Mroczna Bohaterka. Jesienna Róża (Abigail Gibbs) - recenzja


W niektórych powieściach nie ma znaczenia czy po jej świecie grasują wampiry, czy wilkołaki, paranormalni, czy modyfikowani. Kły, pazury i macki schodzą na drugi plan, gdy do akcji wkraczają nabuzowane hormonami nastolatki. I obojętnie czy są to „normalne” dziewczyny, czy supermanki, zawsze, ale to zawsze, w momencie, gdy się zakochują, robią istny armagedon. Moc uczuć od zawsze była wielka i niepojęta, ale w fantasy zabarwionym harlequinem miłość nabiera kolosalnego rozmiaru.

Zapoznając się z poszczególnymi tytułami, z biegiem czasu, zauważyłam, że w powieściach spod znaku „Mrocznej bohaterki” są dwa modele na miłość. Albo uczucie przechodzi fazy – z platonicznej, gdzie bohaterka najpierw śni po nocach i wzdycha na szkolnych korytarzach do swojego obiektu, do rzeczywistej, kiedy on wreszcie odwzajemnia zainteresowanie albo, i ku tej wersji zdecydowanie się przychylam, iskrzy jak w pokebolu z Pikachu, bo relacja polega na nieustannej rywalizacji. Coś w ten deseń właśnie wyszło Abigail Gibbs i fakt ten niezmiernie mnie raduje.

Jesienna Róża (sic!), to piętnastolatka, obdarzona mocami, o których koleżanki mogą tylko pomarzyć. Autorka nie szczędziła dziewczynie umiejętności: potrafi latać, władać przyrodą, toczyć kule ognia, a w nocy, kiedy śpi, miewa prorocze wizje. Sami przyznacie, że nawet w niektórych grach rozwinięcie bohatera nie daje takich efektów! Nie ma się więc co dziwić, że w szkole za nią nie przepadają. Paradoksalnie pełni ona rolę Strażniczki, broni uczniów przed ewentualnymi napaściami Innych, mniej przychylnych ludziom, zwanych Extermino. Jak można przewidzieć, do ataku jednak dochodzi, więc „góra” wysyła posiłki.

I wtedy zaczyna się cała zabawa, bo do prowincjonalnego, nudnego jak flaki z olejem miasteczka zajeżdża książę Fallon i staje się miejską atrakcją. Jego za tę inność podziwiają, jej dokuczają, nic więc dziwnego, że Róża na starcie obdarza chłopaka negatywnymi uczuciami. Chłopak rozbija jej dotychczasowe życie w proch, bez wysiłku zdobywając sympatię ludzi, o którą ona nieustannie walczy, udając zwyczajną nastolatkę.

Nie wiem, jak to wyglądało w poprzednich tomach, ten jest pierwszym, jaki wpadł mi w ręce, możliwe więc, że w całej serii autorka analizuje problem inności. Róża, nastolatka z supermocami, za wszelką cenę stara się być taka jak rówieśnicy. Oczywiście na nic jej wysiłki, to Strażniczka, inna, o czym przypominają protagonistce koledzy oraz koleżanki i pojawiający się niespodziewanie wróg, przy którym jej obowiązkiem jest stanąć w obronie ludzi. Dziewczyna to typowy outsider, jej jedyna sojuszniczka – babcia, notabene osoba, po jakiej odziedziczyła w spadku niezwykłe geny, zginęła w okolicznościach wymagających wyjaśnienia. Osamotniona i sfrustrowana nie radzi sobie, przez co coraz bardziej zamyka się w sobie.

Gdy pojawia się Fallon, protagonistka, zamiast dostrzec w nim sojusznika, paradoksalnie, reaguje w sposób, jakiego sama doświadcza. Czy chłopak przebije się przez twardą skorupę uprzedzeń Róży i sprawi, że dziewczyna zaakceptuje siebie wraz z całym fantastycznym spadkiem? Czy uda mu się rozwinąć w Strażniczce moce, nad którymi ta nie chce pracować, udając zwykłą nastolatkę? Nie będzie łatwo, bo rodzina Fallona maczała palce przy śmierci babci Róży, a ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Pomijając wątek Róży i Fallona fabuła nie jest innowacyjna, a niepotrzebnie skomplikowana. Na początku nie mogłam pojąć o co w tym wszystkim chodzi. Po uproszczeniu wygląda to tak: są inni, którzy chcą wykorzystać swoje zdolności i zdominować świat ludzi, i są inni, którzy za wszelką cenę chcą utrzymać świat w równowadze. Nieprzychylni ludziom (Extermino) rosną w siłę, wypada więc, by Strażnicy zareagowali również. Najpewniej wyniknie z tego epicki finał godny (wedle niektórych) wersji kinowej, gdzie kule ognia i lasery będą biły po oczach.

Nadmierne efekciarstwo przewija się na kartach książki, najbardziej irytuje motyw, kiedy Róża staje przyparta do muru (a takich sytuacji jest niemało), wtedy wzbija się w powietrze i… leci przed siebie. Za pierwszym i drugim razem – do przełknięcia – po czasie zaczyna to denerwować. Jak weźmiecie do ręki książkę, przeczytacie na okładce, że Abigail Gibbs jest godną rywalką Stephanie Meyer, cóż, jednej i drugiej można sporo zarzucić, ale wolałam bohaterkę pani Meyer – Bellę, choć była niezdarna i platonicznie zakochana, musiała radzić sobie bez supermocy. I szło jej, o dziwo, lepiej.

„Mroczna bohaterka” trafi w Wasze gusta, jeśli lubujecie się w historiach dramatycznych, gdzie bohaterka jest skrzywiona emocjonalnie, a że przy okazji obdarzona supermocą, zdarza jej się puścić dym z uszu. Spodoba się tym, którzy z przyjemnością analizują relacje damsko-męskie level: pierwsza miłość. A więc pewnie wszystkim rówieśniczkom Jesiennej Róży.

Marta „Prokris” Sobiecka
Korekta i redakcja:

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu MUZA SA

Tytuł: Mroczna bohaterka. Jesienna Róża
Tytuł oryginału: Autumn Rose. A Dark Heroine Novel
Autor: Abigail Gibbs
Wydawca: MUZA SA
Tom: II
Tłumaczenie: Stanisław Bończyk
Projekt okładki:Paweł Panczakiewicz
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2014
Liczba stron: 464
ISBN: 978-83-7758-857-4

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany