Posłaniec strachu (Michael Grant) - recenzja

Człowiek jest istotą skłonną do rozważań filozoficznych. Często zadaje sobie pytania natury egzystencjalnej i zastanawia się nad sensem życia, celem istnienia czy swoją przyszłością i śmiercią. Rządzi nim nie tylko ciekawość, ale też strach i być może to w głównej mierze on determinuje wszelkie domysły dotyczące życia po życiu oraz kar, jakie trzeba będzie ponieść za niecne uczynki na Ziemi.

Co jednak w sytuacji, gdy za grzechy należałoby odpokutować już za życia? Różni się to od wyobrażenia przekazywanego przez różne religie. W końcu nie bez przyczyny wymyślono niebo dla ludzi dobrych i piekło dla grzeszników. Michael Grant wprowadza jednak nowy porządek świata i przedstawia pierwszych bogów, strzegących równowagi. Wraz z nimi pojawiają się ich pracownicy, posłańcy, w tym tytułowy Posłaniec strachu.

Mara budzi się w dziwnym, nieznanym miejscu i szybko odkrywa, że jej przeznaczeniem jest zostać uczennicą Posłańca strachu. Od tej chwili towarzyszy mu w poszukiwaniach grzeszników i wymierzaniu im odpowiedniej kary. A jaka kara może być gorsza niż przeżycie tego, co wywołuje największy strach?

W powieści można znaleźć dość szczegółowe opisy niektórych kar, jakim poddawani są grzesznicy i do pewnego stopnia zaspokajają one żądnego makabry czytelnika. W końcu sięgając po taki tytuł, poszukuje się, nawet nie do końca świadomie, ognia, krwi i okrucieństwa. Posłaniec strachu nie mógłby być tak nazywany, gdyby jego funkcja polegała na łagodnym przemawianiu do ofiar i nakładaniu lekkich kar. Wydaje mi się jednak, że autor mógł spokojnie wymyślić więcej spraw, nad którymi pracowaliby Mara i Posłaniec. Na końcu czułam niedosyt strachu, a przesyt przemyśleniami protagonistki. Jej myśli za często krążyły wokół tych samych tematów, a czasami przechodziła w tryb opowiadacza, chcącego wyjaśnić i przypomnieć odbiorcy, co stało się rozdział czy dwa wcześniej. Sprawiało to, że zaczynałam się zastanawiać czy autor tak nisko ocenia poziom inteligencji i koncentracji swoich czytelników, a zakładam, że nie tego chciał.

Narracja była pierwszoosobowa i na początku pomyślałam, że mam do czynienia z romansem paranormalnym – szczególnie, gdy okazało się, że Posłaniec strachu jest pięknym chłopakiem. Celowo używam tu słowa „piękny”, ponieważ sama protagonistka uważała, że każdy przystojny mężczyzna wypadłby przy nim blado. Pojawił się pewien wątek romantyczny i z niesmakiem czekałam na cukierkowy happy end, jednak autor zaskoczył mnie niecodziennym rozwiązaniem. Swego czasu czytałam dużo romansów paranormalnych i, widząc u Granta podobne schematy, stwierdziłam, że będę miała do czynienia z przewidywalną akcją. Na szczęście nie sprawdziło się to w przypadku wątku miłosnego. Można było jednak domyślić się wiele na temat głównych bohaterów, a szczególnie Mary. Czytelnik dowiaduje się na samym początku, że dziewczyna musi odbyć pokutę za coś, co zrobiła i zostanie nowym Posłańcem strachu, gdy czas obecnego dobiegnie końca. Dość szybko udało mi się wpaść na trop zbrodni, którą popełniła, a to nie wróży zbyt dobrze powieści. Rozwiązanie tej zagadki miało być końcówką pierwszej części, ale w moim przypadku stało się jedynie potwierdzeniem podejrzeń.

Skoro wspomniałam już o pierwszej części, muszę przyznać, że budowa powieści do tej pory stanowi dla mnie zagadkę. „Posłaniec strachu” składa się z trzech tomów, połączonych w jedną książkę (a przynajmniej tak to dla mnie wyglądało). Po dwóch z nich zamieszczono podziękowania od autora, tymczasem trzeci ich nie zawierał, więc być może był to jakiś dodatek. Co więcej, ostatnia część zaburzała całkowicie fabułę poprzednich. Nie mogłam zdecydować, czy to po prostu bonus, zawierający jeszcze jedną sprawę Mary i Posłańca, czy może autor stworzył po prostu alternatywne zakończenie.

„Posłaniec strachu”, mimo wyliczonych przeze mnie drobnych niedociągnięć, jest ciekawą pozycją. Z pewnością wyróżnia się pomysłem powołania do życia istoty wymierzającej kary za pomocą strachu. Autor nie potrafił się zdecydować, czy chce napisać mroczną powieść, podchodzącą pod horror, czy jednak romans paranormalny dla nastolatek. Mam wrażenie, że właśnie to spowodowało pewne niedostatki powieści. Nie jest to z pewnością fantasy na miarę Tolkiena, ale jeśli ktoś nie ma szczególnej awersji do nastoletnich protagonistek, może spokojnie sięgnąć po tę książkę.

Joanna „Sachmet” Posorska
Redakcja i korekta: Matylda Zatorska

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Jaguar

Tytuł: Posłaniec strachu
Autor: Michael Grant
Tytuł oryginalny: Messenger of Fear
Tłumaczenie: Natalia Mętrak-Ruda
Wydawca: Jaguar
Data wydania: 2015
Liczba stron: 440
ISBN: 978-83-7686-321-4

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Nazwa użytkownika

Podium

"Białą" zdobywają:


Magda Janczura
Aleksandra Flasza
Piotr Piosna


"Apex" zdobywają:


Monika Kuźma
Maciej Andrzejczak
Mariusz Szymczak


"Nomen Omen" zdobywają:


Ewa Grzelak
Paulina Kleinke
Dariusz Fafiński

Facebook

Discus