Mechaniczny (Ian Tregillis) - recenzja przedpremierowa


Motyw niewolnictwa pojawia się w literaturze dość często. Kultowe „Przeminęło z wiatrem”, „Jądro ciemności”, a także inne powieści mówiące o wyzyskiwaniu czarnoskórych czy słabszych są tego doskonałym przykładem. Nie znałam jednak jeszcze książki fantastycznej poruszającej tę tematykę. Do teraz, do chwili, gdy w moje ręce trafił „Mechaniczny” Iana Tregillisa przedstawiający historię Jaxa – niewolnika, który postanowił się zbuntować. Niewolnika, który był klakierem – mechanicznym człowiekiem napędzanym mocą alchemii.

Z chwilą powstania klakierów wybuchł konflikt pomiędzy Holandią, pragnącą wykorzystać mechanicznych do celów militarnych, a Francją, nastawioną bardziej pokojowo, przekonaną, że każdy ma prawo do wolności, nawet jeśli jego ciało składa się z metalu, a nie krwi i kości. Mimo że od momentu stworzenia pierwszego klakiera minęło blisko trzysta lat, spór nadal trwa. W jego tle zostają ukazane losy wspomnianego Jaxa, zbuntowanego mechanicznego, ale nie tylko. W powieści można wyróżnić jeszcze dwa inne wątki – pastora Luuki Vissera, skrywającego niejeden mroczny sekret, a także porywczej wicehrabiny Berenice, specjalistki od klakierów. Czy Jax stanie się wolny? Czy losy tych bohaterów się skrzyżują?

Skłamałabym pisząc, że „Mechaniczny” od razu mnie wciągnął. Przebrnięcie przez pierwsze 150-200 stron było dla mnie nie lada wyzwaniem. Powieść okazała się czymś innym niż się spodziewałam. Dominacja wątku politycznego, w tym ogrom dywagacji o konflikcie między wspomnianymi mocarstwami, sprawiła że długo nie mogłam się odnaleźć w powieści Tregillisa. Wszystko to było dla mnie zbyt zawiłe, pełne niedomówień i po prostu nudne. Sytuacji nie poprawiło też ciągłe „skakanie” między trzema wiodącymi wątkami – Jaxa, Berenice i pastora Vissera. Niekiedy po powrocie do historii któregoś z bohaterów zapominałam, co wydarzyło się w niej wcześniej. Dopiero później, gdy doszło do wyczekiwanego przeze mnie buntu klakiera, wszystko zaczęło się klarować. Akcja przyspieszyła, nie było też już tyle zbędnych, przegadanych scen. Muszę przyznać, że dopiero w tym momencie „Mechaniczny” naprawdę mnie zaciekawił i mi się spodobał. Wszystkie trzy wątki się rozwinęły i zaczęły podążać w zaskakującym kierunku. Chciałabym wybrać ten, który podobał mi się najbardziej, ale nie potrafię. Losy Vissera śledziłam z zapartym tchem, dzięki zwalającym z nóg zwrotom akcji, historia Jaxa zauroczyła mnie możliwością poznania psychiki klakiera, a Berenice... to po prostu Berenice – świetnie wykreowana postać, kobieta ostra, choć zdolna do głębszych uczuć, a więc reprezentantka mojego ulubionego typu bohaterek.

Tregillis wymyślił sobie mechanicznego człowieka – jest cały z mosiądzu, na czole ma niewielki otwór, a w jego wnętrzu znajdują się liczne zębatki, trybiki i inne części, które poddane działaniu alchemii, sprawiają, że żyje. Inni pisarze też często tworzą bohaterów niebędących ludźmi, ale czy wychodzi im to tak świetnie jak autorowi „Mechanicznego”? Nie powiedziałabym. Zwykle kończy się jedynie na opisie wyglądu. Tregillis postąpił inaczej. Wyraźnie podkreślał siłę i wytrzymałość mechanicznych istot, stworzył geas, czyli palącą (dosłownie) potrzebę wypełnienia narzuconego obowiązku, ich własne pozdrowienie, a nawet mowę za pomocą przeróżnych postukiwań. Słowem – zadbał o każdy, nawet najmniejszy szczegół. Dzięki temu czuć, że główny bohater powieści faktycznie jest mechaniczną istotą, że różni się od zwykłych ludzi. Wielkie brawa dla Tregillisa.

O ile nad fabułą, twórca „Mechanicznego” powinien trochę po pracować, o tyle kreacji bohaterów można by się od niego uczyć. Jestem pod wrażeniem łatwości i lekkości z jaką to robi. Moja ulubienica to niezaprzeczalnie Berenice. Już od pierwszych słów, jakie wypowiedziała, wiedziałam, że przypadnie mi do gustu. Okazała się silną, niezależną bohaterką, tak rzadko spotykaną w literaturze. Więcej zdradzać nie będę, lepiej poznajcie ją sami. Obiecuję, że się polubicie.

„Mechaniczny” nie jest rewelacyjną książką, raczej średniakiem. Pierwsze strony mnie nie zaciekawiły, ale z perspektywy czasu uważam, że są niezbędne do zrozumienia fabuły w tym i w przyszłych tomach. Druga część książki to już coś zupełnie innego – trzy różne, niepowtarzalne wątki z jednym wspólnym motywem klakierów, bo to o nich w gruncie rzeczy jest ta powieść. Skoro już wszystko co trzeba wiedzieć o mechanicznych i konflikcie między Francją a Holandią zostało wyjaśnione, żywię ogromną nadzieję, że w kolejnym tomie autor skupi się bardziej na akcji, bo co do niej nie mam wielu zarzutów poza tym, że rozwinęła się zbyt późno. Pomimo moich wielu zastrzeżeń, uważam, że Mechaniczny” okazał się być godnym początkiem tej nowej – miejmy nadzieję – wspaniałej serii. Zakończenie jest naprawdę obiecujące, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejne części przygód Jaxa, Berenice i Vissera.

Patrycja „Ilussia” Ratajczak
Redakcja i korekta: Monika „Katriona” Doerre

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
wydawnictwu SQN


Tytuł: Mechaniczny
Tytuł oryginału: The Mechanical
Autor: Ian Tregillis
Wydawca: SQN
Tom: I
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Projekt okładki:Paweł Szczepanik
Data wydania: 20 lipca 2016
Liczba stron: 480

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany