Bratobójca (Jay Kristoff) – recenzja


...wznieść się na gryfich skrzydłach, i spaść

Większość trylogii, nawet tych przecudnych, ma to do siebie, że drugi tom jest przeważnie najsłabszy. Wątki z części pierwszej są kontynuowane, wyłaniają się nowe problemy, czytelnik poznaje nowe postacie, ale nic nie zostaje zakończone, a akcja przeważnie urywa się w nieoczekiwanym i często frustrującym momencie (Ale czemu teraz? Teraz robiło się naprawdę ciekawie! Buu!). Nie inaczej jest niestety z Bratobójcą Jaya Kristoffa – drugą powieścią z serii Wojna lotosowa opowiadającej o przygodach Yuriko i Buruu, o świecie nad którym wisi widmo wojny domowej oraz coś o wiele straszliwszego. Gdy wreszcie się rozkręca, gdy wreszcie czytelnik rozpoczyna obgryzanie paznokci z niecierpliwości, książka się po prostu kończy. Nie fair.

Najsłabszym elementem Bratobójcy jest niestety para głównych bohaterów. Yukiko i Buruu pozostają na marginesie, dodatkowo odbywają podróż, która oddala ich od ważnych wątków, zapoczątkowanych przez nich w Tancerzach burzy. Dziewczyna popada w alkoholizm, bo nie może wyciszyć głosów w swojej głowie, arashitora zwyczajnie daje się ponieść hormonom... Co? Oboje zachowują się nieracjonalnie, oboje mają problemy z komunikacją z innymi. Ponadto, Yukiko została „obdarzona” (przez autora, oj Jay!) jednym z najgorszych tropów „dostępnych” dla kobiet w literaturze. Nieładnie. Przynajmniej dzięki tym perypetiom czytelnik ma szansę poznać przeszłość gryfa oraz świat i ludzi poza Shimą.

Ale oczywiście nie wszystko jest złe, wręcz przeciwnie. Nawet fragmenty dotyczące tej pary mają zjadliwe i interesujące momenty. Lśnią za to nowe postacie: Hana, jej brat Yoshi, jego chłopak Jurou i ich niesamowicie złośliwy i koci kot Daken. Hana od razu zagościła u mnie jako „ulubiona postać na zawsze” i nie mogę się doczekać, by poznać jej dalsze przygody. Czytelnik bardzo szybko dowiaduje się, że rodzeństwo posiada taki sam dar jak Yukiko, ale używanie go przychodzi tej dwójce swobodnie niczym oddychanie. Hana pragnie wesprzeć rebeliantów Kage, pomaga im jak może i poznaje ich sekrety.

Jay Kristoff rozwija i rozszerza świat Wojny lotosowej. Już w Tancerzach było wiadome, że gaijini, jeńcy wojenni, są wykorzystywani do niewolniczej pracy przy uprawach lotosu. W Bratobójcy czytelnik ma wreszcie okazję poznać ich bliżej, niektórzy noszą nawet swojsko brzmiące imiona – jak Piotr. Ich zachowanie wydaje się barbarzyńskie, a technologia ustępuje tej niemalże-steampunkowej, pseudojapońskiej z Shimy.

Kontynuacja Tancerzy burzy, pomimo tego fatalnego „syndromu środkowej części”, nadal jest przyjemną i wciągającą lekturą. Przyjemną w tym sensie, że czyta się ją szybko, bo ilość krwi, przemocy i ciężkich tematów (trauma, uzależnienie, śmierć) zdecydowanie nie należy do lekkich i nie polecam tej serii osobom o słabych nerwach i delikatnych żołądkach. Reszta z pewnością znajdzie w Bratobójcy coś, co przykuje uwagę. A finał serii Endsinger zapowiada się epicko.

Diana „Mongfind” Cereniewicz
Matylda Zatorska

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękujemy wydawnictwu Uroboros


Tytuł: Bratobójca
Seria: Wojna lotosowa
Autor: Jay Kristoff
Wydawnictwo: Uroboros
ISBN: 18762419

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Konkursy

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus