Mroczniejszy odcień magii (V.E. Schwab) - recenzja


Magia jest tak naprawdę piękną chorobą

Jednym z najgłośniejszych wydarzeń tego lata jest pojawienie się na polskim rynku wydawniczym „Mroczniejszego odcienia magii” autorstwa Victorii Schwab. Ta tak bardzo zachwalana przez zagranicznych blogerów i booktuberów pozycja spotkała się z ogromnym zainteresowaniem ze strony rodzimych czytelników. Oczarował ich pomysł autorki na stworzenie czterech równoległych Londynów, no i nie ukrywajmy – genialna, niezwykle sugestywna okładka. A jaka w rzeczywistości jest powieść Schwab? Czy aby tak dobra, jak nas przekonywano?

Cztery Londyny – Biały, Czarny, Szary, Czerwony i tylko dwóch antarich – ludzi potrafiących przemieszczać się między nimi. Jednym z nich jest Kell, wysłannik Czerwonego Londynu, a zarazem drobny przemytnik. W jego ręce wpada przedmiot pochodzący z Czarnego Londynu, upadłego miasta, którym zawładnęła magia. Chłopak musi uciekać. Na swojej drodze spotyka Lilę Bard – żądną przygód złodziejkę. Przyjdzie im wspólnie stawić czoła wielu niebezpieczeństwom i zapobiec najgorszemu – zniszczeniu wszystkich światów.

Powieść Schwab niewątpliwie wyróżnia się na tle innych pozycji. Choć magia jest czymś bezcielesnym i abstrakcyjnym, autorka nie bała się zagłębić w ten temat. Na potrzeby książki wymyśliła własne zaklęcia, talizmany czy znaki wycinane na skórze, mające specyficzne właściwości. Ponadto bardzo precyzyjnie opisała, jak w świecie, który wykreowała, działają czary. Brawa dla niej, że nie uciekła od tematu, tylko postanowiła zmierzyć się z tak złożonym zjawiskiem, jakim jest magia.

Co prawda ani Kell, ani Lila nie dołączą do grona moich ulubionych bohaterów literackich, ale zgodzę się, że to barwne i niepowtarzalne postaci. Choć obydwoje wiele przeszli, nie użalają się nad sobą, są silni i odważni. Bardzo się cieszę, że autorka nie rzuciła tych ich sobie w ramiona już po kilkunastu stronach, że nie poszła w kierunku przewidywalnego i sztucznego romansu. Między Kellem i Lilą coś zacznie się dziać, owszem, ale będzie to bardzo naturalne i spokojne. To nie jest jedna z tych książek, w której bohaterowie wyznają sobie miłość aż po grób po pierwszym spotkaniu. Kolejny punkt dla Schwab.

Kell i Lila mnie nie zachwycili, ale jestem pod wrażeniem kreacji Hollanda, bliźniaków władających Białym Londynem oraz księcia Rhy’a. Astrid i Athos urzekli mnie swoją bezwzględnością i mimo panującej w ich królestwie bieli – czarnymi jak węgiel duszami. Wciąż nie wiem co myśleć o Hollandzie. Momentami mu współczułam, innym razem go nienawidziłam, a czasem lubiłam. Biorąc pod uwagę fakt, że pojawił się w powieści tylko kilkakrotnie, Schwab odwaliła kawał dobrej roboty, czyniąc go tak złożoną postacią. A co z Rhyem, przyszywanym bratem Kella mieszkającym w Czerwonym Londynie? To pozornie do bólu stereotypowy książę – przystojny, lubiący dobrą zabawę. Jednak ma też sporo innych cech. Całym sercem kocha Kella, jest wyrozumiały i litościwy. Jeśli fabuła powieści Schwab do was nie przemawia, zainteresujcie się nią choćby ze względu na bohaterów. Z ich tworzeniem autorka radzi sobie wprost wybornie.

Do sięgnięcia po „Mroczniejszy odcień magii” zachęcił mnie między innymi fakt, że miejscem akcji miał być Londyn, i to w czterech odsłonach. Oczekiwałam więc, że książka będzie jeszcze bardziej przesiąknięta atmosferą tego miejca, ale niestety się pomyliłam. Gdyby nie nazwa miasta i kilka nawiązań do Tamizy, nie miałabym pojęcia, gdzie toczy się akcja. Nie powiem, żebym ani trochę nie odczuła londyńskiego ducha, ale nie tego się spodziewałam po aż czterech Londynach. Liczę, że w kolejnym tomie kreacja świata będzie na wyższym poziomie i że na parę dni w myślach przeniosę się do stolicy Wielkiej Brytanii.

Fabuła pierwszego tomu tej nowej na polskim rynku trylogii nie oczarowała mnie. Książka ma około 400 stron i dość krótkie rozdziały, a mimo to dłużyła się. Akcja toczyła się niekiedy zbyt wolno, brakowało mi w niej również jakichś większych zwrotów i po prostu czegoś „wow”. Pod względem fabuły autorka nie pokazała niczego świeżego, a szkoda, bo w czterech równoległych Londynach mogło przecież wydarzyć się wszystko...

Nie do końca rozumiem zachwyty nad pierwszą wydaną w Polsce powieścią Schwab. Zgodzę się, że to dobra książka, ale moim zdaniem do miana rewelacyjnej sporo jej brakuje. Gdybym miała ją do czegoś porównać, wybrałabym szkic obrazu, który jak wiadomo raczej nie olśniewa, ale po wypełnieniu barwami diametralnie zmienia swój wygląd. Podobnie jest według mnie z „Mroczniejszym odcieniem magii”. Przynajmniej jak na razie uważam to za szkic, coś nieidealnego, niedokończonego, lecz z ogromnym potencjałem na arcydzieło. Może nie z niecierpliwością, ale za to ze sporym zaciekawieniem wyczekuję kolejnych tomów. Mam nadzieję, że spodobają mi się bardziej.

Patrycja „Ilussia” Ratajczak
Redakcja i korekta: Matylda Zatorska

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
wydawnictwu Zysk i S-ka


Tytuł: Mroczniejszy odcień magii
Tytuł oryginału: A Darker Shade of Magic
Autor: Victoria Schwab
Wydawca: Zysk i S-ka
Tom: I
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Ilustracja na okładce: Will Staehle
Data wydania: 11 lipca 2016
Liczba stron: 402

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany