Paranormal Activity: Inny wymiar (2015) - recenzja

    Martwa sztuka niedopowiedzeń

    Ryan i Emily wraz z córeczką Leilą właśnie przeprowadzili się (!) do nowego, ogromnego domu. Zbliża się Boże Narodzenie, rozpakowują więc świąteczne dekoracje. W jednym z pudeł czeka ich spora niespodzianka: stara, robiona na zamówienie kamera (!!) wraz ze stertą taśm VHS (!!!). Urządzenie nie dość, że działa, to jeszcze wychwytuje dziwne zakłócenia, a to w salonie, a to na korytarzu, ale najczęściej – w pokoju małej Leili.

    Powyższe podsumowanie brzmi trochę jak krzyżówka Sinistera z Fatal Frame, prawda? Niestety, twórcy filmu poszli po linii najmniejszego oporu, więc dalszy ciąg historii nie przedstawia się szczególnie intrygująco. Widzowie natkną się zatem na Złego Ducha, Który Chce Wykorzystać Dziecko, Już Nie Wesołą, Ale Bardzo Mroczną Dziewczynkę, Pełnego Dobrych Chęci Egzorcystę oraz Zdecydowanie Bezradnych i Zagubionych Dorosłych. Ponadto będzie trochę latających przedmiotów, dziwnych przejść w ścianach (Poltergeist?), niepokojących odgłosów itd. itp.

    Ciekawiej ma się sprawa z samymi taśmami, choć to z kolei wątek, którego pełni potencjału nie wykorzystano, a twórcy odkryli sedno jeszcze w trailerze. Mianowicie – bohaterowie filmu śledzą osobliwe poczynania pewnych osób z przeszłości, koncentrujące się zwłaszcza wokół tajemniczego szkolenia dwóch dziewczynek. Ale, jak mówi maksyma, quis custodiet ipsos custodes? Okazuje się, że osoby z nagrań jednocześnie obserwują ciekawskich i zaniepokojonych widzów. Szkoda, że motyw ten stanowił jedynie smaczek, a nie bardziej rozbudowany wątek.

    Reszta filmu to właściwie banalna, schematyczna historia, pełna łopatologicznego wykładania kawy na ławę i drewnianych dialogów (– Nasz dom jest chyba nawiedzony. – O mój Boże, i co my teraz zrobimy?). Żadnych niedopowiedzeń, żeby przypadkiem widz nie poczuł się zagubiony albo nie musiał łamać sobie głowy, co wydarzyło się naprawdę. W dodatku wszystko pięknie nagrane na liczne kamery (serio? Kto normalny ma tyle kamer i chodzi zawsze z jedną z nich przyklejoną do twarzy?). Filmowy Ryan to podatny umysł – nie dość, że z łatwością przychodzi mu uwierzyć w istnienie sił nadprzyrodzonych, to jeszcze szybko domyśla się kolejnych faktów (choćby przesłanki były nikłe), a następnie obwieszcza swoje odkrycia głośno i wyraźnie na ekranie. Do tego dochodzi trywializacja religii w stylu „no to wodą święconą go!” – i mamy sztampę pełną gębą.

    Co mogę pochwalić, to końcówka filmu, a właściwie fragment końcówki – kiedy bierna dotąd Emily wpada za córeczką do innego świata i przedziera się przez dziwne, poplątane korytarze – niby w zwykłym, choć mocno zaniedbanym domu. Ujęcia zmontowano w taki sposób, że układ pomieszczeń wydaje się nieeuklidesowy, niemożliwy do odtworzenia w zwykłej, trójwymiarowej rzeczywistości. Dlaczego cała produkcja nie mogła być taka: lekko surrealna, faktycznie niepokojąca, w stylu starego dobrego Silent Hill (i mówię tu o grze komputerowej, zwłaszcza drugiej części)?

    Paranormal Activity: Inny wymiar to nie najlepszy kandydat na film mający zjeżyć włoski na karku (i to pomimo klasyfikacji R). Może czas pogrzebać serię, skoro brakuje śmiałych pomysłów i świeżego spojrzenia? Albo przynajmniej choć raz uwierzyć w inteligencję widzów, zaufać im trochę i pozwolić sobie na bardziej skomplikowaną fabułę, pełną niedopowiedzeń?

    Anna „Kresyda” Jakubowska
    korekta: Monika „Katriona” Doerre

    Seans obejrzeliśmy dzięki uprzejmości
    Cinema City

    Tytuł: Paranormal Activity: Inny wymiar
    Tytuł oryginału: Paranormal Activity: The Ghost Dimension
    Gatunek: Horror
    Czas trwania: 88 minut
    Kraj produkcji: Stany Zjednoczone
    Premiera polska: 30 X 2015 r.

    Obsada:
    Ryan: Chris J. Murray
    Emily: Brit Shaw
    Leila: Ivy George
    Mike: Dan Gill
    Skyler: Olivia Taylor Dudley

    Produkcja:
    Reżyseria: Gregory Plotkin
    Scenariusz: Jason Pagan, Andrew Deutschman, Adam Robitel, Gavin Heffernan
    Muzyka: Mark Denis, Alessio Nanni

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany