Córka zjadaczki grzechów (Melinda Salisbury) - recenzja

Czy w książce bywa coś równie magnetycznego dla wzrokowca od ładnej okładki? Właśnie wyjątkowa, acz niezwykle skromna oprawa pierwszej powieści Melindy Salisbury, która jest jednocześnie początkiem trylogii dla młodzieży, sprawiła, iż z taką chęcią wzięłam do ręki Córkę zjadaczki grzechów.

Główna bohaterka to postać szczególna. Wiedzą o tym wszyscy bez wyjątku, bowiem życie Twylli zostało przeznaczone wyższym celom. Bóstwa wybrały właśnie ją i obdarzyły niezwykłą umiejętnością. Nastolatka za pomocą swego dotyku potrafi uśmiercić nawet człowieka. Ze względu na ten niecodzienny talent musi poślubić księcia i zacząć rządzić królestwem. Jednakże bycie wyjątkową w żaden sposób nie uszczęśliwia biednej, samotnej dziewczyny, której boją się poddani. Jedynie Lief, jej nowy strażnik i opiekun, potrafi ujrzeć w niej coś więcej aniżeli potwora. To właśnie dzięki niemu Twylla ma siły do walki o lepsze jutro nie tylko dla siebie, ale także całego ludu.

Najnowsza pozycja wydawnictwa Zielona Sowa to książka dla każdej nastolatki. I choć na pozór powieść wydaje się kolejną schematyczną historią o miłości dwojga całkowicie różnych od siebie ludzi, gdzie jedna z połówek jest zagubiona w swym własnym życiu, Córka zjadaczki grzechów ma do zaoferowania znacznie więcej.

Autorka została obdarzoną wspaniałą wyobraźnią, co potrafiła bardzo dobrze wykorzystać w swej debiutanckiej powieści. Świat przez nią wykreowany całkowicie różni się od innych znanych magicznych królestw; postacie nie należą do tych sztampowych; a sam rozwój akcji potrafi tak niejednokrotnie zaskoczyć. Melinda Salisbury udowodniła, że można coś jeszcze wykrzesać z dobrze znanego paranormal romance.

Czytelnik przenosi się do magicznej krainy rządzonej przez okrutną królową, która nie ma najmniejszych oporów przed wykorzystywaniem Twylli jako kata. Odbiorca powolutku odnajduje się w realiach i regułach świata przedstawionego. Autorka zadbała o każdy najdrobniejszy detal, tworząc coś nowego – miejsce odwiedzane po raz pierwszy. Z każdą kolejną stroną wprowadza ona czytelnika nie tylko do zimnego zamku, ale także do tajemnic i niewyjaśnionych zdarzeń. Fabuła Córki zjadaczki grzechów została dopieszczona, dzięki czemu tak bardzo wciąga.

Największą zaletą powieści są barwne postacie. Zarówno główna bohaterka, jak i drugoplanowe charaktery posiadają własne osobowości. Przede wszystkim widać to na przykładzie Twylli i jej pogłębionego portretu psychologicznego, który autorka objawiła, obdarzając postać trudną przeszłością. Nie sposób przez to obdarzyć ją sympatią albo przynajmniej współczuciem.

Jednakże nie znaczy to, że Melinda Salisbury w jakiś sposób wyolbrzymiała wydarzenia przedstawionego w Córce zjadaczki grzechów. Wręcz przeciwnie! Styl autorki jest jak najbardziej poprawny, a napięcie w historii tworzy się samoistnie nie tylko poprzez słowa, lecz wielowątkowość pozycji, gdzie historia przepełniono tajemnicą. To sprawia, iż od książki ciężko oderwać się nawet na moment, choć – nie powiem – w pierwsze strony trzeba się dobrze „wgryźć”.

Warto dać szansę Córce zjadaczki grzechów z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze – jest to naprawdę dobrze napisana młodzieżówka z miłymi dla serca wątkami fantastycznym oraz romantycznym; a po drugie ze względu na fakt, iż Melinda Salisbury na każdym kroku udowadnia, iż napisanie dobrej powieści to kwestia ciężkiej, rzemieślniczej pracy nad własną wyobraźnią.

Mała Pisareczka
Korekta: Monika „Katriona” Doerre

Za egzemplarz dziękujemy wydawnictwu Zielona Sowa

Tytuł: Córka zjadaczki grzechów
Autor: Melinda Salisbury
Tłumaczenie z języka angielskiego: Michał Kubiak
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 2015
Data wydania w Polsce: 2015
Gatunek: Powieść wielotomowa
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 368
Kategoria: Fantasy

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany