Ciemne tunele (Siergiej Antonow) - recenzja

O Metrze 2033 infantylnie

Mija już dziesięć lat, odkąd postapokaliptyczna wizja Dmitrija Głuchowskiego trafiła do rąk czytelników. W tym czasie cykl obrósł w kilkadziesiąt kolejnych tytułów. Zdarzały się wzloty i upadki, jednak niewątpliwą zaletę serii stanowi fakt, że do jej rozwoju przyczyniają się różni autorzy – dzięki temu fani niekoniecznie otrzymują w kółko ten sam produkt w kolejnych odsłonach. W napisanych przez Siergieja Antonowa Ciemnych tunelach czytelnikom przyjdzie wrócić do korzeni – a dokładniej: do moskiewskiego metra.

Niestety, nie jest to miły, długo wyczekiwany powrót. To, co na pierwszy rzut oka zapowiada się obiecująco, koniec końców okazuje się niewypałem. Czytelnicy śledzą losy młodego, żarliwego anarchisty ze stacji Wojkowskiej. Pewnego dnia (stwierdzenie cudownie anachroniczne w kontekście serii) wraz z towarzyszami udaje się on na Linię Czerwoną z misją zniszczenia ichniego laboratorium. Fabuła książki na każdym kroku okazuje się prościutka i przewidywalna. Główny bohater wraz z towarzyszami tak łatwo daje się wodzić za nos oczywistemu zdrajcy, że nie sposób powstrzymać się przy lekturze raz po raz od klasycznego facepalma. Same postaci jakoś nie podbijają czytelniczego serca – słabo zarysowane, proste, do bólu typowe.

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak co innego: wyraźnie widać, że autor próbował, że się starał, że rozsiał po swojej powieści rozmaite odniesienia i aluzje. Wspomina wielokrotnie księcia Kropotkina, powołuje się na Michaiła Bakunina, pojawiają się wzmianki o Mistrzu i Małgorzacie, próbuje przemycać wątki o dojrzewaniu, sceny epifaniczne i oniryczne. Cóż z tego, skoro całej tej wyliczance brakuje pogłębienia, nadania sensu. Staje się ona jedynie teatralną dekoracją, pustym sztafażem, co wyłącznie wzmacnia wrażenie panującej w książce płycizny.

Ciemne tunele weszły do księgarni jako „dwupak” – to znaczy, że dołączono do nich darmowy zbiór opowiadań polskich fanów uniwersum. To już druga taka antologia, a wydawca zdążył nawet ogłosić konkurs na trzecią. Zawsze cieszą mnie podobne inicjatywy i serce rośnie, kiedy widzę ich popularność. Niestety, Szepty zgładzonych, podobnie jak Ciemne tunele, nie powalają. Opowiadania okazały się – znów – bardzo przewidywalne i dość proste. Najlepsze z nich – paradoksalnie – nie ma wiele wspólnego z uniwersum.

Napiszę krótko o tych, które akurat trafiły w mój gust. Wspomniana wyżej perełka to Pejzaże z perspektywy nieba Tomasza Przyłuckiego. Urzekła mnie liryczna stylistyka utworu. Nie mogę jednak wyzbyć się wrażenia, że to hołd bardziej dla takich pisarzy, jak Poe czy Lovecraft (do tego pierwszego zresztą autor nawiązuje wprost, wspominając o nadaniu balonowi nazwy Nevermore), niż dla Głuchowskiego. Jeden z ciekawszych pomysłów realizuje opowiadanie Iteracja Piotra Jedlińskiego, które zresztą okazało się dość ciekawe stylistycznie, ale na taki zupełnie swojski i jednocześnie na wskroś stalkerski sposób. Nie najgorzej wypadł też Pielgrzym (znów Jedlińskiego) – wadą tego opowiadania okazała się przewidywalność, ale do mocnych stron zaliczyć należy formę i inspirację Dukajem.

Zapewne domyślacie się już, jakie słowa przeczytacie w podsumowaniu, niemniej pominąć ich nie mogę. Ciemne tunele to pozycja bardzo słaba, nawet z punktu widzenia fana serii. Bonusowe opowiadania nie ratują pozycji, nawet jeśli kilka z nich jest ciekawych. Więc na waszym miejscu, moi drodzy, jednak bym spasowała...

Anna „Kresyda” Jakubowska
korekta: Monika „Katriona” Doerre

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
wydawnictwu Insignis

Tytuł: Ciemne tunele oraz Szepty zgładzonych
Tytuł oryginału: Тёмные туннели
Autor: Siergiej Antonow
Wydawca: Insignis
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Projekt okładki: Ilja Jackiewicz
Miejsce wydania: Kraków 2015
Data wydania: 2015
Liczba stron: 328 oraz 224
ISBN: 978-83-63944-83-4 oraz 978-83-63944-91-9

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany