Cynobrowe pola

Zwykle staram się oceniać debiutujących autorów nieco inaczej niż zapalonych w boju pisarzy. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam na myśli faworyzowania nikogo, a jedynie zwracam uwagę na to, że ktoś, kto startuje ze swoją pierwszą publikacją, dopiero zaczyna wyrabiać pisarski warsztat i pewne aspekty z nim związane mogą jeszcze nie do końca ze sobą współgrać. Nie ma w tym nic złego, bo mało kto potrafi usiąść i z miejsca stworzyć wielowątkową, pełnowymiarową historię, która gdzieś po drodze nie zaliczyłaby żadnych wpadek. Im więcej bohaterów, tym trudniej nad nimi zapanować, im bardziej skomplikowana fabuła, tym łatwiej się w niej pogubić. Gdy zatem dostałem w swoje ręce pierwszą powieść Aleksandry Radlak, od razu założyłem, że pewne kwestie mogą wymagać poprawek. Pomyliłem się.

Początek powieści rzuca nas od razu na głęboką wodę i pokazuje, że nie będziemy mieć do czynienia z sielską atmosferą. Wręcz przeciwnie, szybko dociera do nas brutalna prawda o świecie, który będziemy poznawać. Świecie zniszczonym, pozbawionym zasad moralnych, w którym krzywda jest na porządku dziennym. W takiej sytuacji poznajmy właśnie jedną z bohaterek. Śledzimy jej losy i zastanawiamy się, czy faktycznie takie epatowanie krzywdą jest uzasadnione. Z czasem jednak odkrywamy, że jest to bardzo silny fundament, na którym opierać się będą kolejne wydarzenia, a jego obecność ma za zadanie nie tylko szokować, ale także i otwierać oczy.

„Cynobrowe pola” to dość konkretna mieszanka gatunków, w której odnajdziemy motywy zarówno związane z typowym fantasy, jak i science fiction, a nawet trochę grozy. Wszystko to okraszone dość ciężkim, postapokaliptycznym klimatem, który nie stanowi jedynie tła dla historii, ale pozwala jej żyć i się rozwijać. Autorka postanowiła pójść na całość i zaserwowała nam wielowątkową historię pełną postaci, którym przyświecają różne intencje i cele. Co jednak ważne, nie pogubiła się w tym wszystkim, a nie da się ukryć, że przy tylu poruszonych przez nią aspektach niejeden doświadczony pisarz miałby problem, aby zapanować nad wydarzeniami.

Aleksandra Radlak poradziła sobie znakomicie nie tylko z historią, ale także kreacją bohaterów. Ci nie stanowią jedynie statycznych elementów, które pojawiają się, by akcja mogła iść do przodu. Pisarka włożyła wiele pracy w to, by każda postać charakteryzowała się nie tylko własną osobowością, ale także reprezentowała sobą jakąś odmienność. Cechy te z jednej strony mogą być przeszkodą w istniejącym świecie, który dość niesprawiedliwie szufladkuje ludzi, z drugiej natomiast ich obecność pokazuje, że tak naprawdę pewne problemy są uniwersalne i mogą dotknąć każdego.

W powieści dość wyraźnie da się wyczuć krytykę sytuacji geopolitycznych, które trapią nasz prawdziwy świat. Zagłębiając się w lekturę, nieraz dostrzeżemy niesprawiedliwość, na którą sami nie mamy wpływu. Przy okazji jednak odkrywamy, że nie warto się poddawać, bo może i jako jednostka jesteśmy za słabi, by coś zmienić, ale gdy takich osób zbierze się więcej, to sprawa zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.

To z pewnością jeden z lepiej dopracowanych elementów tej historii. Otwieranie oczu czytelnika na to, czego nie możemy lub nie chcemy dostrzegać, a co skutecznie zabija w nas człowieczeństwo. Jestem pewien, że wiele osób odbierze to w podobny sposób, a niektórzy może zwrócą uwagę na coś, co do tej pory nie było dla nich takie oczywiste. Nie wszystko jest tutaj podane na tacy, a to z kolei sprawia, że książka wymaga od nas myślenia.

Historia, której jesteśmy świadkami, niesie za sobą ważne przesłanie. Pokazuje, do czego może doprowadzić ludzka pazerność i jak w takiej sytuacji skończyć może nasz świat, a zapewniam, nie jest to miła wizja. Skłaniałbym się w tym miejscu bardziej ku określeniu jej przestrogą dla nas wszystkich, bo można z niej wyciągnąć wiele wniosków, które warto wprowadzić w życie.

Pod względem językowym także nie mam nic do zarzucenia, a wręcz muszę pochwalić bardzo ciekawy, choć miejscami naprawdę ciężki styl. Gdybym nie wiedział, że w ręku mam powieść debiutantki, to raczej takie skojarzenie nie przyszłoby mi do głowy.

Wydarzenia są prezentowane w taki sposób, że naprawdę nie w sposób się od książki oderwać, gdyż każda kolejna strona kusi swoją zawartością i zachęca do dalszego zagłębiania się w ten świat. Nakłania czytelnika do odkrywania pewnych wskazówek i jednocześnie zmusza go do zweryfikowania swoich tropów. Wielokrotnie przyjdzie nam się na moment zatrzymać, przemyśleć pewne kwestie i zastanowić nad motywacjami bądź celami, które przyświecają bohaterom.

„Cynobrowe pola” okazały się dla mnie prawdziwie pozytywnym zaskoczeniem. Niezwykle dopracowany jak na debiutantkę styl w połączeniu z ciekawie zarysowaną historią i ogromną wręcz ilością pomysłów zamkniętych w jednej książce sprawiły, że od lektury ciężko było się oderwać. Momentami co prawda miałem odczucie, że niektóre wydarzenia dałoby się opisać w nieco krótszej formie, a ilość wątków nieco ograniczyć, jednak nie były to dla mnie jakoś szczególne problemy. Polecam każdemu, kto chce się przekonać, jak powinien wyglądać dobry literacki debiut.

Adam Gotan Kmieciak
Korekta: Anna Tess Gołębiowska

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu SQN

Tytuł: Cynobrowe pola
Autorka: Aleksandra Radlak
Gatunek: fantastyka
Okładka: miękka
Wydawnictwo: SQN
Data premiery: 29 listopada 2018 r.
ISBN: 978-83-6583-661-8
Liczba stron: 560
Cena: 36,99

Oceń: 
0
Brak głosów
Polski