Powstanie (Ian Tregillis) - recenzja

Latem ubiegłego roku polski rynek wydawniczy przywitał „Mechanicznego”, pierwszy tom Wojen Alchemicznych autorstwa Iana Tregillisa. Powieść została przyjęta bardzo dobrze. Wszyscy zakochaliśmy się w odgłosach zębatek, postukiwaniu klakierów i steampunkowym klimacie. Jedynie natłok informacji na początku książki i dość trudny w odbiorze styl były tym, na co można by nieco ponarzekać. Po kilkumiesięcznej przerwie Jax i spółka wreszcie powracają. Co czeka na nich tym razem? Z czym będą musieli się zmierzyć? Sprawdźmy to!

Czego może pragnąć mechaniczna istota zmuszana do pracy przez swoich panów? Wolności. Czego może pragnąć, gdy ją otrzyma? Wyzwolony Jax nie potrafi dłużej godzić się na wyzysk innych klakierów. Postanawia znaleźć sposób, by uwolnić swoich pobratymców od ciążących nad nimi geas. W tym samym czasie nasila się trwający od setek lat konflikt Francuzów z Holendrami. Ci drudzy szykują swoją złożoną z mechanicznych żołnierzy armię i najeżdżają ostatnią, niezdobytą jeszcze twierdzę Marsylii. Siły francuskie są już na wyczerpaniu. Kapitan Hugo Longchamp stoi przed nie lada wyzwaniem – musi za wszelką cenę uniemożliwić Mosiężnemu Tronowi zdobycie Iglicy, a może liczyć jedynie na niewielką, niewyszkoloną, stworzoną na szybko armię składającą się z cywili. Na byłą wicehrabinę de Laval czeka z kolei następny etap ucieczki i ukrywania się. Kobieta mimo trudnej sytuacji wciąż jest sercem z Francją i za wszelką cenę próbuje odmienić losy wojny. Nie będzie to jednak łatwe... Czy kapitanowi uda się obronić marsylską twierdzę? Jaki finał będzie miał ten odwieczny konflikt? Czy Jax wyzwoli pozostałych mechanicznych?

W poprzednim tomie wyodrębniły się trzy wątki – Jaxa, Berenice i pastora Vissera. Jednak choć to zbuntowany klakier jawił się jako główny bohater całej serii, można było odnieść wrażenie, że autor poświęcił mu trochę za mało uwagi. Na szczęście poprawił swój błąd w „Powstaniu”. Nareszcie pojawiła się okazja do lepszego poznania Jaxa. Można dostrzec w nim ogrom cech ludzkich, zrozumieć jego stosunek do toczącej się wojny oraz wyzwalania innych klakierów. Jeżeli chodzi o Berenice, tutaj niewiele się zmieniło. Bohaterka wciąż urzeka (choć zdaję sobie sprawę, że niektórych być może gorszy) ciętym językiem, zaskakuje odwagą, siłą, determinacją i niegasnącą miłością do nieżyjącego już męża. Mimo to straciła nieco mojej sympatii. Mam wrażenie, że jej intencje nie są do końca szczere, że sama nie wie jeszcze, po której stronie barykady stanąć. Natomias wszyscy fani pastora Vissera, mogą poczuć się nieco zawiedzeni, bo w „Powstaniu” pojawia się on zaledwie parę razy, jednak biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności, Tregillis raczej niewiele mógł zrobić w tej kwestii. Na swój sposób miejsce Luuki Vissera w gronie wiodących bohaterów, zajął kapitan znany z pierwszego tomu – Hugo Longchamp. Początkowo nie byłam przekonana do tego wyboru, bo właściwie ledwie pamiętałam o jego istnieniu, ale szybko go polubiłam i nabrałam do niego szacunku. Jak to powiedział jeden z bohaterów, Longchamp pozornie budzi strach, ale serce ma miękkie jak futro kocięcia. To postać pełna sprzeczności – z jednej strony klnie jak szewc i dyryguje swoimi podwładnymi, a z drugiej poświęca się w pełni ojczyźnie, modli się, a nawet dzierga szaliki i czapki dla dzieci. I tym razem nie można nie pochwalić Tregillisa za kreację bohaterów. Brawa, raz jeszcze.

Minęło już ponad pół roku od premiery „Mechanicznego”, a ja do teraz pamiętam trudności, jakie sprawiło mi przebrnięcie przez tę powieść. Pamiętam drobną czcionkę, śladowe ilości dialogów, obszerne wyjaśnienia dotyczące konfliktu Królestwa Niderlandów z Francją oraz istoty Klakierów – ich budowy, mechanizmu działania, psychiki. To nie była łatwa lektura i choć ostatecznie zakończyła się bardzo zaskakująco, po „Powstanie” sięgnęłam pełna obaw. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Liczyłam na to, że w drugim tomie, mając już z głowy wyjaśnienie czytelnikowi wszystkiego co potrzebne, autor skupi się przede wszystkim na akcji i dokładnie tak się stało. Wszelkie dywagacje i przemyślenia zostały zredukowane do minimum. Styl Tregillisa jest mimo wszystko dość zawiły, gawędziarski i szczegółowy, dlatego na „Powstanie” będzie trzeba zarezerwować sobie kilka wieczorów, a nie jeden dłuższy, ale myślę, że warto. Mówiąc już o języku powieści, nie można zapomnieć o wybrzmiewających z ust Berenice, kapitana Longchampa czy innych bohaterów, przekleństwach. Owszem, pojawiają się dość często, ale moim zdaniem nie było sytuacji, w których zostałyby użyte niepotrzebnie. Warto jednak o tym wspomnieć, bo istnieje grono osób, które nie tolerują wulgaryzmów w książkach. Powinny raczej zrezygnować z lektury “Powstania”.

Recenzując „Mechanicznego”, jakimś cudem udało mi się powstrzymać falę zachwytów nad przepięknym wydaniem, ale tym razem nie mogę sobie odpuścić. Nie ma sensu bawić się w szczegółowy opis, wystarczy po prostu spojrzeć na tę magiczną, misternie wykonaną okładkę, te wszystkie trybiki, przekładnie i zębatki tworzące pięść klakiera, osnute czerwoną mgiełką mocy alchemii… Arcydzieło! Takie książki opłaca się mieć na półce nawet jeśli treścią nie zachwycają. Na szczęście to nie dotyczy „Powstania”. To powieść, która nie tylko cieszy oko, ale i pozwala na parę godzin przenieść się do niebezpiecznego, a i zarazem fascynującego świata zniewolonych mechanicznych istot.

Drugi tom losów zbuntowanego klakiera Jaxa zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Przede wszystkim dominowała w nim akcja, czego bardzo brakowało mi w „Mechanicznym”. Podobało mi się nie tylko to, że w końcu coś się dzieje, ale też to, co się dzieje. Jax sprowokował mnie do rozmyślań o wolności, a także o wiążących się z nią zagrożeniach, Longchampa wspierałam całym sercem w obronie (właściwie z góry już spisanej na straty) twierdzy, a Berenice, jak to Berenice, i tym razem powalała mnie na łopatki swoimi tekstami. Zakończenie tego tomu jest zdecydowanie spokojniejsze niż w przypadku pierwszego, więc tym bardziej ciekawi mnie, czym zaskoczy nas autor w „Wyzwoleniu”... a to wszystko już za parę miesięcy. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko uzbroić się w cierpliwość i wypatrywać kolejnego tomu przygód bohaterów o walce o wolność, pokój i sprawiedliwość.

Patrycja „Ilussia” Ratajczak
Redakcja i korekta: Matylda Zatorska

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
wydawnictwu SQN


Tytuł: Powstanie
Tytuł oryginału: The Rising
Autor: Ian Tregillis
Wydawca: SQN
Tom: II
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Projekt okładki:Paweł Szczepanik
Ilustracja na okładce: Margarita Tkachenko
Data wydania: 15.03.2017
Liczba stron: 432

Oceń: 
0
Brak głosów
Niezdefiniowany

Nazwa użytkownika

Podium

"Białą" zdobywają:


Magda Janczura
Aleksandra Flasza
Piotr Piosna


"Apex" zdobywają:


Monika Kuźma
Maciej Andrzejczak
Mariusz Szymczak


"Nomen Omen" zdobywają:


Ewa Grzelak
Paulina Kleinke
Dariusz Fafiński

Facebook

Discus