Korona (Kiera Cass) - recenzja

Oto opowieść o tym, że niektóre historie wcale nie będą przypominały w swojej strukturze kury znoszącej złote jajka. Szkoda tylko, że autor nie zdaje sobie z tego sprawy i póki może, póty będzie ciągnął pieniądze z wykreowanej własnoręcznie marki. Podobną pisarką okazała się moim zdaniem Kiera Cass, której trylogia „Selekcja” była nieodkrywcza, choć w porównaniu do kolejnych tomów tejże pani – naprawdę dobra.

Eadlyn musi podjąć decyzję ważącą na całym życiu. I nie tylko jej, lecz całego królestwa, bowiem w momencie wyboru swego męża klamka zapadnie także w związku z przyszłym królem. Nie jest łatwo być młodą następczynią tronu.

Wybaczcie, co powiem, ale moim zdaniem „Korona”, czyli kontynuacja „Następczyni”, a jednocześnie jej zakończenie, jest całkowicie niepotrzebna. Malo tego! W moim odczuciu sam pierwszy tom byłby miłym dodatkiem, gdyby na siłę nie był wydłużany, czego skutkiem stała się właśnie omawiana przeze mnie powieść. Można było wszystko zamknąć w stu stronach zamiast pięciuset.

Gdyż tutaj wszystko jest wydłużane do granic możliwości, tak jakby autorka chciała sprawdzić, ile razy przeklnę nad brakiem logiki w postępowaniu głównej bohaterki bądź – jeszcze lepsza opcja - ile razy będę chciała rzucić tę powieść w ścianę z powodu głupoty i naiwności tejże postaci. Jednakże najgorsze było to, że z góry – już po pierwszych rozdziałach „Następczyni” – wiedziałam, kogo wybierze Eadlyn, więc tworzenie trójkątów miłosnych chyba z przymusu z przymusu w żaden sposób mnie nie ciekawiło. Ba, nawet nie miałam ochoty kibicować komuś innemu niż temu jedynemu, bo czułam tę sztuczność w kandydatach na męża, jak gdyby nie pasowali w ogóle do historii napisanej przez autorkę.

Zatem nic dziwnego, że w moim odczuciu to bohaterowie są najgorszą wadą w „Koronie”. Nie byłam w stanie nikogo polubić. Kiera Cass może i starała się stworzyć z Eadlyn postać zupełnie inną od jej matki i najwyraźniej ta chęć sprawiła, iż kluczowa postać, wokół której wszystko się rozgrywa, była nijaka. Nie lepiej było z pozostałymi „aktorami na scenie”. Po odegraniu swojego monologu odchodzili, a czytelnik szybko o nich zapominał. Mieli po jednej widocznej cesze i to na niej opierała się autorka w kreowaniu. Nic specjalnego.

Kiera Cass już mnie przyzwyczaiła, że pisze prostym językiem. W jej pisarskim stylu przeważają dialogi bądź przemyślenia głównej bohaterki. Dzięki temu książka jest przystępna dla każdej grupy wiekowej. „Koronę”, podobnie jak wcześniej „Następczynię”, czyta się szybko i bez większego namysłu. Brak tutaj jakichś górnolotnych fraz bądź godnych powtarzania cytatów. Ot, taka książka dla poprawy humoru i osłodzenia sobie trochę szarego życia.

I właśnie tak powinna zostać odebrana przez wszystkich „Korona” – jako coś na raz. Porównując to do słodyczy, dostajemy nijakie ciasteczko, które zjadamy bez namysłu i szybko o nim zapominamy. Pod względem kalorii wolelibyśmy jednakże, by zamiast dwóch porcji dostać jedną a konkretną. Dlatego też nie polecam, nie odradzam. Osobiście cieszę się, że cały cykl Kiery Cass już za mną. Teraz jej książki mogę przekazać młodszemu pokoleniu. Może one w swojej naiwności nie zauważą tych wszystkich wad, które dla mnie okazały się kłodami rzucanymi pod nogi.

Mała Pisareczka
Korekta: Kira Leśków

Za egzemplarz dziękujemy wydawnictwu Jaguar

Tytuł: Korona
Autor: Kiera Cass
Tytuł oryginalny: The Crown
Tłumaczenie z języka angielskiego: Kaczarowska Małgorzata
Tom serii: V
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2015
Data wydania w Polsce: maj 2016
Gatunek: Powieść
Oprawa: Miękka
Liczba stron: 304
Kategoria: Young Adult
ISBN: 978-83-7686-459-4

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Nazwa użytkownika

Facebook

Discus