Pasterska korona (Terry Pratchett) - recenzja

Pożegnanie

Tiffany Obolała to wyjątkowa dziewczyna, nawet jak na czarownicę. Trzyma w ryzach Nac Mac Feeglów, przegnała z Dysku królową elfów, rozprawiła się z ulowcem, poradziła sobie nawet z zimistrzem. Ale prawdziwe wyzwania to te, które niesie ze sobą codzienne życie: dbanie o ludzi i o owce, sprzątanie, odbieranie porodów, opatrywanie ran czy nawet obcinanie paznokci starszym osobom. W końcu czarownictwo to męska robota. Dlatego potrzeba do niej kobiet*.

W ostatniej powieści ze „Świata Dysku” sir Terry wyraźnie chciał poruszyć jeszcze wiele tematów, miał jeszcze sporo do powiedzenia swoim czytelnikom; nie tylko o samym Dysku i zamieszkujących go bohaterach, ale – jak zwykle – o naszym własnym świecie, o trudnościach i zmianach, których jesteśmy świadkami. Tiffany Obolała boryka się z problemami znanymi wielu młodym ludziom z doświadczenia: praca na dwa etaty (albo, jeśli wolicie, w nadgodzinach), szukanie swojego miejsca na ziemi, godzenie obowiązków (kariery?) i życia osobistego. A poza tym znów ratuje Dysk przed elfami, oczywiście.

Ciekawym powrotem do motywu znanego jeszcze z Równoumagicznienia jest historia Geoffreya – młodego chłopca, który postanowił zostać czarownicem. Może to sir Terry pragnął nam powiedzieć na odchodnym: możecie być, kim tylko chcecie, i nie przejmujcie się, jeśli nikt przed wami nie próbował.

Ale dominującym tematem Pasterskiej korony jest problem odejścia, pożegnania i nieuchronności zmian. Pewni ludzie są niezastępowalni, więc jeśli przyjdzie nam zająć ich miejsce, należy przecierać własne ścieżki i przede wszystkim być sobą. Oznacza to także, że czasem trzeba zaakceptować trudny fakt, iż świat zmienia się razem z jego mieszkańcami; nie stoi w miejscu i nie będzie wiecznie taki sam. Jeśli porównać Dysk z pierwszych tomów cyklu i z tych końcowych, opowiadających między innymi o rewolucji przemysłowej – doskonale to widać. Jak w wielu uniwersach przed Pratchettowskim – magia musi w końcu ustąpić.

Trudno czytać taką książkę – nie sposób, będąc fanem sir Terry’ego, nie traktować jej osobiście, nie odczuwać pewnej melancholii, choć przecież autor starał się, aby była nie mniej szelmowsko wesoła od poprzednich. Prawdopodobnie, wzorem jednej ze swoich postaci, uznał, że nie należy robić przesadnego zamieszania wokół własnej śmierci.

Wszystko to sprawia, że Pasterska korona budzi we mnie mieszane uczucia. Można by oczywiście bezmyślnie gloryfikować ją z jednego prostego powodu: bo więcej „Świata Dysku” nie będzie. Czy jest zadowalającym finałem? Tego nie wiem. Na każdy cykl, zwłaszcza tak imponująco długi, składają się słabsze i lepsze pozycje (co nie musi wpływać na ocenę całości). Mam wrażenie, że ta powieść leży gdzieś pośrodku. Zresztą, jak pisze o niej Rob Wilkins: mimo to, kiedy [Pratchett] umierał, nadal nie była ukończona tak, jak by sobie tego życzył. Ale Pasterska korona to przede wszystkim pożegnanie – i tak należy ją traktować.

_____
* Terry Pratchett, Pasterska korona, Warszawa 2016.

Anna „Kresyda” Jakubowska
korekta: Monika „Katriona” Doerre

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
wydawnictwu Prószyński i S-ka

Tytuł: Pasterska korona
Tytuł oryginału: The Shepherd’s Crown
Autor: Terry Pratchett
Wydawca: Prószyński i S-ka
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Projekt okładki: Ewa Wójcik
Ilustracja na okładce: Paul Kidby
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2016
Liczba stron: 240
ISBN: 978-83-8069-346-3

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany