Chappie (2015) - recenzja

W swoim najnowszym filmie reżyser i scenarzysta Neill Blomkamp pochylił się nad tak ważnymi i skomplikowanymi sprawami, jak istota człowieczeństwa, sztuczna inteligencja i jej ograniczenia, rodzicielstwo, odpowiedzialność za innych czy pułapki wychowania. Po dwóch godzinach seansu trudno nie oprzeć się wrażeniu, że duża ilość ambitnych wątków odrobinę go przerosła.

Pierwsze minuty nastrajają pozytywnie, sugerując, że reżyser wyciągnął odpowiednie wnioski z negatywnych recenzji Elizjum. W porównaniu do poprzedniego filmu zmniejszeniu uległa skala, miast całej planety, obejmując tylko ogarnięty falą przestępczości i pilnowany przez pierwszych na świecie mechanicznych policjantów Johannesburg (niektórzy spekulują, że niedługo po wydarzeniach z Dystryktu 9). Jasny podział na dobrych i złych został zachowany, jednak da się dostrzec sporo więcej odcieni szarości i ludzkich zachowań odbiegających od wysokobudżetowych standardów (heroizm, odwaga, poświęcenie, szlachetność i tak dalej). Do tego stawką jest nie los całej planety, ale jednego robota, dwóch inżynierów i trójki przestępców mających na pieńku ze swoim znacznie groźniejszym kolegą po fachu. Dzięki temu w koszu wylądowało wiele wątków społeczno-politycznych o zasięgu globalnym, z ciężarem których opowieść o rajskiej stacji kosmicznej nie poradziła sobie zbyt dobrze. A potem film się rozkręca i przestaje być tak różowo.

Podstawowym problemem jest to, że Blomkamp nie potrafi poprzestać na małej skali, średnio co kwadrans dorzucając do stosika coś nowego. Tym sposobem historia o inteligentnym AI i naukowcu szczerze oddanym idei tworzenia nowego życia zostaje poszerzona między innymi o motyw nieuchronnej śmierci i pragnienia życia, olbrzymiego wpływu rodziców na ich dzieci czy oceniania innych na podstawie wyglądu i ignorowania osobowości ze względu na powierzchowność. Lista wątków rośnie praktycznie aż do ostatniej sceny, mogącej stanowić zalążek kolejnego filmu i nie jestem przekonany, czy aby na pewno wszystkie zostały rozwiązane i wyjaśnione. Zwłaszcza ostatnie pół godziny ma pod tym względem sporo za uszami, wywracając wcześniej kruchą, ale w miarę stabilną sytuację do góry nogami i oczekując, że widz nadąży i przyjmie wszystko bez głosu sprzeciwu. Z czym może być problem, bo wraz z upływem czasu rośnie poziom dziwności i udziału zaawansowanych (pseudo?) technologii. Trochę niepasujących do reszty historii, sprawiających wrażenie dopisanych głównie dla zdezorientowania widzów i sprawdzenia, jak wiele są w stanie przyjąć bez przynajmniej uniesienia brwi.

Mimo przesytu wątkami i motywami z dość miękkiego science fiction, Chappie sprawdza się jako film z morałem i przesłaniem. W czasie seansu wielokrotnie łapałem się na tym, że obecność niebieskiego robota w miejscu żywego dziecka nie tylko mi nie przeszkadza, ale jest całkowicie naturalna, jakbym widział takie rzeczy na co dzień. Znaczna w tym zasługa wspaniale grającego głosem Sharlto Copleya (bez podpowiedzi nie zorientujecie się, że to on) oraz scenariusza, umiejętnie łączącego dramat, komedię, akcję, a nawet od czasu do czasu kino familijne. Co w teorii nie powinno się udać i w paru miejscach faktycznie nie wyszło, zwłaszcza w końcówce, jednak na każde potknięcie przypadał tuzin zabawnych, wzruszających albo w inny sposób emocjonujących scen, które wynagradzały mi poprzednie wpadki z nawiązką, a nawet dwiema. Może nie tak dużo, jak w przypadku Dystryktu 9, ale na wystarczająco wysokim poziomie, by wyjść z kina z poczuciem zadowolenia wypisanym na twarzy.

Znacząco przyczynili się do tego aktorzy i muszę od razu zaznaczyć, że obawiałem się występu duetu z grupy Die Antwoord. Wyszedłem bowiem z założenia, że muzycy, sportowcy i generalnie ludzie spoza świata kina w tymże kinie kiepsko się odnajdują. Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy na widok Ninja i Yo-Landi Visser nie tylko nie wzdychałem z zażenowania, ale z zaciekawieniem wpatrywałem się w ekran. Nie nazwałbym ich występu oscarowym, ale odnaleźli się w rolach surowego, przybranego ojca i dobrodusznej, przybranej matki cyfrowego dziecka zamkniętego w tytanowym pancerzu (jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało). Para błyszczy zwłaszcza w scenach nauki i uświadamiania młodziutkiej maszyny, prezentując dwa różne modele wychowania, oba na swój sposób pozytywne i szkodliwe, co w połączeniu z trzecim podejściem, prezentowanym przez twórcę sztucznej inteligencji (w tej roli Dev Patel) tworzy mieszankę może niekoniecznie wybuchową, za to na pewno łatwopalną. Wątpliwości wzbudzić może postać grana przez Hugh Jackmana, byłego żołnierza i twórcy wielkich maszyn bojowych, ale biorąc pod uwagę wydarzenia w filmie nie podzielam zdania krytyków widzących w nim zbędny dodatek. Owszem, jego bohater jako jeden z niewielu nie przechodzi przemiany, ale nie musi, bo i nie taka jest jej rola, podobnie jak w przypadku pewnego umięśnionego draba, o którym wspominałem trzy akapity temu.

Pod względem wizualno-muzycznym Chappie to kolejny film Blomkapa. Kto widział poprzednie, ten wie, czego się spodziewać. Z jednej strony jest estetycznie, patrz projekty robotów albo wnętrza biur korporacyjnych, z drugiej zaś brudno i chaotycznie, gdy akcja przenosi się do mniej zadbanych i bezpiecznych dzielnic Johannesburga. Nie ma zbyt wiele zapadających w pamięć widoków, ale to nawet lepiej, gdyż pozwala im na wyróżnienie się na tle reszty. Z kolei ścieżka muzyczna to mieszany zestaw. Z jednej strony mamy Zimmera, który wleciał mi jednym uchem i natychmiast wyleciał drugim, z innej zaś fragmenty utworów Die Antwoord, pojawiające się na ledwo kilka sekund i natychmiast znikające. Ten dziwaczny, symfoniczno-elektroniczny zbiór działa w czasie seansu, ale po fakcie nie jestem w stanie napisać o nim niczego więcej, tak słabo się wyróżniał na tle konkurencji. Co niezbyt mnie dziwi, bo ten sam problem trapił oba poprzednie filmy pana Neilla, mimo zatrudniania do każdego z nich innego kompozytora.

Wiele osób będzie porównywać Chappiego do Dystryktu 9 czy Elizjum i zastanawiać się, który z nich jest lepszy. To zrozumiałe, lecz błędne posunięcie, gdyż każdy z tych filmów stawia inne pytania i odpowiada na nie z użyciem innych środków. Chappie nie jest tak ponury i pesymistyczny jak Dystrykt, ani tak pompatyczny i hollywoodzki jak Elizjum. To film tego samego reżysera, ale inny od poprzednich i wciąż wart obejrzenia. Dla fabuły, gry aktorskiej, wreszcie dla tytułowego Chappiego, ludzkiego robota starającego się znaleźć dla siebie miejsce w nieludzkim świecie. Tak, produkcja ma swoje mielizny i jest odrobinę przeładowana pomysłami i pytaniami, lecz starczy przymknąć na nie oko, by odnaleźć bardzo emocjonującą opowieść o dorastaniu, rodzicielstwie i kilku innych, ważnych sprawach, które czynią Chappie dziełem w pełni zasługującym na poznanie go.

Tekst: Łukasz “Salantor” Pilarski
Redakcja i korekta: Monika “Katriona” Doerre

Film obejrzeliśmy dzięki
uprzejmości Cinema City.

Tytuł: Chappie
Gatunek: Thriller, Akcja, Sci-Fi
Czas trwania: 120 minut
Kraj produkcji: Meksyk, USA
Premiera światowa: 4 III 2015
Premiera polska: 13 III 2015

Obsada:
Chappie: Sharito Copley
Deon Wilson: Dev Patel
Ninja: Ninja
Yo-Landi Visser: Yolandi
Amerika: Jose Pablo Cantillo
Vincent Moore: Hugh Jackman

Produkcja:
Reżyseria: Neill Blomkamp
Scenariusz: Neill Blomkamp, Terri Tatchell
Studio: Columbia Pictures, Alpha Core, Genre Films

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany