Pobór (Marko Kloos) - recenzja

Urodzony w Niemczech Zachodnich (bo wtedy miało to jeszcze znaczenie) Marko Kloos obecnie żyje i pracuje w Stanach Zjednoczonych. W 1989 roku służył w armii Republiki Federalnej Niemiec, co wpłynęło na jego późniejszą twórczość. Jako żołnierz doskonale rozumiał, jak działa bipolarny układ sił na świecie i zdawał sobie sprawę z jego konsekwencji. Uważam, że sposób, w jaki Kloos opisuje kwestie militarne, jest wart uwagi po pierwsze dlatego, że Pobór okazał się świetnym rozpoczęciem serii science fiction (to pierwsza część cyklu Frontlines), po drugie ponieważ Niemcy po drugiej wojnie światowej byli indoktrynowani pacyfistycznymi poglądami. Zacznijmy jednak od początku.

Akcja książki rozgrywa się w roku 2018, to zatem niezbyt odległa data. Świat znów podzielono na bloki wschodni i zachodni. Największą siłą po stronie Zachodu jest Wspólnota Północnoamerykańska, zaś na Wschodzie siły połączyły Rosja i Chiny. Wyraźnie widać tu przeszłość autora, z której czerpie garściami. Jednakże rzeczywistość wykreowana przez Kloosa różni się od naszej. Technologia znacznie poszła do przodu, a biedniejsi ludzie gnieżdżą się w Dzielnicach Zakwaterowania Komunalnego. Warto wspomnieć, że poziom życia w DZK do złudzenia przypomina warunki panujące w PRL-u. Wyjątkiem jest wysoki stopnień przestępczości, bo z takim zjawiskiem w latach 1952-1989 nie mieliśmy do czynienia. Każdemu obywatelowi przysługuje tygodniowa, ściśle określona liczba kalorii. Szanse na lepsze życie są dwie: wstąpienie do wojska lub wygrana w loterii, która pozwala na podróż w jedną stronę do którejś z kosmicznych kolonii.

Główny bohater Andrew Grayson decyduje się na związanie swojej przyszłości z armią. Ten pochodzący z Bostonu osiemnastolatek do tej pory po prostu starał się przetrwać. Jego ulubioną rozrywką było czytanie książek na nielegalnie zdobytym czytniku. Chłopak miał jednak marzenie,chciał odetchnąć świeżym, niefiltrowanym powietrzem. Właściwie jedynym sposobem na osiągnięcie tego celu była podróż na inną planetę. Ponieważ Andrew nie miał złudzeń i nie liczył na wygraną w loterii, postanowił zostać rekrutem.

Rekrutacja przebiega w sposób podobny do współczesnego. Najpierw należy złożyć swoją dokumentację do odpowiedniego oddziału. Kolejnym krokiem jest udział w trzymiesięcznym szkoleniu, po którym rekruta kieruje się na pięcioletnią służbę (no chyba, że wykaże się szczególnymi zdolnościami i zostanie wysłany na doszkalanie specjalistyczne). Jak nietrudno się domyślić, chętnych jest znacznie więcej niż miejsc. Ponadto z samego okresu unitarnego można wylecieć za byle drobiazg. Pełen tok szkolenia przetrwają tylko najtwardsi i najbardziej zdeterminowani. W powieściowej armii nie występuje zjawisko fali. Jeśli człowiekowi udało się ukończyć szkolenie, trafiał do właściwej jednostki, gdzie traktowano go jak swojego.

Siły Zbrojne Wspólnoty Północnoamerykańskiej są niemal w pełni zautomatyzowane. Specjalistyczny monokl, umieszczony na hełmie żołnierza, ma połączenie z komputerem. Dzięki temu sprzęt analizuje wszystko, co znajduje się w polu widzenia człowieka i wyraźnie zaznacza obiekty, co skraca czas reakcji. Aparatura wysyła dane na bieżąco do bazy, zatem kierujący akcją bojową mogą szybciej reagować i podejmować trafniejsze decyzje. To jednak nie koniec unowocześnień, które wprowadza monokl. Dzięki połączeniu optyki i broni z komputerem, żołnierz musi jedynie celować. Program sam obliczy odległość i tryb ognia.

Po zakończonym szkoleniu Andrew przydzielono do jednostki, z której nie był zadowolony. Dodatkowo jego oddział wysłano do DZK w Detroit, by opanował bunt mieszkańców. Mundury Armii Terytorialnej, czyli jednostki służące na Ziemi, mają kamuflaż w piksele, co odpowiada współczesnym trendom w przygotowaniu do walki w miejskich warunkach. Prowadzenie działań na terenie zurbanizowanym ze względu na jego strukturę zalicza się do najtrudniejszych zadań. Architektura i zagospodarowanie terenu sprzyjają planowaniu zasadzek i dobieraniu dobrych punktów strzelniczych. Do tego dochodzi czynnik znajomości otoczenia, który zdecydowanie działa na korzyść ludności zamieszkującej dane miasto. Jak łatwo się domyślić, młody żołnierz stanął przed bardzo trudnym zadaniem walki z niezadowolonym tłumem rodaków. W Poborze zaobserwowałam również elementy wojny asymetrycznej, w której jedna ze stron ma znacznie większy potencjał bojowy od drugiej.

Powieści science fiction, które nie są całkowicie oderwane od rzeczywistości, uważam za zdecydowanie ciekawsze. W serii Frontlines zaintrygował mnie bipolarny podział świata oraz swoista uniwersalność historii. Walkę o Detroit, gdyby odjąć futurystyczną broń, spokojnie można by przenieść do naszej rzeczywistości. Zresztą jedna ze scen opisanych przez autora jednoznacznie kojarzy mi się z Helikopterem w ogniu. Ponadto uśmiechnęłam się sama do siebie, czytając fragment, w którym jeden z żołnierzy mówi do drugiego, że ktoś na Bałkanach znowu ogłosił niepodległość jakiegoś państewka i trzeba tam jechać, żeby posprzątać powstały bałagan. Brzmi znajomo? W Poborze znajduje się wiele odniesień do sytuacji międzynarodowej XX i XXI wieku. Ta książka stanowi smakowity kąsek dla wszystkich pasjonatów tematyki militarnej.

Wiktoria Vanilliowa Mierzwińska
Korekta: Matylda Zatorska

Tytuł: Pobór
Tytuł oryginału: Terms of enlistment
Autor: Marko Kloos
Wydawca: Fabryka Słów
Tom: I
Tłumaczenie: Piotr Kucharski
Projekt okładki:Dark Crayon
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 02.09.2016r.
Liczba stron: 416

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany