Miecz Wikingów (Kevin Crossley-Holland) – recenzja

    Powieści o Wikingach stają się coraz bardziej popularne. Spory wpływ wywierają to rozmaite programy telewizyjne i seriale, które przedstawiają sylwetki i przygody tych nieustraszonych wojowników. Osobiście nie miałam okazji do zapoznania się z literackimi portretami Wikingów do momentu, gdy w moje ręce trafiła książka „Miecz wikingów”. Jakie na mnie wrażenie? O tym przeczytacie poniżej.

    Solveig przebyła długą drogę z mroźnej Norwegii do słonecznego Bizancjum. Jej pragnienie odnalezienia ojca co rusz popychało ją do dalszej podróży, lecz teraz, kiedy już go odszukała, wiele wskazuje na to, że znowu go utraci. Halfdan, ojciec dziewczyny, ma wkrótce dołączyć do oddziału Wikingów wyruszającego na Sycylię w celu odbicia jej z rąk Saracenów. Solveig zrobi wszystko, by pozostać u boku rodzica, tylko czy będzie to słuszny wybór?

    „Miecz Wikingów” to drugi tom serii „Saga o Wikingach” autorstwa Kevina Crossley’a-Hollanda. Pisarz zaprasza w niej swoich czytelników do świata, w którym chrześcijanie co rusz stają do walki z wyznawcami Allaha. Wikingowie, nazywani w powieści również Waregami, mimo iż w sercach noszą wiarę w swoich bogów, są mieczem chrześcijaństwa. Niemniej jednak nie porzucili swoich dawnych obyczajów bitewnych. Nieustraszeni w boju, spragnieni łupów, nie cofną się przed największym niebezpieczeństwem.

    Główną bohaterką książki jest piętnastoletnia Solveig, która w „Bransoletce z kości” przebyła długą drogę z rodzinnego domu w Norwegii, przez Nowogród i Kijów, aż do Miklagardu. To prosta dziewczyna o wrażliwej duszy. Nie ma w niej nic z kobiety Wikingów, przez co poszczególne, czasem brutalne wydarzenia, jakie spotkały ją podczas podróży, odbijają się na jej charakterze. Protagonistka jest raczej obserwatorką stojącą z boku i próbującą zrozumieć znaczenie poszczególnych sytuacji, gestów i słów. Muszę jednak przyznać, że w moich oczach była zbyt spolegliwa. Jeśli tak samo postępowała w pierwszym tomie cyklu, to naprawdę nie wiem, jakim cudem udało się jej przebyć taką długą i niebezpieczną drogę...

    Choć nie czytałam pierwszej części serii „Sagi o Wikingach”, to bez problemów odnalazłam się w opisywanej historii. W „Mieczu Wikingów” kilkakrotnie zostały wspomniane wydarzenia, jakie miały miejsce w „Bransoletce z kości”, dzięki czemu czytelnik nie czuje się zagubiony i rozumie poszczególne zależności między bohaterami powieści. Jednakże pełniejszy obraz serii zyska, czytając oba tomy. Pomoże to w szczególności zaobserwować metamorfozę jednego z ważniejszych bohaterów powieści, Haralda, którego prawdziwą naturę Solveig – a wraz z nią odbiorcy – poznają dopiero po pewnym czasie.

    „Miecz Wikingów” został napisany prostym językiem. Ilość dialogów zdecydowanie góruje nad fragmentami opisowymi, dzięki czemu książka przypadnie do gustu osobom preferującym dynamiczną akcję i szybko rozwijającą się fabułę. Mimo iż jest to historia, gdzie Waredzy stanowią zdecydowaną większość, nie ma w niej wielu scen walk, a jeśli już to są dość krótkie, nieszczególnie krwawe. Jako miłośniczce brutalnych scen batalistycznych brakowało mi ukazania prawdziwej natury Wikingów, którzy byli przecież uważani za jednych z najlepszych, a zarazem najstraszniejszych wojowników, jacy chodzili po ziemi.

    Drugi tom serii „Saga o Wikingach” to powieść przygodowa z elementami historycznymi, która zdecydowanie przypadnie do gustu młodszym odbiorcom. Zamorska wyprawa, walki z Saracenami, podstępy i intrygi sprawią, że lektura całkowicie pochłonie czytelników.

    Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękujemy
    Wydawnictwu Bellona!

    Anka „Wiedźma” Chramęga
    Redakcja: Monika „Katriona” Doerre


    Tytuł: Miecz Wikingów
    Autor: Kevin Crossley-Holland
    Tytuł oryginalny: Scramasax
    Przekład: Krzysztof Dworak
    Cykl: Saga o Wikingach
    Tom: 2
    Data wydania: 23 kwietnia 2015 r.
    Ilość stron: 312
    ISBN: 978-83-11-13334-1
    Okładka: miękka

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany