Misja Błazna (Robin Hobb) – recenzja

Nie mogłam się doczekać powrotu do świata stworzonego przez Robin Hobb. Czas spędzony przy lekturze trylogii „Skrytobójca” był przyjemny, historia opowiedziana przez autorkę wciągała i ledwo odłożyłam książkę na półkę, a już brakowało mi pojawiających się w niej bohaterów i ich przygód. Dlatego też bardzo się ucieszyłam, gdy przeczytałam o wznowieniu innej serii powieści rozgrywających się w tym samym świecie i, co równie ważne, z tymi samymi postaciami. „Misja Błazna”, pierwszy tom cyklu „Złotoskóry”, stanowi dalszy ciąg historii Bastarda Rycerskiego i Błazna, który po raz kolejny potrzebuje swego katalizatora, by zmienić losy świata.

Minęło kilkanaście lat od wydarzeń opisanych w „Wyprawie Skrytobójcy”. Bastard Rycerski, nazywający się teraz Tomem Borsuczowłosym, mieszka na odludziu w towarzystwie swego wilka oraz Trafa, chłopca którego wziął na wychowanie. Żyje spokojnie, nie niepokojony przez spiski, intrygi i inne pałacowe gierki. Wolny czas poświęca spisywaniu historii Królestwa Sześciu Księstw. Bastard stara się zapomnieć o poprzednim życiu, lecz przeznaczenie postanawia się o niego upomnieć. Odwiedziny starych przyjaciół i wezwanie do Koziej Twierdzy sprawiają, że mężczyzna musi porzucić swoją samotnię i na powrót stać się królewskim skrytobójcą.

„Misja Błazna” to pierwszy tom serii „Złotoskóry”. Akcja powieści rozgrywa się piętnaście lat po historii przedstawionej w ostatnim tomie cyklu „Skrytobójca”. Jej głównym bohaterem i narratorem jest Bastard Rycerski. Przyznam, że nieco mnie to zdziwiło, ponieważ spodziewałam się opisywania wydarzeń z perspektywy Błazna, gdyż to jego dotyczy tytuł. Szybko jednak przekonałam się, że taki zabieg nie byłby korzystny dla książek. Błazen, znany obecnie jako pan Złocisty, jest postacią na tyle enigmatyczną, że wykorzystanie go jako narratora powieści sprawiłoby, że czytelnicy szybko przewidzieliby kolejne wydarzenia i lektura następnych tomów nie byłaby już tak ekscytująca. Dlatego też powrót do Bastarda okazuje się najlepszym rozwiązaniem.

Teoretycznie – podkreślam, teoretycznie – „Złotoskórego” można czytać bez znajomości wcześniejszej trylogii, czyli „Skrytobójcy”. Ważniejsze wydarzenia zostały pokrótce przypomniane w sporadycznych retrospekcjach, więc czytelnik, który nie zna treści pierwszego cyklu opisującego historię Bastarda Rycerskiego nie będzie czuł się bardzo zagubiony. Jednakże prawda jest taka, że będzie to wiedza niekompletna, nieoddająca pełni obrazu wcześniejszych wydarzeń i niepokazująca przemiany, jaka dokonała się w ważniejszych postaciach. Dlatego też przed sięgnięciem po tę serię zalecam zapoznanie się ze „Skrytobójcą”. Przede wszystkim sprawi to, że lektura wciągnie czytelnika o wiele mocniej i pokaże, jak zmieniło się opisywane uniwersum w ciągu tych kilkunastu lat, jakie w nim upłynęły.

Liczył się tylko książę i jego dobro. Nie jego skrupuły czy życie tego chłopaka pradawnej krwi, który siedział pod ścianą jaskini. Ani nawet moje własne uczucia. Robiłem to dla Ciernia, dla mojej królowej, dla dynastii Przezornych i samego księcia. Uczono mnie właśnie takiej brudnej roboty. Była częścią przeszkolenia skrytobójcy. (...) Nie pierwszy raz zabiję dla Przezornych. Wprawdzie jeszcze nigdy nie musiałem przedtem wymuszać z ofiary zeznań, ale to także umiałem robić. Nauczyłem się tego z własnego doświadczenia w lochach Władczego. Żałowałem tylko, że okoliczności nie pozostawiają mi innego wyboru.

Protagonista, syn księcia Rycerskiego, jest już dorosłym człowiekiem. Życie na uboczu, z dala od spraw Królestwa Sześciu Księstw nieco go uspokoiło, lecz jego myśli raz po raz wracają do Koziej Twierdzy. Nazywający się obecnie Tomem Borsuczowłosym Bastard jest surowym mężczyzną, który w głębi duszy zachował coś z chłopaka dorastającego u boku Brusa w stajniach i oddanego na nauki do Ciernia, mistrza skrytobójców. Kiedy dociera do niego wiadomość o konieczności udania się do stolicy królestwa, Bastard robi to bezzwłocznie. Nadal jest wierny rodowi panującemu, któremu przed laty składał przysięgę wierności.

Niemniej ważną postacią jest Błazen. Jego przemiana w Białego Proroka (jej początki zostały opisane w „Wyprawie skrytobójcy”) sprawiła, że na dworze królowej Ketriken nikt go nie poznaje i nie kojarzy z trefnisiem zabawiającym niegdyś króla Roztropnego. Teraz znany jest jako pan Złocisty, pochodzący z daleka bajecznie bogaty arystokrata. Popularność w wielu kręgach i łatwość, z jaką przychodzi mu wyciąganie informacji od innych, idealnie współgrają z jego misją szpiega. Jednakże dla Błazna najważniejsze jest przeznaczenie, czyli misja białego proroka, który musi dołożyć wszelkich starań, by zmienić losy świata i uchronić go przed nadciągającą katastrofą. Aby to uczynić, po raz kolejny potrzebuje pomocy Bastarda, swego posługującego się zarówno Rozumieniem, jak i Mocą Katalizatora. Znowu musi narazić go na niebezpieczeństwo i jednocześnie chronić przed śmiercią, by poczynione przez niego wysiłki nie poszły na marne.

Prawdę powiadasz, śmierć jest zawsze mniej bolesna i łatwiejsza niż życie! A mimo to raz po raz wybieramy życie, bo śmierć nie jest przeciwieństwem życia, lecz przeciwieństwem wyboru. Śmierć jest tym, co nam pozostaje, kiedy nie mamy już żadnego wyboru.

Akcja „Misji Błazna” koncentruje się wokół zaginionego księcia, syna króla Szczerego i królowej Ketriken. W grę wchodzi jego ucieczka bądź porwanie. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że młody następca tronu przejawiał skłonności do posługiwania się potępianą przez ogół magią Rozumienia, pozwalającą mu związać się ze zwierzęciem, a niedługo przed zniknięciem otrzymał w prezencie urodzinowym rzadko spotykanego kota... Czyżby ktoś chciał obnażyć sekrety skrywane przez panujący ród?

W tle wydarzeń opisywanych w pierwszym tomie serii „Złotoskóry” rozwijają się wątki, które prawdopodobnie powrócą w kolejnych częściach, jak miało to miejsce w przypadku problemu Zawyspiarzy w „Skrytobójcy”. Jest to przede wszystkim motyw magii Rozumienia i prześladowania osób, które się nią posługują. Co więcej, rosnąca w siłę sekta Srokatych i jej działania sprawiają, że lud burzy się i obarcza winą za wszystko co złe Rozumiejących, co napędza spiralę nienawiści.

Drugi wątek, który w „Misji Błazna” został delikatnie zasugerowany, a który może mieć duże znaczenie w następnych tomach, jest silnie związany z samym Błaznem i jego pozycją białego proroka. Jak się okazało, ktoś przed nim „przywdział biały płaszcz”, a biały prorok może być tylko jeden. Niewiasta nazywająca się Bladą Kobietą za pomocą swojego katalizatora, wodza Zawyspiarzy, wprowadza w życie własne wizje, które diametralnie różnią się od tych, jakie miewa Błazen. Tam, gdzie on buduje, ona niszczy. Jak się to zakończy? Mam nadzieję, że ten wątek zostanie rozwinięty w kolejnych tomach serii.

Życie to stan chwiejnej równowagi. Często zapominamy o tym, żyjąc z dnia na dzień. Jemy, pijemy, śpimy i zakładamy, że znów wstaniemy nazajutrz, a posiłki i odpoczynek odnowią nasze siły. Nawet w obliczu wolno gojących się ran, które bolą trochę mniej w dzień, aby tym bardziej dokuczać w nocy, nawet kiedy sen nie przynosi wytchnienia, wciąż spodziewamy się, że jutro wszystko wróci do normy i będziemy żyli dalej. A w pewnej chwili ten stan chwiejnej równowagi zostaje zakłócony i pomimo wszelkich rozpaczliwych wysiłków zaczyna się powolny upadek. I nasze ciało, które kiedyś tak znakomicie się trzymało, teraz zaczyna rozpaczliwie walczyć o życie.

„Misja Błazna” to w dalszym ciągu wciągająca, pełna akcji klasyczna fantasy, która przypadnie do gustu czytelnikom w każdym wieku. Prędkość, z jaką następują po sobie kolejne wydarzenia sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Po dość spokojnym, opisowym początku odbiorca zostanie dosłownie wciągnięty w wir akcji, a całość dopełniać będzie coraz bardziej napięta atmosfera.

Porównując ze sobą pierwsze tomy trylogii „Skrytobójcy” i „Złotoskórego”, muszę przyznać, że ten drugi jest o wiele dynamiczniejszy i w pewnym sensie bardziej ponury. Dominują w nim rozliczne pytania i wątpliwości, raz po raz pojawiające się w myślach głównego bohatera,dojrzałego mężczyzny, który doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie przyniosą jego czyny, bez względu na to, czy zostaną popełnione w słusznej sprawie.

Robin Hobb po raz kolejny oczarowała mnie swoją prozą. Cieszę się, że mogłam wrócić do wymyślonego przez nią świata i na nowo związać się z jego mieszkańcami. Z niecierpliwością czekam na dzień, w którym do moich rąk trafi drugi tom serii „Złotoskóry”.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękujemy Wydawnictwu MAG!

Anka „Wiedźma” Chramęga
Redakcja: Matylda Zatorska


Tytuł: Misja Błazna
Autor: Robin Hobb
Tytuł oryginalny: Fool’s Errand
Przekład: Zbigniew Królicki
Cykl: Złotoskóry
Tom: 1
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 17 lutego 2016 r.
Ilość stron: 688
ISBN: 978-83-7480-548-3
Okładka: twarda

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany