Marsjanin (2015) - recenzja

    Kiedy ratowanie biednych szeregowców za linią wroga już nie wystarczy i kiedy odnajdywanie własnej tożsamości nie jest już w połowie tak satysfakcjonujące, pozostaje już tylko jedna opcja: ratowanie Matta Damona w kosmosie!

    Powstały na podstawie amerykańskiego bestsellera autorstwa Andy’ego Weira „Marsjanin” ma pozornie prostą fabułę. Załogowa misja na Marsa zostaje gwałtownie przerwana. W trakcie ewakuacji astronauta i botanik Mark Watney odnosi ranę i uznano go za zmarłego. Reszta jego załogi opuszcza planetę i wyrusza w drogę powrotną na Ziemię. Pomimo znikomych zapasów i braku łączności z NASA Watney robi wszystko co w jego mocy, aby przetrwać w trudnych warunkach.

    Wychodząc z kina, zażartowałam do koleżanki, że właśnie obejrzałyśmy dwugodzinny odcinek „MacGyvera” w kosmosie. I pomimo faktu, że stwierdzenie to było całkowicie humorystyczne, nie odbiegało ono zbytnio od rzeczywistości. Akcja „Marsjanina” koncentruje się głównie na codziennych trudnościach głównego bohatera, który, uprawiając tak zwaną „kombinatorykę stosowaną”, próbuje wyprodukować niezbędne mu do przetrwania rzeczy, takie jak woda i żywność. To zaskakujące, jak przydatna może okazać się taśma izolacyjna, folia i zwykła plandeka.

    Film został wyreżyserowany przez specjalistę od wysokobudżetowych produkcji, Ridleya Scotta, który doskonale wie, jak stworzyć zapierający dech w piersiach obraz. Szerokie ujęcia pustynnego Marsa służą głównie jako tło, przypominające widzom o tym, gdzie dzieje się większość scen. Jednak to bardziej kameralne ujęcia wewnątrz budynków, w trakcie których postacie desperacko starają się znaleźć wyjście z sytuacji, wprowadzają najwięcej napięcia.

    Nie da się ukryć, że jest w tym duża zasługa obsady. Oprócz Matta Damona w filmie występują Jeff Daniels, Sean Bean oraz Kristen Wiig, jak również Jessica Chastain, Sebastian Stan i Michael Peña. Miłym zaskoczeniem było również pojawienie się Chiwetela Ejiofora i Donalda Glovera. Mimo iż Damon, z oczywistych przyczyn, dominuje na ekranie, każdy z wyżej wymienionych aktorów dał z siebie wszystko.

    Kolejnym dużym atutem produkcji okazał się humor. Żarty i zabawne wymiany zdań doskonale współgrają z dramatycznymi chwilami, a główny bohater dodaje do swojej narracji idealną ilość wisielczego humoru. Być może niektórym widzom ta mieszanka wyda się nieco wymuszona lub nie na miejscu, jednak mnie humor pozwolił odetchnąć i nabrać siły przed kolejną katastrofą. Tego właśnie brakuje wielu filmom tego typu: sposobu na przerwanie wszechobecnej depresji.

    Słowa nie są w stanie wyrazić tego, jak bardzo polecam wszystkich obejrzenie „Marsjanina”. Wszystko, od scenariusza, poprzez grę aktorską z Mattem Damonem na czele, po reżyserię wywołuje niesamowite wrażenie. I to u kogoś, kto nie czytał książki, na podstawie której powstał ten obraz. Podejrzewam, że gdybym poszła do kina po przeczytaniu powieści, film spodobałby mi się jeszcze bardziej. Na razie jednak pozostaje do zrobienia jedno: czas skolonizować Marsa. Tak naprawdę. ;)

    Agnieszka „Cala” Siemieńska
    Korekta: Matylda Zatorska

    Za bilet na seans dziękujemy
    sieci Cinema City

    Tytuł: Marsjanin
    Gatunek: Akcja, Sci-Fi
    Czas trwania: 2 godz. 21 min.
    Kraj produkcji: USA

    Obsada:

    Mark Watney: Matt Damon
    Melissa Lewis: Jessica Chastain
    Annie Montrose: Kristen Wiig
    Teddy Sanders: Jeff Daniels
    Rick Martinez: Michael Peña
    Mitch Henderson: Sean Bean

    Produkcja:

    Reżyseria: Ridley Scott
    Scenariusz: Drew Goddard
    Studio: Genre Films, International Traders, Mid Atlantic Films

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany