Przekłuwacze (Mariusz Kaszyński) - recenzja


    Ludzie powinni mieć wybór, powinni się różnić, dopiero wtedy są piękni

    Gdy sięgnęłam po powieść „Przekłuwacze” nie wiedziałam nic ani pisarzu, który ją napisał, ani o niej samej. Kojarzyłam jedynie okładkę, lecz wciąż nie mam pewności, czy czasem nie pomyliłam jej z inną. Grubość książki nieco przerażała, a i jej opis nie bardzo mnie zaciekawił. Zostałam jednak całkiem pozytywnie zaskoczona tą nieznaną mi dotychczas pozycją i już wiem, że z przyjemnością sięgnę po jej kolejne tomy. Dlaczego?

    Akcja „Przekłuwaczy” rozgrywa się w Strefie – wykreowanej przez Mariusza Kaszyńskiego krainie o sześciennym kształcie. Jest to świat zamieszkany przez prymitywną ludność wierzącą w przeróżne bóstwa i legendy. Jedna z nich głosi, że w podniebnych miastach żyli niegdyś uskrzydleni ludzie. Elektryczność, którą się posługiwali, przyciągnęła tajemnicze istoty zwane Przekłuwaczami, które postanowiły zagarnąć ją dla siebie. Tak właśnie mówi legenda, ale czy tkwi w niej choć ziarno prawdy? Obecni mieszkańcy Strefy są nękani dziwnymi burzami entropicznymi. Właśnie podczas jednej z nich, skrzyżują się losy Markiego, młodego chłopaka z Gniazda Brzóz oraz Szymona Wiarołomcy, będącego kapłana jednego z bóstw – Probabli. Z czasem dołączy do nich jeszcze marszałek Drewal. Towarzysze będą zmuszeni wyruszyć w podróż obfitującą w liczne niebezpieczeństwa. Przeżyją niezapomniane przygody, dowiedzą się więcej o zakazanej elektryczności a także będą mieli okazję poznać historię Strefy dokładniej, niż o tym marzyli.

    Chmurom też brak skrzydeł, a wędrują po niebie

    „Przekłuwacze” to spore, ponad 700-stronicowe tomiszcze. Przyznam szczerze, że przebrnięcie przez pierwszą z dwóch części książki (która akurat w tym przypadku zajmuje objętościowo mniej więcej jej połowę) przyszło mi z nie lada trudem. Przygody głównych bohaterów niby były ciekawe, ale bardzo rozwleczone – to, co bez większego trudu mogłabym streścić w kilku/kilkunastu zdaniach, tutaj zajmuje około 350-400 stron. Mimo sporej liczby wątków, od miłosnego po polityczny, całość była nijaka, brakowało mi czegoś, co by to wszystko spajało, jakiegoś konkretnego celu, do którego dążyliby bohaterowie. Cała sytuacja uległa zmianie, gdy dostrzegłam magiczny napis: „Część druga: Kamienny Ołtarz”. Była o niebo lepsza od poprzedniej, dopiero wtedy zauważyłam jakąś celowość działań bohaterów. Pojawiły się też nowe, całkiem sympatyczne postacie skrywające wspólny, niesamowity sekret, a akcja rozwinęła się i zdecydowanie przyspieszyła. Cały czas zastanawiam się, jak to jest możliwe, że tak kiepska pierwsza część i tak dobra druga zostały napisana przez tę samą osobę i tworzą jedną książkę. Pierwszą część czytałam nieco na siłę, za to od kolejnej nie mogłam się oderwać. No a teraz... cóż, nie mogę się doczekać tomu drugiego i dalszych przygód Markiego i reszty.

    Dlaczego nie patrzycie sercem? Otwórzcie je, może wtedy wszystko stanie się prostsze

    Spodobali mi się bohaterowie stworzeni przez Kaszyńskiego. Są bardzo różnorodni jeżeli chodzi o cechy charakteru, stopień dojrzałości i wiek. Marki, najmłodszy i najmniej doświadczony z grupki przyjaciół bywa porywczy, z kolei Wiarołomca jest jego zupełnym przeciwieństwem. To człowiek mądry, nieco skryty i żądny wiedzy. Najlepsze jest jednak to, że mimo wszelkich różnic między bohaterami połączyła ich piękna przyjaźń, która przetrwała próby, jakich niemało było podczas ich wspólnej, niezwykłej podróży.

    Okładka mnie nie zachwyciła, ale nie uważam jej też za brzydką. Na pewno przyciąga uwagę, a to najważniejsze. Nie do końca za to przypadło mi do gustu samo wydanie. Dbam o książki i czytam je z jak największą ostrożnością. Tak było też w tym przypadku, a mimo to grzbiet „Przekłuwaczy” nieco się wyżłobił, co jest zapewne spowodowane grubością. Kolein na polskich drogach i tak nadal nie przypomina, ale zdaję sobie sprawę z tego, że czytelnicy nieco mniej dbający o swoje książki mogą zakończyć lekturę powieści Kaszyńskiego z jej nieestetycznie pozaginanym bokiem. Uważam, że w tym przypadku zastosowanie nieco większego formatu i tym samym mniejszej ilości stron byłoby lepszą opcją.

    Po lekturze mam mieszane odczucia. Przebrnięcie przez pierwszą część „Przekłuwaczy” było dla mnie katorgą, za to akcja w drugiej pędziła jak szalona. Mimo wszystko myślę, że warto przemęczyć pierwsze strony, bo później książka staje się taka, jaka powinna być od samego początku – wciągająca, pozbawiona zbędnych opisów no i wreszcie jest tu jakaś fabuła, jakiś cel, plan. Ale kto wie, można znajdą się osoby, które pokochają bohaterów „Przekłuwaczy” i ich przygody już od początku? Tego wszystkim serdecznie życzę. Mnie początkowo nie porwały, ale tylko początkowo. Wydarzenia z części drugiej sprawiły, że po przeczytaniu ostatniej strony chciałam więcej już, teraz, natychmiast. Z wielką chęcią sięgnę po kolejne tomy, bo wiem, że Strefa skrywa jeszcze niejeden sekret . Mimo nieciekawej części pierwszej cieszę się, że miałam okazję przeczytać „Przekłuwaczy” i zachęcam wszystkich, by poszli moim śladem.

    Patrycja „Ilussia” Ratajczak
    Redakcja i korekta: Matylda Zatorska

    Za egzemplarz recenzencki dziękujemy
    wydawnictwu Czwarta Strona

    Tytuł: Przekłuwacze
    Autor: Mariusz Kaszyński
    Wydawca: Czwarta Strona
    Tom: I
    Projekt okładki:Paweł Stelmach
    Ilustracja na okładce: Mateusz Wilma
    Data wydania: 30 marca 2016
    Liczba stron: 713

    Oceń: 
    0
    Brak głosów
    Niezdefiniowany