Mapa nieba (Félix J. Palma) - recenzja


    Człowiek potrzebuje marzeń. Tak, potrzebna mu wiara w złudzenia, wiara w to, że życie jest czymś więcej niż nędzną, wrogą rzeczywistością, która go przydusza

    O ile fantastykę – elfy, krasnoludy, czarownice – uwielbiam, o tyle do klasycznego science fiction wciąż nie mogę się przekonać. Odległa przyszłość, nowe rasy, roboty, statki kosmiczne, to nie moja bajka. Mimo to sięgnęłam po drugą część trylogii wiktoriańskiej – „Mapę nieba”, tym razem traktującą o inwazji Marsjan na Ziemię. Byłam przekonana, że kunszt pisarski Palmy zrekompensuje być może nie do końca odpowiednią dla mnie tematykę. I tak się właśnie stało.

    Początek powieści nie zachwyca, wręcz nuży, usypia i przez to irytuje. Po króciutkim, przywitaniu się z H.G Wellsem wyruszamy na Antarktydę wraz z nijakim, niebudzącym sympatii Reynoldsem. Jedynym plusem tej części jest pojawienie się postaci, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ale tak dla formalności – przed Wami jeden z najwybitniejszych pisarzy XIX wieku, mistrz literatury gotyckiej i horroru – Edgar Allan Poe! To niestety koniec zalet pierwszej części. Czyta się ją długo i niełatwo, ale gdy tylko uda wam się przez nią przebrnąć, czeka na was zasłużona nagroda: święty Graal, garniec złota na końcu tęczy czy co tam chcecie. Wraca Wells i fabuła „właściwa”! Dla mnie to najlepsze, co mogłam sobie wymarzyć. Na życzenie Emmy Harlow starający się o jej rękę niezwykle tajemniczy Montgomery Gilmore decyduje się na odtworzenie inwazji Marsjan, opisanej w książce nikogo innego jak właśnie Wellsa. Szybko jednak okazuje się, że coś jest nie tak, i to bardzo nie tak. Oto rozpoczyna się prawdziwa inwazja. Losy dwojga zakochanych zostają połączone z H.G Wellsem i nie tylko z nim. Od teraz ta jakże dziwna kompania musi współpracować, aby nie dać się zabić przybyszom z kosmosu. Czy im się uda? Jakie tajemnice skrywają bohaterowie? Tego, i nie tylko tego, dowiecie się, sięgając po „Mapę nieba”.

    Fabuła podobała mi się nieco mniej niż w przypadku pierwszej części trylogii, ale byłam na to przygotowana – podróże w czasie uwielbiam, kosmitów już nie. „Mapa nieba” dotyczy ucieczki przed Marsjanami, ale nie byle jakiej ucieczki. Podczas tej wymuszonej podróży przez Anglię na bohaterów czekają wprost...nieziemskie przygody pełne niebezpieczeństw, liczne próby zaufania i wiele, wiele innych. Palma zdążył przyzwyczaić mnie do wartkiej akcji pełnej zwrotów, z którymi w takiej dawce i formie nie spotkałam się w żadnej innej książce. Tym razem, czego kompletnie się nie spodziewałam, poza genialną fabułą i świetnie wykreowanymi bohaterami w powieści znalazło się też miejsce na odrobinę humoru. Prześmieszną scenę z krową z pewnością zapamiętam jeszcze na długo. A to wszystko to dopiero początek...Dalej jest jeszcze ciekawiej, ale nie mogę już więcej zdradzić.

    Tak jak w przypadku „Mapy czasu” w powieści pojawia się szalenie urokliwy wątek miłosny. Mowa oczywiście o flircie Emmy Harlow i Montgomery'ego Gilmore'a, przepełnionym ironią, delikatnością i niewinnością. Można by pomyśleć, że wplecenie w inwazję Marsjan romansu tych dwojga to coś oklepanego, coś, co już dawno się przejadło. Nic bardziej mylnego. Na stronach tej książki rozkwita przepiękne, szlachetne i do bólu głębokie uczucie. Jeżeli nie przemawia do was fantastyczna strona tej powieści, sięgnijcie po nią choćby dla genialnie wykreowanego wątku miłosnego.

    Nie mogę wypowiadać się o dziełach Palmy i nie poruszyć kwestii języka. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak pisze. Tworzy niezwykle pobudzające wyobraźnię opisy, dzięki zastosowaniu wielokrotnie złożonych zdań i wyszukanego słownictwa. Robi to wszystko z taką lekkością i wprawą, że jego opisy, choćby kilkustronicowe i dotyczące najbardziej błahych rzeczy, mogłabym czytać w nieskończoność.

    Ja i Marsjanie to dwa różne światy... dosłownie. Mimo to „Mapa nieba” zachwyciła mnie niemalże tak samo, jak pierwszy tom tej wybitnej trylogii, który kocham, a wręcz ubóstwiam. Myślę, że to wystarczająca rekomendacja. Naprawdę, nigdzie indziej nie znajdziecie książki, której bohaterami byliby H.G Wells czy Edgar Allan Poe, a już zwłaszcza obydwaj. A to przecież zaledwie jedna z wielu zalet „Mapy nieba”. Jeżeli już sięgnęliście po pierwszy tom, to się nie zawiedziecie. Choć książka z początku jest trochę nudna, później akcja wyraźnie przyspiesza, a zakończenie po prostu wgniata w fotel. Jeśli jednak jeszcze tego nie zrobiliście, polecam z całego serca oba tomy, a nawet całą trylogię, bo jestem pewna, że i ostatnia część będzie genialna.

    Patrycja „Ilussia” Ratajczak
    Redakcja i korekta: Matylda Zatorska


    Tytuł: Mapa nieba
    Tytuł oryginału: El mapa del cielo
    Autor: Félix J. Palma
    Wydawca: Sonia Draga
    Tom: 2
    Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych, Patrycja Zarawska
    Data wydania: 8 października 2014
    Liczba stron: 584

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany