galeria Książki
Tom: I
Data wydania: 18.05.2016
ISBN: 9788364297939
Liczba stron: 500

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Konkursy

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus